niedziela, 30 października 2011

Natalii 5 - Olga Rudnicka

Czy mamy szansę spotkać swojego sobowtóra? A osobę, która nazywa się tak samo jak my? Ile takich osób może istnieć? I dlaczego wszystkie Natalie Sucharskie tego świata spotkały się w książce Natalii 5 autorstwa Olgi Rudnickiej?

Do tej pory nie czytałam żadnej książki Olgi Rudnickiej, a kojarzyłam ją wyłącznie z kilku entuzjastycznych recenzji Lilith. Wydawało mi się, że książka ta jest thrillerem, dlatego bardzo zdziwiłam się słysząc, że Natalii 5  jest bardzo w stylu Chmielewskiej.
Oczywiście efektem tego zaciekawienia była lektura, która jak to u mnie ostatnio często bywa, przypadła na czas spędzony w pociągu.
Natalii 5 to pokręcona historia pięciu przyrodnich sióstr, które o swoim istnieniu dowiadują się na spotkaniu u notariusza... po samobójczej śmierci ojca, który nie tylko przed każdą ze swoich kolejnych rodzin ukrywał istnienie poprzedniej, ale też wszystkie córki nazwał tym samym imieniem. Jego tajemnicze samobójstwo staje się obiektem policyjnego śledztwa. Ekipa zastanawia się, czy Sucharski faktycznie popełnił samobójstwo? Dlaczego scena jego śmierci została zainscenizowana?
Ale dla sióstr prawdziwą tajemnicą jest historia życia rodzinnego ich ojca. Każda z nich wychowywała się z dala od niego, niemal żadna nie spełniła jego oczekiwań. Jednak mimo tego, ojciec tuż przed śmiercią wysłał każdej z nich przelew na milion złotych, aby zabezpieczyć ich przyszłość. Zostawił im też wspólny majątek - okazałą posiadłość pod Poznaniem. Po początkowych walkach i kłótniach każda z Natalii uznaje, że jej dotychczasowe życie nie jest warte kontynuacji i przeprowadza się do wspólnego domu. Pewną zachętą jest tajemniczy zapisek z testamentu ojca i nawiązanie do jego poszukiwań unikatowej kolekcji monet, którymi zajmował się tuż przed śmiercią. Natalie podejrzewają, że ojciec zostawił im w domu ukryty spadek, a kolejne wskazówki naprowadzają je na jego trop.
W międzyczasie ktoś usiłuje włamać się do domu, a policja skutecznie utrudnia spokojne życie Natalii Sucharskich. O tym, jak daleko posuną się dziewczyny w swoich kłamstwach i czy warto było przewracać ich życia do góry nogami - przekonają się osoby, które sięgną po książkę.

Nie ukrywam, że zrobiła ona na mnie dość mieszane wrażenie. Z początku czytało mi się ją fatalnie - drażniły mnie postacie sióstr, dialogi wydawały mi się wymuszone, a sytuacje sztuczne. Po pewnym jednak czasie, albo ja przyzwyczaiłam się do maniery Olgi Rudnickiej, albo książka stała się bardziej przyjazna. Naprawdę wciągnęłam się w historię zwariowanych sióstr i odkrywanie kolejnych zagadek ich ojca oraz starego domu.
Spodobało mi się, że książka ta to nie tylko powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym, ale też przypowieść o tym, jak ważna jest rodzina i że jej odnalezienie może być ważniejsze od zdobycia najwspanialszego skarbu. To niby banał, ale tutaj został przyjemnie zaserwowany :)
Faktycznie, można w Natalii 5 można odnaleźć nawiązania do stylu Joanny Chmielewskiej - sporo jest humoru sytuacyjnego, dowcipnych dialogów i kilka bardzo denerwujących postaci. Jednak na tym podobieństwa się kończą. To przede wszystkim lekka opowieść przygodowo-rodzinna z delikatnym dreszczykiem :)

Nie każdemu się spodoba, więc polecam na własną odpowiedzialność!

Baza recenzji Syndykatu ZwB

Ocena: 4/5

Natalii 5, Olga Rudnicka, wydawnictwo Prószyński i s-ka, 2011

Konkurs

Kto nie lubi konkursów?:) Oczywiście, najlepiej się w nich wygrywa, ale moment wyczekiwania na wynik też ma swoją magię.
Zapraszam na konkurs na blogu Zaginiony Almanach! Powodzenia!

sobota, 29 października 2011

Dzień dobry, Irene

Nadeszła w końcu chwila, gdy Dzień dobry, Irene - książka Carole Nelson Douglas, dołączyła do mojej kolekcji przeczytanych. Wiem, że jest już sporo czasu po premierze, ale nie lubię się spieszyć i każda książka musi u mnie poczekać na swój moment.

Lekturę Dzień dobry, Irene starałam się maksymalnie przedłużyć, aby móc jak najdłużej się nią cieszyć! Książka ta jest kontynuacją cyklu dedykowanego postaci Irene Adler, który rozpoczęła książka "Dobranoc, Panie Holmes" - i tak, Sherlock także się w niej pojawia - jako postać drugoplanowa :)
Główną bohaterką jest Irene, tutaj nosząca już nazwisko Norton, po ślubie z Godfreyem Nortonem. Szczęśliwa para mieszka w Paryżu wspólnie z wierną Penelopą Huxleigh, papugą Casanovą i kotem Lucyferem. Niestety, ku swojemu ubolewaniu, Irene musi zachować pewną anonimowość, po tym, jak świat obiegły wieści o jej śmierci w katastrofie kolejowej. Dlatego w Paryżu lekko się nudzi, bawiąc spotkaniami ze skandalistką Sarah Bernhardt i czekając na wydarzenie, które doda jej życiu odrobiny pikanterii.
Dlatego nic dziwnego, że już na pierwszych stronach książki Irene i Nell trafiają na moment, gdy do Sekwany skacze samobójca i że od razu zaczynają się interesować jego śmiercią. Udaje im się dotrzeć do kostnicy, gdzie zauważają dziwny tatuaż na piersi martwego marynarza. Taki sam miał człowiek, którego kilka lat wcześniej Bram Stoker wyłowił z nurtów Tamizy i usiłował reanimować.
Czy to podobieństwo ma jakieś znaczenie? Irene zdobywa taką pewność, w momencie, gdy mąż wzywa ją i Penelope na pomoc do dziewczyny, którą uratował z samobójczej śmierci i która także ma tajemniczy tatuaż. Uratowana Louise, okazuje się być dziewczyną z dobrej rodziny, lecz osieroconą przez rodziców i wychowywaną przez surowego stryja. Dlatego tak bardzo boi się, że hańbiący ją tatuaż, który nagle zyskała, sprawi, że zostanie przez niego wyrzucona z domu.
Niestety Louise znika zaraz po tym, jak Nortonowie dostarczają ją do rodziny, dając dziewczynie dobre alibi. O jej morderstwo policja zaczyna podejrzewać ciotkę dziewczyny.
Tymczasem śledztwo Irene przenosi się do Monaco, gdzie w Monte Carlo popełnił lata temu samobójstwo ojciec Louise. Nasza detektyw zgaduje, że coś łączy go z tatuażami i że może tam uda się rozwikłać tę zagadkę.
Na miejscu Nortonowie i Nell poznają księżną Monaco oraz całą śmietankę towarzyską, rozwiązują liczne zagadki, a nawet... spotykają Sherlocka Holmesa.
Tę książkę czyta się z olbrzymią przyjemnością i to nie dla zagadki kryminalnej, której logika pozostawia trochę do życzenia. Jednak tym, co decyduje o wartości książki są świetnie nakreślone postacie bohaterów - nie tylko pierwszoplanowych, ale tak naprawdę każdej osoby, która pojawia się na jej kartach.
Doskonale sprawdza się duet Irene - Nell. Jedna jest wyzwolona, odważna, nastawiona na łamanie konwenansów, a druga powściągliwa, pełna respektu dla etykiety i przeświadczona o konieczności przyzwoitego zachowania. Jak one się dogadują? Okazuję się, że przyjaźń potrafi wszystko przezwyciężyć, a nawet pogodzić tak różne charaktery.
Dodatkowym atutem są drobiazgowe opisy pięknych miejsc, strojów i dekadencki styl Monte Carlo!

Baza recenzji Syndykatu ZwB

Ocena: 5/5


Dzień dobry, Irene, Carole Nelson Douglas, wydawnictwo Bukowy Las, 2011

sobota, 22 października 2011

Pensjonat z gangsterem w tle

Ostatnio wzięło mnie na czytanie polskich książek. A, że kryminały bardzo lubię, to pomimo paskudnej okładki sięgnęłam po Pensjonat z gangsterem w tle, czyli ostatnią książkę Marty Węgiel.
Jest to lekki kryminał, z wątkiem romansowym - mocno zbliżony w stylistyce do książek Joanny Chmielewskiej, ale o tym za chwilę.
Akcja Pensjonatu rozpoczyna się w dniu 2 stycznia, w chwili, gdy Agata, krakowska dziennikarka, wyrusza w trasę do Lanckorony. To ma być jej poświąteczna okazja do odpoczynku i wylizania ran po bolesnym rozstaniu z mężczyzną. W ulubionym pensjonacie Ali i Jacka spodziewa się pysznego jedzenia, długich wieczorów przy brydżu i okazji do spokojnych spacerów. Na miejscu okazje się, że na podobny pomysł wpadła nie tylko ona - spotyka tam Bożenkę i Jarka, których zna z wcześniejszych pobytów, dziennikarza Borysa, aktora Konrada i jego żonę Magdę, Andrzeja z o wiele młodszą, głupiutką Ewą, napuszoną Małgorzatę, naukowca Krzysztofia i Maksa - tajemniczego kuzyna gospodarzy z Wiednia.
Na początku jest trochę niezręcznie, ale całe towarzystwo zaczyna się poznawać. Jednym  z elektryzujących wszystkich tematów jest poszukiwanie przez policję gangstera, który ukrywa się w Lanckoronie. O swoim polowaniu na niego opowiada Borys... który wkrótce zostaje znaleziony martwy.
Kto go zabił? Czy za całą sprawą stoi gangster? I jakie tajemnice skrywają goście pensjonatu?
Na te pytania szuka odpowiedzi ekipa policyjna kierowana przez Koneckiego oraz Agata, która w całej sprawie dostrzega okazję do przygotowania materiału dziennikarskiego.
 I faktycznie, dzięki jej nagraniom z telefonu  udaje się w końcu odnaleźć mordercę. Ale kim on jest i jakie kierowały nim motywy - tego można się dowiedzieć już z lektury książki!
Pensjonat z gangsterem w tle to książka lekka, a nawet leciutka. Nie znaczy to, że jest to lektura zła. Jest napisana dobrym językiem, dialogi są dość wartkie, a akcja bardzo płynnie się rozwija. Jednak szalenie przeszkadzało mi w niej jedno. Czy to naprawdę musiała być kalka z książek Joanny Chmielewskiej? Niby to podobieństwo nie jest AŻ tak oczywiste, język trochę inny, ale jednak. Po przeczytaniu kilkudziesięciu stron miałam natychmiastowe skojarzenia z książkami mistrzyni polskiego kryminału. A nie wiedziałam jeszcze wtedy, że autorka książki jest z Chmielewską powiązana. Mnie to dosyć razi, chociaż książki nie dyskwalifikuje.
Jeśli komuś nie przeszkadza pewna wtórność, jeśli lubi Chmielewską i relaksują go lekkie kryminały to zachęcam do lektury. Proszę się nie dać odstraszyć okładce!:)

Baza recenzji Syndykatu ZwB

Ocena: 3,5/5

Pensjonat z gangsterem w tle, Marta Węgiel, wydawnictwo Klin, 2010

PS Ze względu na ograniczone walory estetyczne, zdjęcie okładki nie zostało zamieszczone.

piątek, 21 października 2011

Pamięć krwi

Książki o wampirach lubię wręcz szalenie. Ok, wszechobecne pozycje z zakresu paranormal romance, w tym literatura stricte "harlequinowa" trochę mnie od tematu odstraszyły, ale mimo wszystko się nie poddaję :)
Pamięć krwi autorstwa Izabeli Degórskiej, to jedna z tych książek, które bardzo trafiają w mój gust. Jest krwista, niezbyt polukrowana i wampiry są tutaj prawdziwymi potworami :)

Akcja książki jest dość mocno zapętlona - zdarzają się retrospekcje, wspomnienia bohaterów, które pod sam koniec Pamięci krwi pozwalają zrozumieć cały wątek.
Ale od początku - główną bohaterką książki jest Milena, dziennikarka ze Szczecina, która w trakcie przygotowywania materiału o miejskim remoncie, trafia na dziwne podziemia, ukryte w samym środku miasta. Wspólnie z Radkiem, kolegą z konkurencyjnego tytułu, schodzi do wykopu, aby sprawdzić co kryje się w "dziurze" i trafia tam na makabryczne znalezisko - but z resztkami odgryzionej nogi.
Co kryje się w bunkrze? Dlaczego w mieście giną ludzie? Wszystkie odpowiedzi zaczynają się pojawiać, gdy Milena po wizycie u swojego eks chłopaka Darka, którego odwiedza na prośbę siostry zaniepokojonej jego dziwnym zachowaniem, zauważa, że nie tylko została przez niego wykorzystana i pogryziona, ale też, że sama zaczyna się zmieniać...
Jej nowe, wampirze życie, nie jest jednak wcale łatwe. Milena odkrywa u siebie wyjątkowe zdolności, których nie posiada większość wampirów i staje się celem polowania. Dodatkowo znajduje po latach ojca, który zniknął w dzieciństwie z jej życia.
Książka Izabeli Degórskiej przypomina mi trochę Słodką jak krew i Renegata. Wielkim plusem jest dla mnie to, że jest zakorzeniona lokalnie, a świat rzeczywisty tak skutecznie przenika się w niej z fantazją, że książkowe realia uznajemy za pewnik.
Muszę przyznać, że nie mogłam się oderwać od Pamięci krwi, a po jej skończeniu od razu pomyślałam: "Ciekawe czy wyjdzie kontynuacja".
To nie jest romantyczna opowieść, a solidny kawał sensacji z wampirami w tle. Nie brakuje też namiętności i seksu, a sama czynność picia krwi opisana jest jako bardzo erotyczne przeżycie.
Jestem pod wrażeniem - brakowało mi takiej książki wśród wszystkich ugrzecznionych historii!

Ocena: 5/5

Pamięć krwi, Izabela Degórska, wydawnictwo Zysk i S-ka, 2011

środa, 19 października 2011

Słodki padalec

Niestety podróże sprzyjają czytaniu, za to pisaniu na blogu ciut mniej. A, że chwilowo mam sporo do pisania rzeczy, których nikt w czasie prywatnym nie chciałby czytać, to nie miałam okazji, aby napisać cokolwiek o lekturze Słodkiego Padalca, czyli ostatniej książki Darii Doncowej, która została wydana w Polsce.
A na pewno wspomnieć o niej chcę, bo w przeciwieństwie do Przesyłki dla kameleona, czytało się ją świetnie i nie mam się absolutnie do czego przyczepić :)

Słodki padalec to kwintesencja stylu Doncowej. Dzieje się dużo, plotki, ploteczki, tajemnicze morderstwa, gangsterzy, i tabuny zabawnych zwierzaków - tego rzecz jasna nie brakuje.
Pierwszym udanym zabiegiem autorki jest wysłanie do USA rodziny Romanowów, z którymi od pierwszego tomu poświęconego Eulampii vel Eufrozynie, mieszka ta detektyw amator. Dzięki temu zabiegowi, Lampa znów pojawia się w nowym środowisku - tym razem domu pisarza kryminałów, Konrada Razumowa. Ma zajmować się tam domem, pilnować służby i przeczekać spokojnie do powrotu rodzinki ze Stanów. Oczywiście nie układa się to tak gładko.
Już na pierwszych stronach powieści, pisarz ginie z ręki swojego małego synka, który w czasie domowej zabawy w strzelankę, trafia w ojca z prawdziwej broni, jaką ktoś mu podłożył. Policja natychmiast aresztuje jego młodą żonę Lenę, którą obciążają zeznania kochanka. Jednak Lampa nie do końca wierzy w winę kobiety i zaczyna swoje prywatne śledztwo. Jednym z tropów są powieści Konrada Razumowa, które czekają na wydanie w przyszłości, a zwłaszcza pozycja, w której zostało niemal dosłownie opisane... morderstwo popełnione na pisarzu.
W międzyczasie zajmuje się Lizą, córką Konrada z pierwszego małżeństwa, która jest dziewczynką sympatyczną, ale bardzo infantylną, gdyż pomimo kilkunastu lat uwielbia bajki, kołysanki i bawi się Barbie. Jej nagle zdobyta samodzielność bardzo służy, zmieniając ją nie do poznania, a przy okazji przemiana dziewczyny jest źródłem wielu sytuacji komicznych. Nowa rodzinka Lampy wzbogaca się też o psiaka Ramika i kota Pingwina. A do tego dochodzi jeszcze Andriej, czyli młody gangster mieszkający po sąsiedzku, który uwielbia zwierzęta i z czasem zaprzyjaźnia się z Lampą i Lizą.
Gdy jednak zaczynają ginąć coraz to kolejne osoby, Lampa zaczyna się coraz bardziej obawiać. W międzyczasie pada też propozycja wydania przez nią ukrytych przed światem, nowych powieści Konrada.
Mimo, że trup ściele się gęsto, to książka Doncowej bardziej śmieszy niż straszy. Tak, jak już wspominałam - to autorka, którą albo się kocha, albo nienawidzi. Ja ją uwielbiam!
Słodki padalec to nic więcej, tylko fajny kryminał. Ale w swojej kategorii nie ma równych. Wprowadzenie do akcji nowych bohaterów, odświeżyło fabułę... a to wszystko, co jest w niej przewidywalne, to właśnie to, na co czekamy :)
Polecam serdecznie!

Baza recenzji Syndykatu ZwB

Ocena: 5/5

Słodki Padalec, Daria Doncowa, wydawnictwo Videograf II, 2011

czwartek, 13 października 2011

Geneza

Solidny, krwisty thriller, to coś co bardzo lubię! Może nie byłam w stanie czytać takich książek przez 100% mojego czasu, ale w rozsądnych dawkach sprawiają mi wielką frajdę. Dlatego bardzo celebrowałam swój kontakt z książką Geneza, Karin Slaughter, którą udało mi się niedawno zdobyć.

Tym razem lektura przypadła głównie na czas spędzony w wannie, więc posłuchałam trochę ciepłych słów za zajmowanie łazienki
Ale wracając do samej książki – Geneza jest kontynuacją wątków rozpoczętych w jej wcześniejszych thrillerach, a na kartach książki spotykają się Sara Linton (seria hrabstwo Gent) oraz para agentów – Will Trent i Faith Mitchell (m.in. „Tryptyk”). Bardzo mnie ucieszyło, że znalazłam w niej bohaterów, których już od dawna znam i lubię.
Tym razem opisana historia zaczyna się od nocnego wypadku samochodowego. Pod samochód pary staruszków wpada naga kobieta, która wybiegła nagle z lasu. Wypadek nie jest najgorszym, co się jej przytrafiło – widać u niej ślady tortur, głodzenia i fatalnych warunków, w których przebywała. Kobiecie udało się przeżyć, ale agenci znaleźli w lesie ciało drugiej ofiary. Wygląda na to, że udało im się obu uciec z miejsca, w którym były przetrzymywane.
To właśnie szpital do którego trafia ranna jest miejscem, w którym para agentów styka się z Sarą Linton, która po tragicznej śmierci swojego męża uciekła z rodzinnych stron, zrezygnowała z praktyki kornera i rozpoczęła pracę na izbie przyjęć. Koszmarna sprawa przyciąga Sarę i pomimo oporów Faith Mitchell udaje się jej zaangażować w śledztwo.
Bardzo szybko udaje się odkryć pewien wzór, który łączy ofiary – są to bardzo piękne, szczupłe i nieprzystępne kobiety, które odniosły sukces w życiu, kosztem odseparowania się od wszystkich. Nikt po nich nie rozpacza, nikt ich nie żałuje... Niestety szybko zaczynają znikać kolejne ofiary i rozpoczyna się walka z czasem oraz próby odkrycia czynnika, który połączył ofiary z mordercą.
Jak to zawsze u Karin Slaughter – książka trzyma w napięciu, adrenalina jest stopniowana i wspólnie z bohaterami zastanawiamy się kim jest poszukiwany psychopata, odrzucając kolejne tropy. Nie brakuje też makabrycznych scen i opisów tortur. Na szczęście ciężki wątek kryminalny równoważą ciekawie poprowadzone historie prywatnego życia bohaterów – chociaż są one nie mniej wstrząsające.
Książkę skończyłam późno w nocy, mimo zaplanowanej wczesnej pobudki na następny dzień – myślę, że to najlepiej świadczy o jakości lektury!
Polecam wszystkim osobom o mocnych nerwach!

Ocena 5/5

Geneza, Karin Slaughter, wydawnictwo Rebis, 2010

poniedziałek, 10 października 2011

Hotel Transylvania

Na książkę Hotel Transylvania trafiałam już od jakiegoś czasu, ale mimo, że nie osądza się książki po obwolucie, to właśnie tym, co zniechęcało mnie w jej starym wydaniu, była paskudna okładka.
Okazało się jednak, że nową edycję wypuściło całkiem niedawno wydawnictwo Rebis i teraz Hotel Transylvania zachęcał estetycznym wydaniem. Drugim czynnikiem, który skłonił mnie do sięgnięcia po tę lekturę, było porównanie książek Chelsea Quinn Yarbro do twórczości Anne Rice. Dla mnie to chyba najlepsza rekomendacja, a przynajmniej odnośnie wampirzej tematyki.


Z racji spędzania ostatnio wielu godzin w pociągach, także i tę książkę przeczytałam w czasie podróży. Pierwsze co mogę o niej powiedzieć to - w końcu prawdziwy wampirzy arystokrata, ufff. Ale drugie - gdzie to podobieństwo do Anne Rice? 
A zaczynając od początku - Hotel Transylvania jest pierwszym tomem z serii o hrabim Saint-Germain, inaczej księciu Rakoczym, który jest żyjącym na ziemi od wieków wampirem. W swoim obecnym wcieleniu przebywa on w roku 1763 wśród paryskiej society, bardzo dobrze się w nią wtapiając. Tym, co wyróżnia hrabiego na tle Paryżan jest... jego prawość i zasady moralne, jakimi się kieruje. Mimo, że jest człowiekiem władczym i zdecydowanym, to nie brakuje mu taktu, a przede wszystkim współczucia dla innych. Saint-Germain uważany za bogatego obcokrajowca zaprzyjaźnia się w szczególności z dwiema kobietami - Lucienne Cressie oraz kontessą Claudią. Do tej ostatniej przyjeżdża w pewnym momencie z prowincji piękna bratanica Madelaine, która od pierwszych swoich chwil w Paryżu przyciąga nie tylko uwagę hrabiego, ale też... grona czcicieli szatana, którym przewodzi okrutny Saint Sebastien.
Okazuje się, że dziewczyna jest z tym kręgiem związana obietnicą, jaką przed laty złożył jej ojciec, zobowiązując się darować swoje nienarodzone jeszcze dziecko diabelskiej grupie. Teraz nadszedł czas, by upomnieli się oni o swoją daninę, a dziewczyna jest im bardzo potrzebna do dokonania obrzędów.
W książce nie brakuje zwrotów akcji, scen pościgów i pojedynków, opisów wytwornych toalet, a nawet czarowników, wytwarzających drogie kamienie.
Nie jest to jednak horror. Faktycznie, w Hotelu Transylvania znajdziemy kilka okrutnych scen, jednak sama książka jest przygodowym romansem, w którym jednym z bohaterów uczyniono wampira. Postać hrabiego Saint-Germain ma niewątpliwy urok, ale daleko mu do Lestata. Brakuje tych emocji, magnetyzmu.
Hotel Transylvania to przyjemna lektura do pociągu. Książkę czyta się szybko, akcja wciąga i nie powiem, może nawet sięgnę po kolejne książki pani Yarbro. Nie można jednak zbyt wiele od niej oczekiwać, bo liczenie na dzieło w stylu książek Anne Rice może się skończyć zawodem.

Ocena 3,5/5

Hotel Transylvania, Chelsea Quinn Yarbro, wydawnictwo Rebis, 2009

sobota, 8 października 2011

Pałac tajemnic

Pałac tajemnic Agnieszki Pietrzyk zaczęłam czytać jeszcze w pociągu, a skończyłam w domu na kanapie. O autorce wcześniej nie słyszałam ale skupił mnie opis. Młoda pisarka, która przyjeżdża do pałacyku na Mazurach, by rozwiązać zagadkę morderstwa popełnionego, na mieszkającym tam rosyjskim małżeństwie - czy to nie brzmi ciekawie?

Bardzo się cieszę, że sięgnęłam po tę książkę, bo już dawno nie czytałam klasycznego kryminału, polskiego autorstwa i było to dla mnie wielką przyjemnością. Agnieszka Pietrzyk nie tylko stworzyła ciekawą fabułę, ale też doskonale wybrała miejsce akcji swojej książki. Pałacyk w  Ponarach, w którym mieszczą się obecnie gminne mieszkania, to miejsce wręcz idealne do popełnienia zbrodni. Ciemne, zagracone korytarze, małe mieszkania ze wspólnymi łazienkami i wisząca dookoła mgła - w prosty sposób wprowadzają nas w atmosferę kryminału.
Ale samo otoczenie to nie wszystko. Liczą się przede wszystkim fabuła i bohaterowie - i oba te elementy zasługują na ciepłe słowa.
Książka rozpoczyna się od przyjazdu Alicji Prus do pałacyku, w którym wynajęła mieszkanie po zamordowanych Rosjanach, aby przez dwa miesiące poznać ich współmieszkańców i stworzyć fabułę opowieści opartej na tym makabrycznym morderstwie. Już na pierwszych stronach dowiadujemy się, że mordercą powinien być ktoś z mieszkańców, gdyż w czasie popełnienia zbrodni dom był zamknięty. Z pozoru jednak nikt nie wzbudza podejrzeń, a mamy tu pełen przekrój społeczny - od młodego gangstera z dziewczyną w ciąży, przez klasyczne polskie małżeństwo, podstarzałą arystokratkę, parę naukowców, dziwnego samotnika, po matkę z trzema córeczkami i parę alkoholików.
Kim jest morderca i jaki był motyw? Gdzie podziała się córka zamordowanych Rosjan, która zniknęła w dniu ich śmierci? Każdy z mieszkańców pałacyku w Ponarach ma swoją teorię i każdy skrywa kilka tajemnic. Alicja przedziera się przez ich opowieści, jednocześnie walcząc z własnym koszmarem, od którego próbuje uciec...
Pałac tajemnic to bardzo solidny kryminał. Wciąga, momentami zaskakuje, a rozwiązanie zagadki wcale nie jest oczywiste...
Jedne, co mogę zarzucić autorce, to skrótowo potraktowany wątek Alicji i jej własnej historii - trochę brakuje też bohaterce życia. Mam wrażenie, że wiemy o niej zbyt mało, by faktycznie ją polubić. No i książka zdecydowanie mogłaby być ciut dłuższa. A poza tym już się nie czepiam - jest dobrze!

Baza recenzji Syndykatu ZwB

Ocena: 4/5

Pałac tajemnic, Agnieszka Pietrzyk, wydawnictwo Replika, 2011

czwartek, 6 października 2011

Sezon czarownicy

Spędziłam dziś kilka godzin w pociągu więc miałam dużo czasu na czytanie. W wyniku tego przeczytałam cały Sezon Czarownicy Natashy Mostert, który na szczęście wzięłam ze sobą na drogę.Książka nie jest żadną wydawniczą świeżynką, pożyczyłam ją od koleżanki, która miała ją na półce od dłuższego czasu.
Nieopatrznie zerknęłam wczoraj na kilka recenzji książki, które były dość mało entuzjastyczne, więc obawiałam się trochę, że to będzie całkowicie stracony czas.


Tymczasem książka naprawdę mnie wciągnęła i przez czas spędzony w przedziale nie mogłam się od niej oderwać. Urzekło mnie, że jest ona przesycona magią i alchemią. Widać, że jej autorka włożyła sporo pracy w przygotowanie tła akcji.
Główna postać książki to Gabriel Blackstone, przystojny złodziej danych, który na prośbę bogatego męża swojej dawnej kochanki, decyduje się mu pomóc w poszukiwaniu zaginionego syna. Gabriel jest dalekowidzącym, co oznacza, że może odbierać ludzkie myśli, niemal wchodzić w skórę szukanych ludzi. Jednak od lat nie wykorzystuje swojej zdolności, po wypadku, który miał miejsce w czasie poszukiwań zaginionej Melissy.
Nie jest łatwo namówić go do wzięcia tego zadania, ale finalnie godzi się na to i w ten sposób trafia na dwie piękne siostry Morrighan i Minnaloushe, które są w jakiś sposób zamieszane w zaginięcie Robbiego. Przeżywa z nimi niesamowite lato, coraz bardziej zadurzając się w siostrach, a jednocześnie próbując przedrzeć się przez ich sekrety. Okazuje się, że w jednej z sióstr kryje się coś złowieszczego. Pytanie tylko, jak rozpoznać, która z nich jest tą dobrą...
Książka Natashy Morstert jest bardzo daleka od współczesnych paranormalnych opowieści. To niesamowita mieszanka kryminału, powieści gotyckiej, mrocznego romansu. Postacie sióstr odmalowane są niezwykle barwnie - kuszą, przyciągają i wciągają czytelnika w swoją pułapkę... To prawdziwe współczesne czarownice.
Sezon czarownicy napisany jest bardzo płynnie i co ważne - trzyma w napięciu. Niemal do samego końca razem z Gabrielem zastanawiamy się, która z sióstr jest morderczynią.
Jestem oczarowana tą książką i jeśli tylko pojawi się okazja do przeczytania innej książki tej autorki to na pewno z niej skorzystam.

Ocena 4,5/5

Sezon czarownicy, Natasha Mostert, wydawnictwo Albatros, 2009

środa, 5 października 2011

Przesyłka dla kameleona

Każdy ma swoją niezdrową słabość - moją są książki Darii Doncowej. Niby wiem, że naiwne, pokręcone i schematyczne, ale co z tego, jeśli taki wieczór z Doncową poprawia mi humor jak nic innego :)
Niestety miałam ostatnio kilkumiesięczną przerwę, więc na Przesyłkę dla kameleona rzuciłam się jak wygłodniała harpia.

Tym razem Eulampia Romanowa, zwana Lampą wpada na trop afery związanej ze śmiercią młodej dziewczyny, która leżąc w szpitalu ze złamaniem, skarży się, że mąż i teściowa chcą ją otruć. Po kilku dniach, faktycznie umiera, a na Lampę spada zadanie znalezienia jej brata i wręczenia mu zostawionych przez Nataszę 30 000 dolarów.
Eulampia jest stałą bohaterką nowego cyklu Darii Doncowej. Z bogatej paniusi, spędzającej czas na chorowaniu i lekturze kryminałów, zmienia się w pierwszej książce z tej serii (Manikiur dla nieboszczyka) w gospodynię sprawnie prowadzącą dom kilkuosobowej rodziny i zgrai zwierzaków, a w wolnych chwilach bawi się w detektywa amatora.
Także i w tej części, trup ściele się gęsto, Lampa odwiedza tłumy osób o skomplikowanych nazwiskach, psy szaleją, zjeżdżają nieproszeni goście, a Julka, Kiriusza i Sieroża urozmaicają życie swojej gosposi coraz to kolejnymi "wariactwami". Fajnie się to czytało, nie powiem.
Tylko, że albo ja miałam gorszy dzień, albo czegoś mi w tej książce brakło. Mam wrażenie, że działo się tyle, że postać Eulampii trochę zaginęła w gąszczu wydarzeń, a szkoda, bo to ona nadaje charakter całemu cyklowi. Wcześniej wątek kryminalny równoważyły zabawne opowieści rodzinne z domu Romanowów, tym razem było ich mniej i znacznie bardziej skrótowo zostały przedstawione.
Nie mniej jednak książkę polecam wszystkim fanom Chmielewskiej oraz osobom, które zaatakowała jesienna chandra. Przygody Eulampii i szalonej rodzinki doskonale poprawiają nastrój.
Ta książka to właśnie taki poprawiacz humoru - i jeśli tak ją potraktować - spisuje się na medal!

Baza recenzji Syndykatu ZwB

Ocena: 4/5

Przesyłka dla kameleona, Daria Doncowa, wydawnictwo Videograf II

niedziela, 2 października 2011

Biblioteka umarłych

Biblioteka umarłych Glenna Coopera, to książka, która sama nie wiem jak znalazła się w mojej bibliotece. Musiałam ją chyba od kogoś pożyczyć i natychmiast o niej zapomnieć.
Nie mniej jednak kilka dni temu wpadła mi w ręce, a że właśnie byłam wtedy na etapie poszukiwań nowej lektury, to od razu się za nią zabrałam. Skończyłam ją czytać dosłownie chwilę temu i mam bardzo mieszane odczucia.
 
Z jednej strony sam pomysł na książkę i zestawienie kilku wątków toczących się równolegle, jest naprawdę ciekawy. Momenty, gdy dowiadujemy się o kolejnych morderstwach psychopatycznego mordercy, poznajemy okoliczności narodzin dziwacznego Octavusa i wreszcie zastanawiamy się, co jest powojenną tajemnicą wyspy Wight - to chwile przemawiające na plus tej książki. Mniej więcej do połowy czyta się ją bardzo dobrze. Co więcej historia średniowiecznych skrybów, współczesny thriller i opowieść o znalezisku, które wstrząsnęły powojennym rządem Wielkiej Brytanii, wcale ze sobą nie kolidują. Każdy wątek rozwija się w swoim własnym tempie, każdy wciąga.
Później napięcie opada, rozwiązanie da się przewidzieć i fabuła zaczyna się wlec... Do zakończenia z trudem dotrwałam. Nie mniej jednak te pierwsze 50% książki, zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie - a nie przepadam za thrillerami, łączącymi w sobie wątki historyczne i współczesność.
Na pewno Glennowi Cooperowi nie można odmówić świeżego pomysłu na akcję - zamiast historyków drążących tajemnicę artefaktu, których można mieć już dość i trochę, mamy agenta FBI, kobieciarza i alkoholika, który na trop zagadki historycznej wpada mimochodem.
Książka jest dość długa, więc nie polecam jej osobom, które mają mało czasu na czytanie. Mogą być zirytowane rozciągnięciem fabuły.
Z drugiej strony, na kilka zimowych wieczorów, jest to całkiem znośna lektura dla niewymagających.

Baza recenzji Syndykatu ZwB


Ocena: 3/5

Biblioteka umarłych, Glenn Cooper, wydawnictwo Albatros, luty 2011

sobota, 1 października 2011

Powiem Wam, jak zginął

Joe Alexa przeczytałam całego, jaki wpadł mi w ręce w czasach wczesnolicealnych. Było to dość dawno temu, ale pewien sentyment mi pozostał.
Dlatego, kiedy trafiłam na Powiem Wam, jak zginął w atrakcyjnej cenie 5 zł u sprzedawcy, który w weekendy rozkłada kramik książkowy niedaleko mojego domu, nie wahałam się nawet przez chwilę. Mówiąc szczerze niezbyt lubię stare, rozpadające się książki. Moja mania higieniczna ujawnia się zawsze, gdy myślę o tym, kto miał z nimi wcześniej do czynienia :)
Tym razem machnęłam na to ręką i zabrałam się w domu za lekturę. Cóż to była za przyjemność!:) Świetny, bardzo retro klimat, zagadka i świetne postacie bohaterów.


Książka zaczyna się od pewnego nieudanego wieczoru Joe Alexa i anonimu, jaki trafia do Soctland Yardu. Potem mamy już wiejską posiadłość słynnego naukowca - Iana Drummonda, jego piękną żonę - aktorkę, znaną panią chirurg, jej męża i jeszcze kilka postaci, które znalazły się tam w tym samym czasie. Wśród nich jest ofiara i morderca, a w tle powstaje nowa książka Joe Alexa, który znajduje tam swoje lekarstwo na niemoc twórczą.
Polecam szczerze wszystkim fanom kryminałów! Jeśli jeszcze jakimś cudem Joe Alexa nie czytali, to czas to zmienić!:)

Baza recenzji Syndykatu ZwB

Ocena: 5/5

Powiem Wam, jak zginął, Joe Alex, Wydawnictwo Literackie Kraków, 1978