sobota, 29 października 2011

Dzień dobry, Irene

Nadeszła w końcu chwila, gdy Dzień dobry, Irene - książka Carole Nelson Douglas, dołączyła do mojej kolekcji przeczytanych. Wiem, że jest już sporo czasu po premierze, ale nie lubię się spieszyć i każda książka musi u mnie poczekać na swój moment.

Lekturę Dzień dobry, Irene starałam się maksymalnie przedłużyć, aby móc jak najdłużej się nią cieszyć! Książka ta jest kontynuacją cyklu dedykowanego postaci Irene Adler, który rozpoczęła książka "Dobranoc, Panie Holmes" - i tak, Sherlock także się w niej pojawia - jako postać drugoplanowa :)
Główną bohaterką jest Irene, tutaj nosząca już nazwisko Norton, po ślubie z Godfreyem Nortonem. Szczęśliwa para mieszka w Paryżu wspólnie z wierną Penelopą Huxleigh, papugą Casanovą i kotem Lucyferem. Niestety, ku swojemu ubolewaniu, Irene musi zachować pewną anonimowość, po tym, jak świat obiegły wieści o jej śmierci w katastrofie kolejowej. Dlatego w Paryżu lekko się nudzi, bawiąc spotkaniami ze skandalistką Sarah Bernhardt i czekając na wydarzenie, które doda jej życiu odrobiny pikanterii.
Dlatego nic dziwnego, że już na pierwszych stronach książki Irene i Nell trafiają na moment, gdy do Sekwany skacze samobójca i że od razu zaczynają się interesować jego śmiercią. Udaje im się dotrzeć do kostnicy, gdzie zauważają dziwny tatuaż na piersi martwego marynarza. Taki sam miał człowiek, którego kilka lat wcześniej Bram Stoker wyłowił z nurtów Tamizy i usiłował reanimować.
Czy to podobieństwo ma jakieś znaczenie? Irene zdobywa taką pewność, w momencie, gdy mąż wzywa ją i Penelope na pomoc do dziewczyny, którą uratował z samobójczej śmierci i która także ma tajemniczy tatuaż. Uratowana Louise, okazuje się być dziewczyną z dobrej rodziny, lecz osieroconą przez rodziców i wychowywaną przez surowego stryja. Dlatego tak bardzo boi się, że hańbiący ją tatuaż, który nagle zyskała, sprawi, że zostanie przez niego wyrzucona z domu.
Niestety Louise znika zaraz po tym, jak Nortonowie dostarczają ją do rodziny, dając dziewczynie dobre alibi. O jej morderstwo policja zaczyna podejrzewać ciotkę dziewczyny.
Tymczasem śledztwo Irene przenosi się do Monaco, gdzie w Monte Carlo popełnił lata temu samobójstwo ojciec Louise. Nasza detektyw zgaduje, że coś łączy go z tatuażami i że może tam uda się rozwikłać tę zagadkę.
Na miejscu Nortonowie i Nell poznają księżną Monaco oraz całą śmietankę towarzyską, rozwiązują liczne zagadki, a nawet... spotykają Sherlocka Holmesa.
Tę książkę czyta się z olbrzymią przyjemnością i to nie dla zagadki kryminalnej, której logika pozostawia trochę do życzenia. Jednak tym, co decyduje o wartości książki są świetnie nakreślone postacie bohaterów - nie tylko pierwszoplanowych, ale tak naprawdę każdej osoby, która pojawia się na jej kartach.
Doskonale sprawdza się duet Irene - Nell. Jedna jest wyzwolona, odważna, nastawiona na łamanie konwenansów, a druga powściągliwa, pełna respektu dla etykiety i przeświadczona o konieczności przyzwoitego zachowania. Jak one się dogadują? Okazuję się, że przyjaźń potrafi wszystko przezwyciężyć, a nawet pogodzić tak różne charaktery.
Dodatkowym atutem są drobiazgowe opisy pięknych miejsc, strojów i dekadencki styl Monte Carlo!

Baza recenzji Syndykatu ZwB

Ocena: 5/5


Dzień dobry, Irene, Carole Nelson Douglas, wydawnictwo Bukowy Las, 2011

5 komentarzy:

  1. O matko, smaka mi narobiłaś, uwielbiam takie klimaty :):):)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja już wyglądam kolejnej części!:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawi mnie ta seria :) Muszę zdobyć najpierw pierwszą część i jeśli mi się spodoba to na pewno sięgnę po kontynuację :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo Cię zachęcam, seria ma swój urok :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piszmy do Bukowego Lasu o wydanie trzeciej części przygód Irene Adler na facebook'u i poprzez e - maile!

    OdpowiedzUsuń