niedziela, 24 stycznia 2016

Mateusz Lemberg: Zasługa nocy


Polskie kryminały to już od pewnego czasu moje ulubione książki. Znane realia, okolice które jestem w stanie rozpoznać - tak, to zdecydowanie przemawia na korzyść rodzimych autorów. Oczywiście, nie czarujmy się, sięgając po książki polskich autorów trafiam i na świetne odkrycia i na spore rozczarowania.
Jaką książką okazała się Zasługa nocy Mateusza Lemberga?


Zacznę od pozytywów - od tej książki po prostu nie mogłam się oderwać! Panu Lembergowi udało się bardzo fajnie zawiązać akcję i stworzyć intrygujące postacie głównych bohaterów - warszawskich policjantów, którzy rozpoczynają działania przy sprawie nietypowego morderstwa. Tym, któremu poświęcone jest najwięcej uwagi, jest Witczak - policjant, jazzman po godzinach, człowiek z pokręconym życiem prywatnym i jeszcze trudniejszą historią rodzinną. Partnerują my Cyna i Hif - każde z nich jest na swój sposób barwną postacią.
Historia galopuje ze strony na stronę, w międzyczasie dowiadujemy się sporo o naszych bohaterach, ich prywatnych problemach i o tym, jak wpływają one na ich pracę przy poszukiwaniu mordercy.
Obok głównego wątku pojawia się kilka innych, równie mrocznych - m.in. historia mszczącego się mafioza, pedofilia, prostytucja. 
Z jednej strony, każda dodatkowa historia dodaje głębi bohaterom, pokazując ich jako postacie z krwi i kości, bardziej szaro-szare niż czarno-białe, z drugiej nadmiernie komplikuje całość.
W mojej opinii autor trochę przeszarżował i fabuła, jaką stworzył zrobiła się w pewnym momencie całkowicie nieprawdopodobna. Jeśli spojrzeć by na nią, jak na kryminalną bajkę - to dobrze się ją czyta, a wątki zazębiają się w intrygujący sposób. Brakuje w tym jednak realizmu, prawdopodobieństwa, a moim zdaniem już lekkie uproszczenie fabuły i "odpuszczenie" bohaterom coraz to kolejnych problemów, wyszłoby książce na plus. 
Uważam jednak, że jest to debiut książkowy zasługujący na uwagę - co więcej oceniam go o wiele wyżej od kilku polskich kryminałów, które ostatnio zdobywają duży poklask.
Myślę, że chętnie przeczytam kolejne tomy z serii i zobaczę, jak rozwija się styl pisania Mateusza Lemberga.

Ocena: 3,5/5

Mateusz Lemberg, Zasługa nocy,  Prószyński i S-ka, 2014


sobota, 23 stycznia 2016

Żniwa zła: Robert Galbraith

Żniwa zła to jedna z tych książek, których wydania wyczekiwałam niemalże wykreślając kolejne dni w kalendarzu. Tak się stało, że seria kryminałów z Coromoranem Strike, autorstwa pani Rowling, piszącej pod pseudonimem Roberta Galbraitha, skradła moje serce.


A przynajmniej było tak do tej pory. Niestety, pomimo moich wcześniejszych zachwytów nad Wołaniem kukułki i Jedwabnikiem, muszę powiedzieć, że albo w międzyczasie zmienił się mój gust czytelniczy, albo nowy tom, to książka diametralnie różna od wcześniejszych części serii. 
Oczywiście pewne elementy pozostają bez zmian - czyli na kartach książki pojawiają się Cormoran Strike, prowadzący agencję detektywistyczną oraz Robin - jego asystentka, a może nawet partnerka w biznesie. Jest też zagadka kryminalna, rozpoczynająca się od makabrycznej przesyłki zaadresowanej na Robin, która nawiązuje do pewnych strasznych wydarzeń z przeszłości Cormorana.
Pojawiają się ciekawe postacie podejrzanych i więcej wątków z mrocznej przeszłości detektywa oraz jego matki - Ledy.  Powiem, że nawet samo zakończenie historii uważam za ciekawe i co dla mnie przemawia na plus książki - do ostatniego momentu nie udało mi się odgadnąć, kim był morderca.
Co zatem nie zagrało? Po pierwsze książka jest dramatycznie przegadana! Odchudzenie jej o sporo wątków pobocznych i tak z 1/4 objętości, dodałoby jej dynamizmu. Niestety w czasie czytania zdarzało mi się wręcz przysypiać, a samej książki nie mogłam zmęczyć przez tydzień. Nie chodziło tylko o rozwlekłe opisy - moją drugą bolączką była warstwa obyczajowa. Nie wiem jak to się stało, że kawałek porządnej historii kryminalnej udało się pani Rowling przekształcić niemal w operę mydlaną. Wszystkie rozterki uczuciowe jakie przeżywają bohaterowie, wystarczyłyby na obdzielenie kilku książek.
Jestem ciekawa opinii innych osób, które po książkę sięgnęły. Ja osobiście mam odczucie, że pani Rowling odeszła od typowego kryminału w kierunku powieści obyczajowej z wątkiem kryminalnym. Mnie akurat to nie odpowiada, ale wierzę, że zdobędzie ona swoich fanów.
Czy sięgnę po kolejną część? Jasne, że tak :) Aż tak łatwo nie obrażam się na ulubionych autorów!

Ocena: lekko naciągane 3/5
Żniwa zła, Robert Galbraith, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2016


wtorek, 12 stycznia 2016

Stylista: Aleksandra Marinina



Tak się stało, że z książkami pani Marininy nie miałam kontaktu przez dobre kilka lat, a pałam do tej autorki sporym sentymentem, bo ona i Henning Mankell bardzo mocno wpłynęli w pewnym momencie na rozwój mojej fascynacji kryminałami, która została ze mną aż do dzisiaj. Dlatego, kiedy zorientowałam się, że w 2015 roku została wydana jej książka Stylista, wiedziałam, że nie ma innej opcji – muszę ją przeczytać!


Co mogę powiedzieć po tych kilku wieczorach z Nastią Kamieńską? Wcale, ale to wcale się nie zmieniła – co jednocześnie jest wadą jak i zaletą tej książki. Te kilka lat temu, gdy zaczęłam sięgać po Marininę opisywana rzeczywistość lat 90. nie wydawała się wcale odległa ani obca. Dzisiaj świat opisany w tej książce mocno razi – te minuty rozmowy przez komórkę za dolara, dziki rynek wydawniczy Rosji – to z jednej strony ciekawe smaczki,  a z drugiej powód dla którego ciągle wracała do mnie myśl, że to już nie czas na tę książkę – dzisiaj chętnie poczytałabym o 10-15 lat starszej Anastazji, która żyje tu i teraz w Rosji takiej jak dzisiejsza.
Oczywiście, to bardzo subiektywne odczucie, ale odbiór książki jest w moim przypadku zawsze wypadkową wielu subiektywnych wrażeń. Co do Stylisty jako takiego – na pewno nie dajcie się zwieść tytułowi – ta książka nie ma nic wspólnego ze światem mody. Fabuła opiera się o dwa wątki – jeden z nich to motyw Władimira Sołowiowa – dawnego kochanka Nastii, a dziś samotnego inwalidy, zresztą bardzo bogatego i równie tajemniczego inwalidy, który jest rozchwytywanym tłumaczem literatury japońskiej.  Anastazja odnawia z nim kontakt z racji śledztwa toczącego się w sprawie morderstw popełnianych przez seryjnego zabójcę na młodych, smagłych chłopcach. Pojawienie się w jej życiu danego kochanka to duża komplikacja, ale finalnie też sposób na to, by pchnąć śledztwo na nowe tory.
O tym, jakie jest zakończenie Stylisty nie będę oczywiście pisała, ale niestety nie mogę sobie darować uwagi, że jest ono jednym ze słabszych punktów tej książki. Bo o ile fabuła wciąga, historia rozwija się dość ciekawie, to moment gdy wszystkie wątki zaczynają się schodzić jest pewnym rozczarowaniem – za mało w tym prawdopodobieństwa pani Marinino.
Nie miejcie jednak wrażenia, że jest to książka zła. Wręcz przeciwnie – całkiem sympatyczna, ale w tym przypadku poprzeczka ustawiona jest naprawdę wysoko. Widać jednak bardzo dobry warsztat pisarski autorki – te zdania wciągają. Każda strona, każdy dialog mają w sobie to co, że masz ochotę powiedzieć sobie „jeszcze 5 minut”. A, że jestem po smutnej passie z kilkoma polskimi kryminałami, których nie udało mi się doczytać, to przygodę ze Stylistą uważam za pozytywne doświadczenie!

Ocena: 4/5
Stylista, Aleksandra Marinina, Wydawnictwo WAB, 2015