środa, 28 września 2011

Kolekcjoner

Po kilku ostatnich tygodniach z fantastyką w roli głównej, miałam już wielką ochotę na przeczytanie czegoś całkiem innego. I akurat w czasie kiedy siedziałam w domu zakatarzona w ręce wpadł mi Kolekcjoner Alex Kavy.

Książka okazała się być idealną literaturą na przeziębienie. Nieskomplikowana, ale wciągająca fabuła, prosty ale nie zbyt prosty język i bohaterka, którą znam z wcześniejszych książek Kavy - czyli Maggie O'Dell, to mieszanka, która w pełni mnie zadowoliła, chociaż byłam trochę zdziwiona, gdy zobaczyłam koniec książki.
Może to ja już mam wygórowane oczekiwania wobec poziomu makabry w thrillerach, ale takie "ot tak" zakończenie dosyć mnie zdziwiło. Nie ukrywam też, że było ono dość przewidywalne. A nawet psychopata wcale nie był AŻ tak przerażający. Tym razem Alex Kava bardziej skupiła się na pokazaniu, jak wiele człowiek jest w stanie zrobić dla pieniędzy niż na przerażających opisach. Na pewno nie jest to książka dla fanów mocnych wrażeń, ani dla wielbicieli książek, które zostają zagadką aż do ostatniej strony.
Za to polecam ją wiernym czytelnikom Alex Kavy i osobom, które wcześniej poznały już Maggie O'Dell. Ta książka to dobra okazja, aby odnowić tę znajomość!

Baza recenzji Syndykatu ZwB

Ocena 4/5

Kolekcjoner, Alex Kava, wydawnictwo Mira, marzec 2011

wtorek, 27 września 2011

Wanna dla książkomaniaków :)

Okazuje się, że grono fanów czytania w wannie doczekało się przygotowanego specjalnie dla nich projektu wanny, z wbudowanym schowkiem na książki! Jej autorem jest znany designer Antonio Lupi.
Cena powala - ale projekt robi wrażenie :)

http://www.trendhunter.com/trends/nerd-luxury-bathtub-with-book-storage

poniedziałek, 26 września 2011

Wilczy miot

Po niektóre książki zdarza mi się sięgnąć sporo czasu od ich debiutu rynkowego, mimo, że od samego początku mam zamiar je przeczytać. Tak właśnie było z Wilczym miotem S.A. Swann.
Nie ukrywam, że tematykę wampirów i wilkołaków bardzo lubię od lat. Bliższe są mi książki Anne Rice od współczesnych romansów z wampirami w tle, ale takie Zaćmienie przeczytałam z przyjemnością. A, że książek o wilkołakach nie jest aż tak wiele na rynku, to Wilczy miot zdobył moje zainteresowanie, już gdy trafiłam na jego pierwsze recenzje.

 
W książce urzekło mnie przede wszystkim tło historyczne i ciekawie nakreślona historia "wilczych dzieci". Dobrze było też przeczytać w końcu książkę, w której wilkołak jest bestią. Oczywiście książka ma swoje drugie dno i można dyskutować na ile potworem jest mordercza Lilia, a na ile jej treserzy, wykorzystujący zwierzęce instynkty dziewczyny do mordowania przeciwników Zakonu.
Największym atutem książki jest wszystko to, co znajduje się dookoła głównego wątku - czyli historia trzynastowiecznych Prus, dzieje Zakonu Krzyżackiego i ludzi, żyjących wtedy na pruskich ziemiach.
Książkę czyta się przyjemnie - napisana jest płynnie, bez dłużyzn, chociaż zdarzają się chwilami przydługawe opisy. Sam główny wątek, czyli historia rozwijającego się uczucia Lilii i Uldolfa, jest mocno naiwny, dlatego mam wrażenie, że książka ta kierowana jest chyba do młodszych czytelników.
Na pewno jednak wśród współcześnie powstających książkach na temat wampirów i wilkołaków, jest to całkiem dobra pozycja, po którą warto sięgnąć, jeśli lubi się taką literaturę. Sprawdzi się na jedno lub dwa jesienne popołudnia.

Ocena: 3,5/5


Wilczy miot, S.A. Swann, wydawnictwo Prószyński i S-ka, listopad 2010

czwartek, 22 września 2011

Krwawy fiolet

Załatwiaczka Mileny Wójtowicz, którą zaczęłam ostatnio czytać, okazała się być sporym rozczarowaniem :/ Niestety wygląda na to, że niepotrzebnie zasugerowałam się jej innymi książkami - Wrota i Wrota2, które czytało mi się świetnie. Niestety w Załatwiaczce poziom chaosu i nieposładania fabuły był dla mnie zbyt zniechęcający.
Trochę zirytowana sięgnęłam po Krwawy Fiolet, Dii Reaves, po którym z kolei spodziewałam się tego, co najgrosze :) Nie wiem dlaczego, ale opis książki, który przeczytałam na jej okładce, sprawił, że pomyślałam "ot, kolejna infantylna opowieść o nastolatce z problemami".

I nie mogę powiedzieć, że książka w żadnym calu infantylna nie jest. Za to czytało mi się ją wybornie. Po pierwsze ciekawa maniera językowa i bardzo świeży styl pisania. Po drugie bohaterka - trochę szalona, w pełni świadoma swoich problemów, która bynajmniej nie szuka rycerza na białym koniu. Po trzecie świetnie skonstruowane postacie drugo- i trzecioplanowe. Po czwarte całkiem nowy świat i całkiem nowy pomysł na fabułę.
Krwawy Fiolet to opowieść o Hannie, dziewczynie, która po śmierci swojego ojca, ucieka od ciotka, usiłującej zmusić ją do leczenia w szpitalu psychiatrycznym i rusza na poszukiwanie swojej matki, której nigdy nie poznała. Znajduje ją bardzo szybko i ku swojemu zdziwieniu odkrywa, że nie jest zbyt mile widzianym gościem, a matka jest osobą zimną, oschłą i bardzo zdesperowaną, aby pozbyć się córki z domu. Dodatkowo miasto, do którego przybywa, okazuje się być bardzo dziwnym miejscem. Barwna Hanna, w swoich kolorowych sukienkach jest jedynym kolorem na tle panującej wszędzie czerni i kilku zielonych akcentów. A dookoła panoszą się potwory...
Więcej nie zdradzę, ale w książce dzieje się sporo, akcja wciąga. Mnie czas spędzony przy niej w pociągu minął jak krótka chwila. Może na plus zadziałało też, że od początku miałam do tej książki spory dystans i pozytywna niespodzianka mnie bardzo ucieszyła!
Serdecznie polecam :)

Ocena: 4/5

Krwawy fiolet, Dia Reeves, wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2011

Spotkanie promocyjne

Byłam wczoraj na świetnym spotkaniu promocyjnym z autorami Klątwy Konstantyna. O książce napiszę pewnie za chwilę, gdy uda mi się ją w końcu przeczytać, ale spotkanie zrobiło mi na już nią niezły apetyt :) Tym bardziej, że jej pierwszy tom - Sekret Kroke, był świetny!

poniedziałek, 19 września 2011

Dotyk Ciemności


Moim najulubieńszym typem książek fantastycznych jest urban fantasy. Nic nie poradzę na to, że zawsze największą frajdę sprawia mi sporo akcji, trochę rąbanki i wyraziste postacie bohaterów.

Dlatego, kiedy zobaczyłam zapowiedź książki Dotyk Ciemności i rekomendacje znanych pisarzy, byłam pewna, że to będzie właśnie to. Na plus podziałała też mroczna okładka, która od razu zwróciła moją uwagę.



Niestety lektura Dotyku Ciemności dosyć mnie rozczarowała. Nie mogę powiedzieć, że jest to książka słabo napisana, czy też pozbawiona wciągającego wątku. Wręcz przeciwnie - książkę czyta się płynnie, warstwa językowa jest na bardzo dobrym poziomie. Czyli mogłoby się zdawać, że nie mam się do czego przyczepić :)

Ale to po prostu nie jest takie urban fantasy, jakiego się spodziewałam. Zamiast mocnej bohaterki w stylu Mercy z książek Patricii Briggs, czy Rachel od Kim Harrisom, zaserwowano nam dziewczynę, która owszem, nie boi się działać, ale jeszcze chętniej spędzi trochę czasu na romantycznych rozważaniach albo w łóżku z wampirem.

O ile sceny erotyczne nie przeszkadzają mi wcale w lekturze, to tutaj miałam za mocne skojarzenia z książkami Harlequina, a na dodatek było tego po prostu za dużo.

Jak dla mnie wątek przygodowy całkiem się gdzieś pogubił i pod sam koniec książki okazało się, że nie wydarzyło się w niej zbyt wiele. Może kolejne tomy będą bardziej obfitowały w wydarzenia? Sama nie wiem, czy zdecyduję się po nie sięgnąć.

Na ten moment książkę polecam przede wszystkim wielbicielkom paranormal romance, wzbogaconego odrobiną akcji.


Ocena 3/5


Dotyk Ciemności, Karen Chance, wydawnictwo Papierowy Księżyc, lipiec 2011

czwartek, 15 września 2011

Dobranoc, Panie Holmes

Od niedawna ostrzę sobie zęby na kolejną książkę Carole Nelson Douglas, czyli Dzień dobry, Irene. A, że poprzednią jej część czytałam już chwilę temu, to dla przypomnienia sięgnęłam niedawno po Dobranoc, Panie Holmes, które było wydane jeszcze w 2010 roku.



Książkę tą przeczytałam ponownie z dużą dozą przyjemności. Pamiętam, że gdy szukałam informacji o niej przed zakupem, trafiłam na opis wydawcy, który który określił ją jako kryminał retro.
Dla mnie Dobranoc, Panie Holmes to nie do końca kryminał, chociaż wątek kryminalny przewija się co pewien czas. Za to zdecydowanie słowo retro paruje tu jak ulał.
Carole Nelson Douglas stworzyła świetną postać Irene - śpiewaczki i aktorki, która łamiąc nagminnie konwenanse doskonale radzi sobie w konserwatywnym, londyńskim świecie.
Tak, jak Sherlock Holmes miał swojego Watsona, tak i Irene ma wierną kronikarkę - Penelopę, która tworzy nią świetny duet.
Zawsze uwielbiałam Sherlocka Holmesa, więc kiedy usłyszałam o książce, która nie tylko będzie o nim mówiła, ale też rozwinie wątek Irene Adler - od razu wiedziałam, że muszę ją mieć. To był naprawdę dobry wybór, chociaż tym razem to Sherlock stał się postacią poboczną, która przewija się co jakiś czas w tej historii. Nie jest to też ten Sherlock do którego przyzwyczaił nas Doyle.
Tutaj Sherlock został "zdemitologizowany", pokazany jako trochę zbyt butny i pewny siebie. Ale może taki właśnie wydał się Irene Adler, gdy przecięły się ich ścieżki.
Za to ona - elegancka, odważna i sprytna, od razu zyskała moją sympatię. Podobnie jak Penelopa, czyli Nell, która z szarej myszki stopniowo zaczęła stawać się coraz bardziej wyemancypowaną kobietą. To rozwój ich przyjaźni i wspólne losy stanowią najciekawszy element książki.
Kolejnym atutem jest świetnie oddany klimat Londynu tamtych czasów - ciemnych zaułków, wytwornych imprez i wszechobecnych plotek.
Jedynym czego mnie brakowało był... wątek kryminalny, który jak dla mnie zszedł na trochę zbyt daleki plan.
Nie zmienia to jednak faktu, że książkę czyta się świetnie. Dla mnie Dobranoc, Panie Holmes było jak pyszny deser, a teraz przymierzam się do dokładki.
Dzień dobry, Irene idzie już pocztą :)

Baza recenzji Syndykatu ZwB

Ocena 4,5/5

Dobranoc, Panie Holmes, Carole Nelson Douglas, wydawnictwo Bukowy Las, czerwiec 2010

środa, 14 września 2011

Niemiecki Bękart

Seria książek Camilli Lackberg to mój drugi, zaraz po Larssonie, kontakt ze szwedzkimi kryminałami/thrillerami. W tym momencie jest ich na rynku tyle, że trudno po wszystkie sięgnąć, nawet, gdy taki rodzaj książek czytuje się nałogowo.
Nie mniej jednak do historii Pani Lackberg pałam specjalną sympatią, dlatego w końcu kupiłam Niemieckiego Bękarta, który został wydany na wiosnę tego roku.



Mam wrażenie, że ta część jej cyklu ma trochę przesunięty punkt ciężkości - w pewnym momencie bardziej zaczynamy zwracać uwagę na opowieść o rodzinie Eriki, niż na wątek kryminalny. A przynajmniej ja to tak odczułam :)
Książka jest świetna - od początku do końca wciąga, a wątek historyczny - mimo, że w pewnym momencie staje się dość przewidywalny, jest jej bardzo dobrym ubarwieniem.
Przy okazji Camilla Läckberg zwraca uwagę na to, jak to, co działo się kiedyś nadal rzutuje na tu i teraz. Szwecja, która zdawała się być prawie nie dotknięta koszmarem II wojny, okazuje się mieć swój własny zapas krzywd i historii, o których wolałoby się nie pamiętać.
Dla mnie dodatkowym plusem tej książki jest jej warstwa obyczajowa - szalenie lubię czytać o Erice, Patriku i ich rodzinie. A w tej części nawet komisarz Mellberg pokazał swoje lepsze oblicze.

Ta książka nie jest żadnym mistrzostwem świata, ale to porcja solidnej rozrywki na 2-3 wieczory. Do wanny idealna :)

Baza recenzji Syndykatu ZwB

Ocena 4/5

Niemiecki bękart, Camilla Läckberg, wydawnictwo Czarna Owca, luty 2011