sobota, 25 lutego 2012

Sto tysięcy królestw – N.K. Jemisin

Sto tysięcy królestw to bardzo nietypowa fantastyka. Książka poświęcona jest historii Yeine Darr, dziewczyny z barbarzyńskiego kraju, która zostaje wezwana do legendarnego miasta Sky, rządzonego przez jej dziadka oraz ród arystokratów.


Yeine została niedawno osierocona przez ukochaną matkę Kenneth, którą wyklął jej ojciec po tym, jak opuściła jego dwór by poślubić barbarzyńcę. Dziewczyna podejrzewa, ze matka została zamordowana, tym bardziej, że w Sky trafia w sam środek rozgrywki o władzę.

Bardzo szybko przekonuje się tam, że jej ród dzieli się na czystej krwi arystokratów i dalszą rodzinę, która pełni w królestwie rolę służby. Yeine staje się obserwatorką aktów nieuzasadnionego okrucieństwa, intryg i podchodów. W chwili, gdy dziadek ogłasza ją trzecią sukcesorką tronu, dziewczyna zostaje włączona w konflikt pomiędzy kuzynami - Sciminią i Reladem, którzy do tej pory walczyli o władzę wyłącznie pomiędzy sobą.

Na dworze Yeine poznaje także bogów, którzy po przegranej z boskim ojcem Itempasem, zostali skazani na posłuszeństwo wobec królewskiego roku. Szczególną więź odczuwa z rozczulająco dziecinnym Siehem oraz śmiertelnie niebezpiecznym panem nocy Nahadothem.

Dzięki tej znajomości dowiaduje się, że jej matka ubiła targu z bogami… zapraszając do ciała swojego dziecka duszę zmarłej bogini. Całkowicie zmienia to układ sił w oplecionym intrygami dworze.
Sto tysięcy królestw to książka niejednoznaczna. Nie czytało mi się jej dobrze, chociaż nie mogę jej nazwać złą. Były momenty, gdy czytało mi się ją świetnie i chwile, gdy całkowicie traciłam wątek. Postać Yeine pomimo, że nie do końca dla mnie bliska, była całkiem ciekawa, podobnie jak Sieh i Nahadoth. Pozostali bohaterowie zostali ukazani bardzo szkicowo, przez co dla mnie byli całkowicie papierowi.
Książka przesycona jest dużą ilością detali na temat świata Sky i bogów – ja chwilami gubiłam się w tych opisach i dygresjach pojawiających się w dziwnych momentach.
Jest w tej książce coś niepokojącego, co sprawia, że nadal się zastanawiam nad jej odbiorem, ale niestety mam też obawy, że jest tak dlatego, gdyż jej zakończenie było dla mnie nie do końca zrozumiałe.

Co ciekawe książka była nominowana do niemal wszystkich liczących się nagród fantasy i przez wiele osób nazwana jest arcydziełem.
Dostrzegam możliwość, ze to mój gust jest zbyt mało wyrafinowany, bo ja Stu tysięcy królestw nie uważam za wielkie dzieło, a za dość skomplikowaną książkę fantasy, która może, ale nie musi spodobać się czytelnikowi.

Ocena: 3,5/5

Sto tysięcy królestw, N.K. Jemisin, wydawnictwo Papierowy Księżyc, 2011


9 komentarzy:

  1. Bardzo chciałam przeczytać tę książkę :) I mimo jakichś niedociągnięć dalej mam na nią wielką ochotę. Bardzo podoba mi się również okładka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jestem fanką fantastyki, więc tym razem jednak podziękuję tej pozycji, ale chętnie ją polecę moim znajomym, którzy gustują w takim gatunku.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam ja na oku, za jakiś czas pewnie p nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Trochę mnie zmartwiłaś, książkę dostałam od wydawnictwa i mam ja w planach, ale coraz częściej czytam recenzje takie pół na pół :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Będę czekała na wieści od Was, jeśli zdecydujecie się ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hm... a ja mimo wszystko jestem zainteresowana. Myślę, że to książka dla mnie, czasem lubię szczegółowe opisy, i chyba muszę po nią sięgnąć bo jeśli sama nie przeczytam to się nie dowiem :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka wydaje się ciekawa;]
    Będę wpadać do ciebie częściej.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie książka zachwyciła. Już nie mogę doczekać się kolejnych części :)

    OdpowiedzUsuń