niedziela, 19 sierpnia 2012

Kryminał od strony autora - czyli rozmowa z Saszą Hady

Dzięki Syndykatowi Zbrodni w Bibliotece  i wydawnictwu Oficynka miałam przyjemność rozmawiać z Saszą Hady, autorką wydanego niedawno kryminału Morderstwo na mokradłach.
Jeśli chcecie dowiedzieć się, dlaczego akcja jej książki nie rozgrywa się w Krakowie (a szkoda :)), na kim wzorowała postać swojego głównego bohatera i które kryminały są jej ulubionymi - to zapraszam serdecznie do lektury poniższej rozmowy :)



Twoja pierwsza książka to kryminał – dlaczego padło właśnie na historię z dreszczykiem?
Miały na to wpływ przede wszystkim moje czytelnicze sympatie – po prostu lubię czytać kryminały :)

Na kim wzorowałaś się tworząc postać Nicka Jonesa/ Alfreda Bendelina? Kto jest twoim ulubionym, książkowym detektywem?
Może zabrzmi to nieskromnie, ale tworząc postać Nicka, wzorowałam się na samej sobie… Ja i mój bohater mamy ze sobą bardzo wiele wspólnego. Oboje przeżywamy na co dzień męki nieśmiałości i zupełnie, ale to zupełnie nie umiemy kłamać. Bardzo łatwo było mi wejść w skórę Nicka i prowadzić narrację z jego perspektywy, bo musiałam się zastanawiać tylko, co ja bym zrobiła w takiej sytuacji.

Jeśli zaś chodzi o Alfreda Bendelina, to zupełnie inna para kaloszy (chociaż założę się, że Bendelin nigdy kaloszy nie nosił). To mityczny, idealny detektyw, pogromca zła, obrońca uciśnionych (najchętniej kobiet;-))  Bendelin jest inteligentny, odważny, silny, przystojny, nieomylny, pewny siebie, dowcipny, wszechstronnie utalentowany – słowem: całkiem nierealny. Oczywiście w tej postaci można odnaleźć mgliste echa Sherlocka Holmesa.

Moim ulubionym detektywem jest Marek Dydiusz Falko, bohater książek Lindsey Davis – pechowy zawadiaka, który miał przynajmniej tyle szczęścia, by trafić na właściwą kobietę…
  
Dlaczego angielska prowincja a nie Kraków lub po prostu Polska? Czy osadzenie książki w brytyjskich realiach ułatwiło, czy też utrudniło Ci pracę nad nią?

Myślę, że nie potrafiłabym napisać kryminału, którego akcja rozgrywałaby się w Krakowie. Zbyt dobrze znam to miasto i skoro tysiąc razy przemierzyłam Zaułek Niewiernego Tomasza,  trudno mi się łudzić, że akurat tym razem mi się poszczęści i natrafię tam na jakieś interesujące zwłoki (choćby tylko wyobrażone). To, że wybrałam angielską prowincję, małe miasteczko, które znałam tylko ze zdjęć, zwięzłych encyklopedycznych informacji i opowiadań mojego przyjaciela, bardzo ułatwiło mi pracę. Wiedziałam, że muszę stworzyć Moreton-in-Marsh i Little Fenn na nowo, od podstaw, tak samo, jak tworzyłam moich bohaterów. Takie wyzwanie dodawało mi  energii, wyzwalało we mnie nowe pokłady pomysłowości. Później, gdy w końcu odwiedziłam Cotswolds, okazało się, że nie przesadziłam ani trochę, opisując ten region jako jeden z piękniejszych zakątków Anglii.

Jak oceniasz pisanie Morderstwa na mokradłach? Czy to było proste zadanie? Na ile książka powstała celowo, a na ile jest wypadkową wstępnych pomysłów na jej fabułę?
Pisanie sprawiało mi tyle przyjemności, że właściwie wcale nie uważałam tego wszystkiego za jakieś zadanie czy ciężką pracę, którą muszę wykonać. Trudności sprawiało mi tylko pogodzenie pisania z resztą mojego życia – choćbym pisała do trzeciej w nocy, o ósmej trzeba było stawić się w pracy i rzucić w wir pilnych obowiązków, potem iść na trening, spotkać się z przyjaciółmi… Kiedy postawiłam ostatnią kropkę, byłam naprawdę bardzo zmęczona, ale też szczęśliwa i dumna z mojego „Alfreda”.
Od pewnego momentu posiłkowałam się notatkami i miałam ustalony plan wydarzeń, ale podczas pisania ciągle coś nowego przychodziło mi do głowy, pojawiały się nowe wątki, szczegóły…

Jak wyglądał u Ciebie proces twórczy? Co zajęło więcej czasu – research, a może samo pisanie? Czy dziś coś zmieniłabyś w swojej pracy?
Na research poświęciłam bardzo mało czasu – albo przynajmniej tak mi się wydaje… Po prostu czytałam o tym, co mnie interesuje, a potem zaczęło to wszystko jakoś przesiąkać do książki. Podczas pisania opierałam się głównie na tym, co byłam w stanie sama wymyślić i stworzyć.

Ten sposób pracy najbardziej mi odpowiada, ale chciałabym też kiedyś napisać coś zupełnie innego – tak dla odmiany. Na pewno przy następnych książkach będę trochę eksperymentować.

Tworząc Morderstwo na mokradłach, dałam z siebie wszystko i napisałam je najlepiej, jak potrafiłam, tak więc jestem z tego kryminału zadowolona. Z drugiej strony staram się cały czas rozwijać i próbować nowych rzeczy, tak więc moja następna książka na pewno będzie lepsza. Tak postanowiłam ;-)

Dlaczego zdecydowałaś się na publikację książki pod pseudonimem literackim?

Zdecydowałam się na to, wzorując się w pewnym stopniu na Macieju Słomczyńskim, który swoje kryminały sygnował nazwiskiem Joe Alex. Myślę, że wybieranie sobie pseudonimu to bardzo miła literacka tradycja. W odróżnieniu od Słomczyńskiego jednak bardzo lubię moje kryminalne „ja” i w żadnym wypadku nie uważam pisania powieści detektywistycznych za coś „niepoważnego”.

Czy lubisz czytać kryminały/thrillery? Jeśli tak, to zdradź, jakie książki są na twojej liście „top 5”?

Jak już wspominałam na początku, bardzo lubię czytać kryminały, szczególnie starą, dobrą klasykę powieści detektywistycznych. Za thrillerami nie przepadam, bo po lekturze jakiejś trzymającej w napięciu, przerażającej historii moja wybujała wyobraźnia zaczyna się na mnie mścić i przez tydzień mam koszmarne sny ;-)
Bardzo się cieszę, że zapytałaś o pięć ulubionych kryminałów, a nie na przykład jeden, bo to byłoby naprawdę okrutne ^^. Moja lista wyglądałaby tak: 1. „Srebrne świnki” Lindsey Davis, 2. „Pod anodynowym naszyjnikiem” Martha Grimes, 3. „Cicha jak ostatnie tchnienie” Joe Alex, 4. „Tajemnicza historia w Styles” Agatha Christie, 5. „Zabójczy rękopis” Rex Stout. 

Czy masz już pomysł na kolejną książkę?

Na brak pomysłów nigdy nie mogłam narzekać, więc: tak, oczywiście. Zaczęłam już pracować nad drugą częścią przygód Alfreda Bendelina vel Nicholasa Jonesa. Oprócz tego powstały projekty kilku zupełnie innych książek i sama jestem ciekawa, co też z tego wszystkiego wyniknie…







**********************************************
Informacje o Saszy Hady i zapowiedź książki ze strony wydawnictwa Oficynka:

Sasza Hady – mieszka i pracuje w Krakowie, ale całe dzieciństwo spędziła w leśniczówce jako szczęśliwy dzikus. Korzeniami sięga do Rzeszowszczyzny; rodzinne legendy Hadych wspominają o elektryzującej domieszce krwi tatarskiej, ale trudno powiedzieć na ten temat coś pewnego. Serce jakiś czas temu zostawiła w Tbilisi.



Alfred Bendelin, prywatny detektyw (dyskrecja gwarantowana)

Alfred Bendelin, najsłynniejszy prywatny detektyw Londynu, nie może narzekać na swój los: jest rozchwytywany zarówno przez majętnych klientów, jak i rozkochane w nim wielbicielki. Brawurowo rozwiązuje sprawę za sprawą, przyprawiając funkcjonariuszy Scotland Yardu o ból zębów i koszmary nocne. Słynie z niezawodnego lewego sierpowego, piekielnej inteligencji i zniewalającego uśmiechu. Jest tylko jeden problem: Alfred Bendelin nie istnieje.

W postać znanego z powieści kryminalnych detektywa wciela się niejaki Nicholas Jones – wbrew wszystkim swoim zasadom i zdrowemu rozsądkowi. Z dnia na dzień porzuca wygodne życie w wielkim mieście i wyrusza na prowincję, aby rozwikłać zagadkę tajemniczego morderstwa. Tak – oczywiście wszystko to dla pewnych pięknych niebieskich oczu.

W otoczonej mokradłami osadzie Little Fenn zostaje znaleziona głowa znanego w okolicy domokrążcy. Wydaje się, że nikt z mieszkańców wioski nie miał motywu, by go zamordować, ale ich dziwne zachowanie zwraca uwagę samozwańczego detektywa. Wśród jesiennych mgieł spowijających torfowiska czai się zło...

2 komentarze:

  1. Super wywiad! :) Ja już tę książkę otrzymałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że wywiad Ci się spodobał :))))

      Usuń