poniedziałek, 10 października 2011

Hotel Transylvania

Na książkę Hotel Transylvania trafiałam już od jakiegoś czasu, ale mimo, że nie osądza się książki po obwolucie, to właśnie tym, co zniechęcało mnie w jej starym wydaniu, była paskudna okładka.
Okazało się jednak, że nową edycję wypuściło całkiem niedawno wydawnictwo Rebis i teraz Hotel Transylvania zachęcał estetycznym wydaniem. Drugim czynnikiem, który skłonił mnie do sięgnięcia po tę lekturę, było porównanie książek Chelsea Quinn Yarbro do twórczości Anne Rice. Dla mnie to chyba najlepsza rekomendacja, a przynajmniej odnośnie wampirzej tematyki.


Z racji spędzania ostatnio wielu godzin w pociągach, także i tę książkę przeczytałam w czasie podróży. Pierwsze co mogę o niej powiedzieć to - w końcu prawdziwy wampirzy arystokrata, ufff. Ale drugie - gdzie to podobieństwo do Anne Rice? 
A zaczynając od początku - Hotel Transylvania jest pierwszym tomem z serii o hrabim Saint-Germain, inaczej księciu Rakoczym, który jest żyjącym na ziemi od wieków wampirem. W swoim obecnym wcieleniu przebywa on w roku 1763 wśród paryskiej society, bardzo dobrze się w nią wtapiając. Tym, co wyróżnia hrabiego na tle Paryżan jest... jego prawość i zasady moralne, jakimi się kieruje. Mimo, że jest człowiekiem władczym i zdecydowanym, to nie brakuje mu taktu, a przede wszystkim współczucia dla innych. Saint-Germain uważany za bogatego obcokrajowca zaprzyjaźnia się w szczególności z dwiema kobietami - Lucienne Cressie oraz kontessą Claudią. Do tej ostatniej przyjeżdża w pewnym momencie z prowincji piękna bratanica Madelaine, która od pierwszych swoich chwil w Paryżu przyciąga nie tylko uwagę hrabiego, ale też... grona czcicieli szatana, którym przewodzi okrutny Saint Sebastien.
Okazuje się, że dziewczyna jest z tym kręgiem związana obietnicą, jaką przed laty złożył jej ojciec, zobowiązując się darować swoje nienarodzone jeszcze dziecko diabelskiej grupie. Teraz nadszedł czas, by upomnieli się oni o swoją daninę, a dziewczyna jest im bardzo potrzebna do dokonania obrzędów.
W książce nie brakuje zwrotów akcji, scen pościgów i pojedynków, opisów wytwornych toalet, a nawet czarowników, wytwarzających drogie kamienie.
Nie jest to jednak horror. Faktycznie, w Hotelu Transylvania znajdziemy kilka okrutnych scen, jednak sama książka jest przygodowym romansem, w którym jednym z bohaterów uczyniono wampira. Postać hrabiego Saint-Germain ma niewątpliwy urok, ale daleko mu do Lestata. Brakuje tych emocji, magnetyzmu.
Hotel Transylvania to przyjemna lektura do pociągu. Książkę czyta się szybko, akcja wciąga i nie powiem, może nawet sięgnę po kolejne książki pani Yarbro. Nie można jednak zbyt wiele od niej oczekiwać, bo liczenie na dzieło w stylu książek Anne Rice może się skończyć zawodem.

Ocena 3,5/5

Hotel Transylvania, Chelsea Quinn Yarbro, wydawnictwo Rebis, 2009

3 komentarze:

  1. Odnoszę wrażenie, że to fajne czytadło. Może kiedyś zajrzę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurczę :< A już byłam taka zachęcona okładką. Szkoda, że ma parę tych mankamentów, jednak skoro w dalszym ciągu polecasz ją jako dobrą lekturę do pociągu, to skorzystam :D W końcu codziennie przez godzinę jadę w jedną stronę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O to na pewno fajnie umili czas :) Ja właśnie myślę, czy kupić te kolejne części... przeczytałam wczoraj kilka recenzji i ponoć są bardzo wtórne wobec tej :/

    OdpowiedzUsuń