poniedziałek, 26 września 2011

Wilczy miot

Po niektóre książki zdarza mi się sięgnąć sporo czasu od ich debiutu rynkowego, mimo, że od samego początku mam zamiar je przeczytać. Tak właśnie było z Wilczym miotem S.A. Swann.
Nie ukrywam, że tematykę wampirów i wilkołaków bardzo lubię od lat. Bliższe są mi książki Anne Rice od współczesnych romansów z wampirami w tle, ale takie Zaćmienie przeczytałam z przyjemnością. A, że książek o wilkołakach nie jest aż tak wiele na rynku, to Wilczy miot zdobył moje zainteresowanie, już gdy trafiłam na jego pierwsze recenzje.

 
W książce urzekło mnie przede wszystkim tło historyczne i ciekawie nakreślona historia "wilczych dzieci". Dobrze było też przeczytać w końcu książkę, w której wilkołak jest bestią. Oczywiście książka ma swoje drugie dno i można dyskutować na ile potworem jest mordercza Lilia, a na ile jej treserzy, wykorzystujący zwierzęce instynkty dziewczyny do mordowania przeciwników Zakonu.
Największym atutem książki jest wszystko to, co znajduje się dookoła głównego wątku - czyli historia trzynastowiecznych Prus, dzieje Zakonu Krzyżackiego i ludzi, żyjących wtedy na pruskich ziemiach.
Książkę czyta się przyjemnie - napisana jest płynnie, bez dłużyzn, chociaż zdarzają się chwilami przydługawe opisy. Sam główny wątek, czyli historia rozwijającego się uczucia Lilii i Uldolfa, jest mocno naiwny, dlatego mam wrażenie, że książka ta kierowana jest chyba do młodszych czytelników.
Na pewno jednak wśród współcześnie powstających książkach na temat wampirów i wilkołaków, jest to całkiem dobra pozycja, po którą warto sięgnąć, jeśli lubi się taką literaturę. Sprawdzi się na jedno lub dwa jesienne popołudnia.

Ocena: 3,5/5


Wilczy miot, S.A. Swann, wydawnictwo Prószyński i S-ka, listopad 2010

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz