czwartek, 13 października 2011

Geneza

Solidny, krwisty thriller, to coś co bardzo lubię! Może nie byłam w stanie czytać takich książek przez 100% mojego czasu, ale w rozsądnych dawkach sprawiają mi wielką frajdę. Dlatego bardzo celebrowałam swój kontakt z książką Geneza, Karin Slaughter, którą udało mi się niedawno zdobyć.

Tym razem lektura przypadła głównie na czas spędzony w wannie, więc posłuchałam trochę ciepłych słów za zajmowanie łazienki
Ale wracając do samej książki – Geneza jest kontynuacją wątków rozpoczętych w jej wcześniejszych thrillerach, a na kartach książki spotykają się Sara Linton (seria hrabstwo Gent) oraz para agentów – Will Trent i Faith Mitchell (m.in. „Tryptyk”). Bardzo mnie ucieszyło, że znalazłam w niej bohaterów, których już od dawna znam i lubię.
Tym razem opisana historia zaczyna się od nocnego wypadku samochodowego. Pod samochód pary staruszków wpada naga kobieta, która wybiegła nagle z lasu. Wypadek nie jest najgorszym, co się jej przytrafiło – widać u niej ślady tortur, głodzenia i fatalnych warunków, w których przebywała. Kobiecie udało się przeżyć, ale agenci znaleźli w lesie ciało drugiej ofiary. Wygląda na to, że udało im się obu uciec z miejsca, w którym były przetrzymywane.
To właśnie szpital do którego trafia ranna jest miejscem, w którym para agentów styka się z Sarą Linton, która po tragicznej śmierci swojego męża uciekła z rodzinnych stron, zrezygnowała z praktyki kornera i rozpoczęła pracę na izbie przyjęć. Koszmarna sprawa przyciąga Sarę i pomimo oporów Faith Mitchell udaje się jej zaangażować w śledztwo.
Bardzo szybko udaje się odkryć pewien wzór, który łączy ofiary – są to bardzo piękne, szczupłe i nieprzystępne kobiety, które odniosły sukces w życiu, kosztem odseparowania się od wszystkich. Nikt po nich nie rozpacza, nikt ich nie żałuje... Niestety szybko zaczynają znikać kolejne ofiary i rozpoczyna się walka z czasem oraz próby odkrycia czynnika, który połączył ofiary z mordercą.
Jak to zawsze u Karin Slaughter – książka trzyma w napięciu, adrenalina jest stopniowana i wspólnie z bohaterami zastanawiamy się kim jest poszukiwany psychopata, odrzucając kolejne tropy. Nie brakuje też makabrycznych scen i opisów tortur. Na szczęście ciężki wątek kryminalny równoważą ciekawie poprowadzone historie prywatnego życia bohaterów – chociaż są one nie mniej wstrząsające.
Książkę skończyłam późno w nocy, mimo zaplanowanej wczesnej pobudki na następny dzień – myślę, że to najlepiej świadczy o jakości lektury!
Polecam wszystkim osobom o mocnych nerwach!

Ocena 5/5

Geneza, Karin Slaughter, wydawnictwo Rebis, 2010

3 komentarze:

  1. O książce słyszałam i nawet mam ją w planach ;) Szczerze mówiąc nie wiem jak można czytać w wannie - raz próbowałam, ale byłam roztargniona do tego stopnia, że zmoczyłam strony wodą i od tej pory raczej nie czytuję, jeśli jednocześnie mam bliski kontakt z wodą/ogniem czy innymi żywiołami, haha :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Griffin - wierz mi, jak już się zacznie z sukcesem, to naprawdę uzależnia!:) Dla mnie wanna jest idealna - mam dobre światło w łazience, gorącej wody do woli i nie zaczyna mi się chcieć spać jak w łóżku. Ale fakt, że biorę do wanny tylko swoje książki - w razie gdyby wydarzył się jakiś wypadek :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapraszam do wzięcia udziału w konkursie: http://zaczytanieblog.blogspot.com/2011/10/konkurs-32011.html

    OdpowiedzUsuń