piątek, 18 marca 2016

Natan Noraj: Czternaście milimetrów życia

Z wielu powodów bardzo lubię czytać książki, których akcja dzieje się w Krakowie. Była to dla mnie wielka zaleta tzw Trylogii grobiańskiej Krzysztofa A. Zajasa. Dlatego gdy dowiedziałam się, że książka Natana Noraja o tytule Czternaście milimetrów życia ma również akcję osadzoną w Krakowie, prawie od razu zdecydowałam się ją przeczytać, chociaż pożyczona przeze mnie już chwilę temu, poleżała trochę zanim nadszedł jej czas. 



Książka dedykowana jest sprawie powierzonej Archiwum X, czyli wydziałowi policji poświęconemu wyjaśnianiu spraw niewyjaśnionych :) Wchodzący w jego skład eksperci otrzymują od swoich szefów do rozpracowania zagadkę makabrycznego morderstwa dokonanego w krakowskim centrum medycyny niekonwencjonalnej Vita-Lex, które może być powiązane z popełnionym tam przed kilkoma laty samobójstwem.
Przydzielony do pracy zespół składa się z barwnych osobowości, m.in.:  Daniela Atmana - wybitnego śledczego z poważnymi problemami psychicznymi, który do pracy nad sprawą trafia prosto ze szpitala psychiatrycznego, w którym spędził ostatnie kilka miesięcy. Partnerują mu Mikołaj Messner - psycholog, Sara Kotańska  - zajmująca się analizą kryminalną i Patryk Filar - młody policjant; tworząc bardzo barwną i różnorodną galerię postaci. Pomimo, że grupę tę stanowią najlepsze osoby, jakie komenda policji może zarekomendować do pracy, wytropienie mordercy wcale nie idzie zbyt sprawnie zaangażowanym śledczym. Tymczasem zabójca uderza ponownie i wyścig z czasem zaczyna przybierać coraz szybsze tempo. Nie chcę psuć przyjemności lektury zdradzaniem zbyt wielu wątków, dlatego napiszę tylko, że były bardzo dobre powody dla których morderca mógł tak skutecznie zmylać zespół śledczy.
Zakończenie książki było dla mnie sporym zaskoczeniem - muszę przyznać, że nie miałam pomysłu kogo typować na mordercę. Poprowadzenie fabuły w taki sposób, jak uczynił to autor, było w mojej opinii bardzo dobrym zabiegiem - dzięki temu książka wciągała aż do ostatniej strony.
Bardzo pozytywnie oceniam tę lekturę. Umiejętność kreowania wiarygodnych bohaterów, pokazywania ich przez pryzmat dobrych stron, ale też różnych grzeszków, jest bardzo dużą zaletą pisarstwa Noraja. Ciekawym zabiegiem było z kolei osadzenie akcji w intrygującym świecie specjalistów medycyny naturalnej, bioenergoterapeutów, etc.
Generalnie uważam, że jak na debiut literacki, to książka trzyma dobry poziom i mimo pewnej chaotyczności akcji, jest to pozycja, której warto poświęcić czas. 

Ocena: 4/5

Natan Noraj, Czternaście milimetrów życia, wydawnictwo Videograf SA, 2015

wtorek, 15 marca 2016

Olen Steinhauer: Wszystkie drogi prowadzą do Kairu

Nie uważam się za wielbicielkę powieści szpiegowskich, czemu jednak może przeczyć moje upodobanie do książek Daniela Silvy :) Za każdym jednak razem, zanim sięgnę po książkę z tego gatunku, zastanawiam się kilka razy, czy to na pewno dobry wybór. Tym, co mnie zniechęca, jest wyjątkowa skłonność pisarzy spod znaku powieści szpiegowskiej do maksymalnego mnożenia wątków i gmatwania fabuły. Mam wręcz wrażenie, że jest to pewnego rodzaju znak rozpoznawczy tego typu książek.
A jednak czasem i te zagmatwane, potrafią tak pokierować czytelnikiem, by z wypiekami na twarzy łączył ze sobą kolejne wątki i podążał tropem agentów. Tak właśnie uczynił ze mną Olen Steinhauer, twórca książki Wszystkie drogi prowadzą do Kairu. Mogę powiedzieć, że nie tylko udało mu się przykuć moją uwagę, ale też zafascynować mnie sytuacją geopolityczną świata arabskiego, a nie był to dla mnie do tej pory zbyt bliski temat.


Sama książka zaczyna się w hitchcockowskim stylu - mamy wstrząs i zaraz po nim pojawiają się kolejne, kolejne i kolejne. Pierwszym z serii wstrząsów jest zabójstwo amerykańskiego dyplomaty - Emmeta Kohla, pracującego w węgierskiej placówce USA. Morderca zabił go w budapesztańskiej restauracji, w której dyplomata i jego żona Sophia, spotkali by odbyć niezwykle trudną rozmowę. Już na pierwszych stronach książki pojawia się morderstwo, wątek romansu i oskarżenie o zdradę stanu. Dalej jest tylko mocniej - gdyż Sophia wybiera się do Kairu, ich wcześniejszego miejsca zamieszkania, zakładając, że to wątek egipski może być powiązany ze śmiercią męża, a jednocześnie zaczyna podróż w czasie, do momentu gdy wraz z Emmetem przyjechała do Jugosławii w 1991 roku, by zostać świadkiem początków jej rozpadu i pierwszych okrucieństw zbliżającej się wojny. 
Książka obfituje w liczne zwroty akcji, a historia zbudowana jest z wielu drobnych wątków, splatających się w pewnym momencie w bardzo mroczną całość - każdy bohater, który zostaje na chwilę kolejnym narratorem książki, wnosi coś nowego do motywu głównego, a jednocześnie pozwala nam poznać od podszewki życie ludzi powiązanych z siatkami szpiegowskimi różnych państw.
Uważam, że to dobra, mocna powieść. Nie wiem na ile to odczucie jest prawdziwe, ale mam wrażenie, że dość uczciwie pokazuje ona realia pracy szpiegów, ale też zagrożenia związane z takim stylem życia - nikt nie wychodzi bez blizn z zabaw w polityczne podchody, wielu, nie wychodzi też z nich żywo. Duży plus za ciekawe tło polityczne i bardzo interesujących bohaterów.

Ocena: 5/5

Olen Steinhauer, Wszystkie drogi prowadzą do Kairu, wydawnictwo Czarna Owca, 2016
 

wtorek, 8 marca 2016

Marek Stelar: Twardy zawodnik

Staram się w miarę na bieżąco śledzić zapowiedzi wydawanych na polskim rynku kryminałów i zapoznawać się z ich recenzjami. To dla mnie dobry sposób na podjęcie decyzji, co jestem w stanie przeczytać, mając na uwadze ograniczenia czasu i budżetu.
Zdarza się jednak wcale nie rzadko, że coś mi umknie i dopiero po czasie orientuję się, że przegapiłam interesującą książkę. Taka właśnie naszła mnie myśl, gdy na Kryminalnej Pile przeczytałam o książkach nominowanych do Nagrody dla Najlepszej Polskiej Miejskiej Powieści Kryminalnej 2015. Na zamieszczonej liście są jak dla mnie zarówno książki lepsze, jak i słabsze, ale znalazła się też jedna o której wcześniej nie słyszałam, czyli Twardy zawodnik. I tak właśnie zdecydowałam się ją przeczytać.

Lektura upłynęła mi bardzo szybko, bo raz, że miałam na nią akurat sporo wolnego czasu, a dwa, że książka mnie niesamowicie wciągnęła, więc i tak miałam problem, żeby się od niej oderwać. Najbardziej żałuję, że dopiero po lekturze zorientowałam się, iż jest to druga część cyklu i że umknęła mi możliwość przeczytania go w odpowiedniej kolejności.
Co do samej książki - przedstawiona w niej historia "Twardego zawodnika", czyli faceta któremu zawsze wszystko się udaje... aż do czasu, bardzo mi się spodobała. Pomimo, że opowieść o Andersie czy też Andrzeju, zapowiadała się początkowo na historię o młodym, pozbawionym skrupułów biznesmenie i jego drodze do sukcesu, to rozwinęła się w rasowy kryminał. W książce pojawiła się cała galeria intrygujących postaci, kluczowe z nich to poza samym "Szwedziem" - nadkomisarz Robert Krugły i prokurator Michalczyk. Nie zabrakło też wielu bohaterów drugoplanowych, niemal jednak każdy z nich ma nadany pewien rys indywidualny - bardzo mi się ten zabieg spodobał.
Historia zaczyna się od prokuratora, który podejrzewa, że mógł kogoś zabić, a jeszcze wcześniej od pewnej niestandardowej propozycji biznesowej, jaką Anders Soedergren złożył Arturowi Strobiszowi, właścicielowi sieci klinik medycznych. Oba wydarzenia są ze sobą ściśle połączone, a gdy jeszcze w środku opowieści pojawia się wyjątkowo dobrze zorganizowany napad na konwojentów przewożących pieniądze do uzupełnienia bankomatów, akcja zaczyna się mocno zagęszczać i we wszystkich wątkach odnajduje się wspólny mianownik.
Z jednej strony kilka opisanych w książce zbiegów okoliczności, jest mało prawdopodobnych, z drugiej, czyż życie nie pisze najbardziej szalonych scenariuszy?
Nie chcę jednak tworzyć wrażenia, że jest to historia oparta na wymysłach autora - wręcz przeciwnie - jest napisana w tak realistyczny sposób, że momentami miałam wrażenie, że czytam wręcz reportaż. Na uwagę zasługuje też poprawność językowa, duża sprawność w tworzeniu opisów, zapisywaniu dialogów. Bardzo to doceniam, gdyż często te elementy kuleją u polskich pisarzy kryminałów.
Duże brawa dla Marka Stelara! To naprawdę dobra książka, warta lektury!

Ocena: 4,5/5

Marek Stelar, Twardy zawodnik, wydawnictwo Videograf SA, 2015

niedziela, 6 marca 2016

Ian Rankin: Na krawędzi ciemności

Trudno było mi wyobrazić sobie Iana Rankina w innym wydaniu niż piszącego o inspektorze Rebusie. Nie ukrywam, że seria kryminałów poświęcona tej nietuzinkowej postaci, wzbudza we mnie bardzo ciepłe uczucia. A jednak, gdy pojawiła się okazja, by przeczytać Na krawędzi ciemności, niemalże bez wahania zdecydowałam się poświęcić tej książce kilka wieczorów. Jestem bardzo zadowolona z tej decyzji, gdyż mówiąc najprościej - Ian Rankin trzyma poziom!




















Tym razem bohaterami książki są trzej pracownicy edynburskiego Wydziału Etyki i Standardów Zawodowych, nazywanego potocznie Skargami. Oczywiście wydział ten jest komórką lokalnej policji, a Fox, Naysmith i Kaye zajmują się sprawami dotyczącymi oficerów policji. Postępowanie, dzięki którmu znajdują się w hrabstwie Fife dotyczy kolegów policjanta, który został oskarżony o wykorzystywanie seksualne kobiet. Policyjne władze podejrzewają, że współpracownicy z wydziału mogli wiedzieć o jego zachowaniach i kierują zespół Skarg do zbadania tej sprawy. 
Pozornie proste wewnętrzne śledztwo, bardzo szybko się komplikuje, gdyż Paul Carter, czyli oskarżony o molestowanie, zostaje nagle wypuszczony z aresztu i wkrótce w podejrzanych okolicznościach ginie jego wuj, były policjant, a jednocześnie ważny świadek oskarżenia.
Sprawa zaczyna wyglądać na zbyt oczywistą, by nie wzbudzić zainteresowania policjantów ze Skarg. Tym bardziej, że zaczynają oni trafiać na ślady wydarzeń sprzed lat, których badaniem zajmował się w wolnych chwilach wuj Paula Cartera. Badając ten wątek trafiają na kilka splątanych ze sobą historii powiązanych ze szkockim ruchem nacjonalistycznym oraz aktywnymi w latach 80. grupami terrorystycznymi, takimi jak Komando Mroczne Żniwa. Okazuje się, że sporo zaangażowanych w przeszłości w ten ruch osób zajmuje dziś eksponowane stanowiska, a ujawnienie ich przeszłości może być dla policjantów bardzo ryzykowne.
Wciągające wątki polityczny i kryminalny splatają się w książce z historiami z prywatnego życia policjantów - szczególne poruszająca jest część dedykowana ojcu i siostrze Foxa oraz ich rodzinnym problemom.
Książka z czasem nie traci tempa, wręcz przeciwnie coraz bardziej się rozpędza, a moment w którym wszystkie tropy zaczynają się łączyć jest początkiem bardzo dobrze rozpisanego zakończenia.
Serdecznie polecam fanom dobrych kryminałów, którzy nie pogardzą ciekawym tłem historycznym!

Ocena: 5/5

Na krawędzi ciemności, Ian Rankin, Wydawnictwo Albatros, 2015

sobota, 27 lutego 2016

Daniel Silva: Wielki skok

Są takie książki, na które się czeka i tacy autorzy, których się uwielbia! Na czołowej pozycji mojej listy top pisarzy znajduje się Daniel Silva. Przygoda z jego książkami, zaczęła się u mnie od pewnych wakacji, na które wzięłam ze sobą pierwsze trzy tomy serii z Gabrielem Allonem. Wyjazd uważam za bardzo udany, chociaż najlepiej pamiętam z niego pochłanianie kolejnych stron książek i olbrzymi zachwyt nad nimi!
Wielki skok, najnowsza przetłumaczona na język polski, książka Daniela Silvy, czekała na swoją kolej już dłuższy czas. Cały ten okres bardzo się cieszyłam, że jest i... że jeszcze może na mnie jeszcze trochę poczekać! Tak, analogia do czekania na odpakowanie prezentu, będzie tu całkiem na miejscu!




















Cóż mogę powiedzieć? Książka jest po prostu świetna! Najłatwiej będzie mi powiedzieć, dlaczego wzbudziła u mnie aż tak duży zachwyt!
Po pierwsze sama książka, jak i cała seria w ramach której powstała, na równi poświęcone są akcjom szpiegowskim i rozgrywkom ze złoczyńcami, co dziełom sztuki. Tym razem miałam okazję poczytać o zaginionym obrazie Caravaggia, renowacji nadstawy ołtarzowej Veronesego i pewnych słynnych słonecznikach. Miałam też możliwość by na chwilę zanurzyć się w światku londyńskich galerii sztuki, marszandów, wspaniałych obrazów. Dla mnie ten aspekt książek Silvy jest nie do pobicia, ale mówię to ja, osoba dla której Bezcenny Miłoszewskiego jest ulubioną książką tego autora, z analogicznych powodów.
Po drugie świat szpiegów jest fascynujący, trochę nieprawdopodobny, ale jestem w stanie uwierzyć, że każda prawdziwa akcja szpiegowska ma w sobie coś mało realnego dla całej reszty świata. A jednocześnie czytając książki Silvy mam zawsze wrażenie, że stoi za nimi świetny research - opisywane wątki geopolityczne są oczywiście uproszczone, ale nie odbiegają w znaczny sposób od rzeczywistości. Oczywiście atutem autora jest to, że bardzo trudno sprawdzić, na ile realia pracy operacyjnej oddane są wiernie, a na ile są inwencją własną. Mnie jednak wystarcza do szczęścia odczucie, że tak mogłoby być. Nie muszę wiedzieć, czy jest tak naprawdę
Po trzecie miejsca i podróże - Wenecja, Londyn, Tel Awiw, Korsyka, Linz i nawet trochę Szwajcarii - czytając te książki za każdym razem wybieram się we wspaniałą podróż - tym razem do wypisanych powyżej miejsc.
Czwartym i największym atutem książki są postacie, a olbrzymią zaletą Wielkiego Skoku, jest to, że zbiera wszystkich kluczowych bohaterów wcześniejszych części w jednym miejscu - są tu zatem i szef brytyjskiego wywiadu, podstarzały marszand, korsykański zabójca, oszust, rosyjski oligarcha ale też cała grupa agentów izraelskiego wywiadu, którzy po raz kolejny ruszają w misję z Gabrielem Allonem - legendarnym szpiegiem.
Nie chcę opowiadać zbyt wiele o książce, by nie psuć przyjemności z jej czytania, dlatego napiszę tylko, że tym razem mój ulubiony szpieg zostaje oderwany od ważnego zlecenia konserwatorskiego prośbą o pomoc ze strony włoskich służb. Jest to prośba z tych nie do odrzucenia, gdyż kartą przetargową w rękach Włochów jest Julian Isherwood, wieloletni przyjaciel Gabriela, który znalazł się w złym miejscu o złym czasie, trafiając na zwłoki złodzieja dzieł sztuki.
W ramach zlecenia Gabriel zaczyna szukać bezcennego obrazu Caravaggia, a w trakcie poszukiwań trafia na finansowe powiązania z Syrią oraz dziewczynę wartą 8 miliardów dolarów.

Zapraszam do lektury! Moim zdaniem warto dać szansę tej książce ale jeśli nie znacie Daniela Silvy proponuję jednak rozpocząć od 1 tomu serii. Ja czekam już na kolejny!

Ocena: 5/5

Daniel Silva, Wielki Skok, wydawnictwo Muza, 2015

wtorek, 23 lutego 2016

Beatrix Gurian: Stigmata

Z książką, o której napiszę dziś kilka słów, nie mam prostej historii. Jest tak zapewne dlatego, że jest to pozycja dla nastolatków, a ja od dość dawna nie należę do tej grupy wiekowej. Jednak Stigmata wpadła w moje ręce i pierwsze kilka zdań plus atrakcyjna strona wizualna, zadecydowały o tym, że zaczęłam ją czytać.




















Nie jest to żadnego rodzaju wybitna książka - ani od strony językowej ani fabularnej ale po skończeniu jej przed kilkoma dniami uważam, że jest to porządne czytadło. Na pewno osobie dorosłej książka może wydać się uroczo naiwna, chociaż na korzyść autorki powiem, że w kilku momentach naprawdę poczułam powiew grozy, a mam za sobą niejeden przeczytany horror!
Jaką książką jest Stigmata? Jest to opowieść o Emmie, nastolatce, której przydarzyło się chyba to co dla tak młodej osoby może być najgorsze - w wypadku zmarła jej mama, jedyna do tej pory rodzina dziewczyny. Emma w czasie bardzo boleśnie przeżywanej żałoby, zaczęła odkrywać, że tak naprawdę wiedziała do tej pory o swojej matce bardzo mało. A, że trafiła w jej ręce tajemnicza przesyłka sugerująca, że śmierć Agnes wcale nie była przypadkiem, dziewczyna postanowiła dowiedzieć się, jak było naprawdę i ruszyła ze swoim śledztwem. Jego efekty... cóż na pewno nie można odmówić autorce pomysłowości w rozwinięciu tego wątku!
Stigmata to mieszanka powieści grozy z wątkami kryminalnymi i oczywiście akcentami romantycznymi, których na szczęście dla książki, nie jest za wiele. Tak, jak wspomniałam wcześniej, jest to średniej klasy czytadło, ale naprawdę sprawnie skonstruowane. 
Swoją drogą uważam, że zawsze lepiej przeczytać kiepską książkę niż nie przeczytać żadnej. Dobrze też, wyrabiać w sobie nawyki czytelnicze - i jeśli komuś może w tym pomóc, taka lekka lektura jak Stigmata, to uważam, że warto po nią sięgnąć.

Ocena: 3/5 albo 4/5 gdybym tylko była trochę młodsza :)
Beatrix Gurian, Stigmata, wydawnictwo Muza, 2015


środa, 17 lutego 2016

Lee Child: Zmuś mnie

Co do Lee Childa, to muszę się przyznać, że w ogóle nie wiem skąd i dlaczego, ale przez długi czas byłam przekonana, że jest to autor fatalnych książek spod znaku "zabili go i uciekł”. Oczywiście w związku z tym, ani jednej z nich z nich do tej pory nie przeczytałam.
Było tak aż do czasu wydania Zmuś mnie, które nagle, zaczęło mnie kusić z witryn księgarni. A, że całkiem przypadkiem trafiłam też na kilka bardzo dobrych recenzji tej książki w Internecie, to zdecydowałam się po nią sięgnąć.

 














Zaczęłam ją czytać i całkiem wsiąkłam! Okazało się, że Lee Child jest świetny w budowaniu wciągających historii. Opowieść o miasteczku Matczyna Przystań i dziejących się wokół niego dziwnych wydarzeniach, wciągnęła mnie do tego stopnia, że książkę czytałam w każdej wolnej chwili! Na kilka ciepłych słów zasługuje też postać Jacka Reachera - byłego żołnierza, przemierzającego dziś lekko bez celu, kolejne stany. To prawdziwy twardziel,  ale przy tym postać mocno nietypowa i uważam, że na swój sposób ujmująca. W Zmuś mnie partneruje mu była agentka FBI - Michelle Chang, która wciąga Jacka w poszukiwania swojego zaginionego partnera z agencji detektywistycznej. Ta dwójka doskonale do siebie pasuje i bardzo fajnie czyta się ich wspólną historię.
Dodam jeszcze, że w książce urzekło mnie również poczucie humoru jej autora - wątek z przeglądem rozmaitych dziwaków, który w pewnym momencie jest elementem operacyjnej pracy bohaterów, był naprawdę zabawnym akcentem.
Do tej książki absolutnie nie trzeba się zmuszać! Nie jest za to łatwo się od niej oderwać. Ja po przeczytaniu tego tomu zaczęłam mieć ambitny plan, by przeczytać wcześniejsze 19 części z serii. Zobaczymy, czy mi się to uda!

Ocena: 5/5
Lee Child, Zmuś mnie, wydawnictwo Albatros, 2016

piątek, 12 lutego 2016

Kathy Reichs: Kości zaginionych

Muszę przyznać, że do serii Kathy Reichs dedykowanej postaci Temperance Brennan mam tak dużą słabość, że moja recenzja na pewno nie będzie obiektywna. Trudno jednak - staram się czytać książki, których lektura sprawi mi przyjemność i o takiej właśnie będzie tu mowa!


















Kości zaginionych to już 16-ty(!) tom serii. Na pewno nie polecam nikomu rozpoczęcia jej lektury właśnie od niego - na przestrzeni lat powstała tak rozbudowana historia zawodowa i prywatna Temperance, że żal było rozpocząć czytanie nie znając wszystkich wcześniejszych smaczków. Natomiast każdemu, kto tę serię zna, gorąco polecam kolejną jej część :)
Tym razem nasza antropolog sądowa natyka się na sprawę ciała nastolatki, jakie znaleziono na poboczu opuszczonej drogi. Mimo, że case wydaje się policji dość oczywisty, Temperance ma przeczucie, że sprawa martwej dziewczyny nie jest wcale prostą historią. W czasie, w którym własnymi siłami stara się dowiedzieć kim była dziewczyna i dlaczego zginęła, dowiadujemy się równolegle więcej o jej obecnym życiu - nagłym zniknięciu Ryana, zbliżającym się ślubie Peta i Summer oraz afgańskiej misji wojskowej Kate, jej córki. Co więcej, sama Tempe dziwnym zrządzeniem losu, ląduje w samym środku afgańskiej sprawy, w której amerykański żołnierz podejrzany jest o zabójstwo lokalnych cywili.
Tak, jak wcześniej wspomniałam - na pewno jestem bezkrytyczna, ponieważ książkę tę dosłownie połknęłam w dwa wieczory i sprawiło mi to olbrzymią przyjemność :)
To trochę jak z serialem, który znamy już tak dobrze, że każdy kolejny sezon, to radość spotkania z zaprzyjaźnionymi bohaterami. Oczywiście uważam, że z tego sentymentu nic by nie było, gdyby nie wciągające historie i bardzo dobry warsztat pisarski Kathy Reichs!

Ocena: 5/5

Kathy Reichs, Kości zaginionych, wydawnictwo Sonia Draga, 2015

wtorek, 2 lutego 2016

Alex Marwood: Dziewczyny, które zabiły Chloe

Nie wiem czy lubicie książki polecane przez sławy pisarstwa albo celebrytów - na mnie te pochwalne cytaty działają bardzo odstraszająco. Z reguły im ich więcej, tym bardziej jestem książką rozczarowana. Mimo swoich uprzedzeń, zdecydowałam się po chwili wahania na lekturę książki polecanej przez Stephena Kinga, czyli Dziewczyn, które zabiły Chloe, autorstwa Alex Marwood.




Muszę też przyznać, że była to jedna z moich lepszych decyzji, w zakresie wyborów książkowych. Oczywiście była też  i chwila rozczarowania, ale nie przeważyła ona nad całościową, bardzo pozytywną oceną.
Czym zatem ujęły mnie Dziewczyny? Przede wszystkim mocną historią - i tak, to na pewno jedna z tych książek, które karmią się wywołanymi u czytelnika emocjami, ale mimo tej wiedzy, nadal mogę powiedzieć, że na swój sposób udało się Alex Marwood mną wstrząsnąć. Historia Jade i Bel, dwóch nastolatek, które miały swój udział w śmierci malutkiej Chloe, spleciona z wątkiem dorosłych Kirsty i Amber, to dla mnie nie tylko opowieść o zbrodni i jej konsekwencjach, ale też bardzo smutny obraz niesprawiedliwości, która tak często dotyka słabszych. Poznając historię dwóch "morderczyń", poznając stopniowo, jak wyglądał dzień, który do końca życia napiętnował dwie dziewczyny, miałam cały czas poczucie, że to nie może być prawda - życie, sąd, rodziny nie mogą być aż tak okrutne. A jednak tak właśnie było.
Dodatkowym smaczkiem jest pokazanie kulisów działania "brukowców", które żyją ze wskazywania winnych, zanim jeszcze zrobi to sąd.
Oczywiście w książce, poza retrospekcjami z życia dziewczyn pojawia się wątek całkiem współczesnego seryjnego mordercy, ale na tle historii Jade i Bel wypada on naprawdę słabo. Mam wrażenie, że jest to tylko tło do ukazania bardzo niepokojącej i mrocznej historii z przeszłości. W tym kontekście książka była dla mnie pewnym zawodem, gdyż oczekiwałam pełnokrwistego kryminału - mimo wszystko, absolutnie jednak nie żałuję, że ją przeczytałam.
Tym razem Stephen King miał rację - to faktycznie bardzo dobra książka.

Ocena: 4,5/5

Alex Marwood, Dziewczyny, które zabiły Chloe, wydawnictwo Albatros, 2015

niedziela, 24 stycznia 2016

Mateusz Lemberg: Zasługa nocy


Polskie kryminały to już od pewnego czasu moje ulubione książki. Znane realia, okolice które jestem w stanie rozpoznać - tak, to zdecydowanie przemawia na korzyść rodzimych autorów. Oczywiście, nie czarujmy się, sięgając po książki polskich autorów trafiam i na świetne odkrycia i na spore rozczarowania.
Jaką książką okazała się Zasługa nocy Mateusza Lemberga?


Zacznę od pozytywów - od tej książki po prostu nie mogłam się oderwać! Panu Lembergowi udało się bardzo fajnie zawiązać akcję i stworzyć intrygujące postacie głównych bohaterów - warszawskich policjantów, którzy rozpoczynają działania przy sprawie nietypowego morderstwa. Tym, któremu poświęcone jest najwięcej uwagi, jest Witczak - policjant, jazzman po godzinach, człowiek z pokręconym życiem prywatnym i jeszcze trudniejszą historią rodzinną. Partnerują my Cyna i Hif - każde z nich jest na swój sposób barwną postacią.
Historia galopuje ze strony na stronę, w międzyczasie dowiadujemy się sporo o naszych bohaterach, ich prywatnych problemach i o tym, jak wpływają one na ich pracę przy poszukiwaniu mordercy.
Obok głównego wątku pojawia się kilka innych, równie mrocznych - m.in. historia mszczącego się mafioza, pedofilia, prostytucja. 
Z jednej strony, każda dodatkowa historia dodaje głębi bohaterom, pokazując ich jako postacie z krwi i kości, bardziej szaro-szare niż czarno-białe, z drugiej nadmiernie komplikuje całość.
W mojej opinii autor trochę przeszarżował i fabuła, jaką stworzył zrobiła się w pewnym momencie całkowicie nieprawdopodobna. Jeśli spojrzeć by na nią, jak na kryminalną bajkę - to dobrze się ją czyta, a wątki zazębiają się w intrygujący sposób. Brakuje w tym jednak realizmu, prawdopodobieństwa, a moim zdaniem już lekkie uproszczenie fabuły i "odpuszczenie" bohaterom coraz to kolejnych problemów, wyszłoby książce na plus. 
Uważam jednak, że jest to debiut książkowy zasługujący na uwagę - co więcej oceniam go o wiele wyżej od kilku polskich kryminałów, które ostatnio zdobywają duży poklask.
Myślę, że chętnie przeczytam kolejne tomy z serii i zobaczę, jak rozwija się styl pisania Mateusza Lemberga.

Ocena: 3,5/5

Mateusz Lemberg, Zasługa nocy,  Prószyński i S-ka, 2014


sobota, 23 stycznia 2016

Żniwa zła: Robert Galbraith

Żniwa zła to jedna z tych książek, których wydania wyczekiwałam niemalże wykreślając kolejne dni w kalendarzu. Tak się stało, że seria kryminałów z Coromoranem Strike, autorstwa pani Rowling, piszącej pod pseudonimem Roberta Galbraitha, skradła moje serce.


A przynajmniej było tak do tej pory. Niestety, pomimo moich wcześniejszych zachwytów nad Wołaniem kukułki i Jedwabnikiem, muszę powiedzieć, że albo w międzyczasie zmienił się mój gust czytelniczy, albo nowy tom, to książka diametralnie różna od wcześniejszych części serii. 
Oczywiście pewne elementy pozostają bez zmian - czyli na kartach książki pojawiają się Cormoran Strike, prowadzący agencję detektywistyczną oraz Robin - jego asystentka, a może nawet partnerka w biznesie. Jest też zagadka kryminalna, rozpoczynająca się od makabrycznej przesyłki zaadresowanej na Robin, która nawiązuje do pewnych strasznych wydarzeń z przeszłości Cormorana.
Pojawiają się ciekawe postacie podejrzanych i więcej wątków z mrocznej przeszłości detektywa oraz jego matki - Ledy.  Powiem, że nawet samo zakończenie historii uważam za ciekawe i co dla mnie przemawia na plus książki - do ostatniego momentu nie udało mi się odgadnąć, kim był morderca.
Co zatem nie zagrało? Po pierwsze książka jest dramatycznie przegadana! Odchudzenie jej o sporo wątków pobocznych i tak z 1/4 objętości, dodałoby jej dynamizmu. Niestety w czasie czytania zdarzało mi się wręcz przysypiać, a samej książki nie mogłam zmęczyć przez tydzień. Nie chodziło tylko o rozwlekłe opisy - moją drugą bolączką była warstwa obyczajowa. Nie wiem jak to się stało, że kawałek porządnej historii kryminalnej udało się pani Rowling przekształcić niemal w operę mydlaną. Wszystkie rozterki uczuciowe jakie przeżywają bohaterowie, wystarczyłyby na obdzielenie kilku książek.
Jestem ciekawa opinii innych osób, które po książkę sięgnęły. Ja osobiście mam odczucie, że pani Rowling odeszła od typowego kryminału w kierunku powieści obyczajowej z wątkiem kryminalnym. Mnie akurat to nie odpowiada, ale wierzę, że zdobędzie ona swoich fanów.
Czy sięgnę po kolejną część? Jasne, że tak :) Aż tak łatwo nie obrażam się na ulubionych autorów!

Ocena: lekko naciągane 3/5
Żniwa zła, Robert Galbraith, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2016


wtorek, 12 stycznia 2016

Stylista: Aleksandra Marinina



Tak się stało, że z książkami pani Marininy nie miałam kontaktu przez dobre kilka lat, a pałam do tej autorki sporym sentymentem, bo ona i Henning Mankell bardzo mocno wpłynęli w pewnym momencie na rozwój mojej fascynacji kryminałami, która została ze mną aż do dzisiaj. Dlatego, kiedy zorientowałam się, że w 2015 roku została wydana jej książka Stylista, wiedziałam, że nie ma innej opcji – muszę ją przeczytać!


Co mogę powiedzieć po tych kilku wieczorach z Nastią Kamieńską? Wcale, ale to wcale się nie zmieniła – co jednocześnie jest wadą jak i zaletą tej książki. Te kilka lat temu, gdy zaczęłam sięgać po Marininę opisywana rzeczywistość lat 90. nie wydawała się wcale odległa ani obca. Dzisiaj świat opisany w tej książce mocno razi – te minuty rozmowy przez komórkę za dolara, dziki rynek wydawniczy Rosji – to z jednej strony ciekawe smaczki,  a z drugiej powód dla którego ciągle wracała do mnie myśl, że to już nie czas na tę książkę – dzisiaj chętnie poczytałabym o 10-15 lat starszej Anastazji, która żyje tu i teraz w Rosji takiej jak dzisiejsza.
Oczywiście, to bardzo subiektywne odczucie, ale odbiór książki jest w moim przypadku zawsze wypadkową wielu subiektywnych wrażeń. Co do Stylisty jako takiego – na pewno nie dajcie się zwieść tytułowi – ta książka nie ma nic wspólnego ze światem mody. Fabuła opiera się o dwa wątki – jeden z nich to motyw Władimira Sołowiowa – dawnego kochanka Nastii, a dziś samotnego inwalidy, zresztą bardzo bogatego i równie tajemniczego inwalidy, który jest rozchwytywanym tłumaczem literatury japońskiej.  Anastazja odnawia z nim kontakt z racji śledztwa toczącego się w sprawie morderstw popełnianych przez seryjnego zabójcę na młodych, smagłych chłopcach. Pojawienie się w jej życiu danego kochanka to duża komplikacja, ale finalnie też sposób na to, by pchnąć śledztwo na nowe tory.
O tym, jakie jest zakończenie Stylisty nie będę oczywiście pisała, ale niestety nie mogę sobie darować uwagi, że jest ono jednym ze słabszych punktów tej książki. Bo o ile fabuła wciąga, historia rozwija się dość ciekawie, to moment gdy wszystkie wątki zaczynają się schodzić jest pewnym rozczarowaniem – za mało w tym prawdopodobieństwa pani Marinino.
Nie miejcie jednak wrażenia, że jest to książka zła. Wręcz przeciwnie – całkiem sympatyczna, ale w tym przypadku poprzeczka ustawiona jest naprawdę wysoko. Widać jednak bardzo dobry warsztat pisarski autorki – te zdania wciągają. Każda strona, każdy dialog mają w sobie to co, że masz ochotę powiedzieć sobie „jeszcze 5 minut”. A, że jestem po smutnej passie z kilkoma polskimi kryminałami, których nie udało mi się doczytać, to przygodę ze Stylistą uważam za pozytywne doświadczenie!

Ocena: 4/5
Stylista, Aleksandra Marinina, Wydawnictwo WAB, 2015