sobota, 31 grudnia 2011

Front Burzowy - Jim Butcher

Przekąski przygotowane, ja zdycham - idealny stan przed sylwestrem :) Ale mam jeszcze chwilę, aby podczytać książkę Jima Butchera i napisać kilka słów o pierwszym tomie cyklu, który poświęcony jest Harry'emu Dresdenowi.

Front Burzowy, czyli pierwsza część Akt Dresdena, to historia poświęcona jedynemu magowi Chicago, który pracuje w tym mieście jako prywatny detektyw. Czy znacie Felixa Castora z książek Mike'y Careya? Jeśli tak, to możecie zauważyć dużą zbieżność między tymi postaciami. Obaj panowie są uwikłani w sprawy nadnaturalne, obaj współpracują okazjonalnie z policją no i wiecznie są pod kreską.
Tak, Harry Dresden to detektyw, który nie cierpi na nadmiary zleceń. Dlatego, gdy odzywa się do niego zrozpaczona żona, której mąż zaginął - bez wahania bierze od niej sprawę. A, że nieszczęścia lubią chodzić parami, to tego samego dnia policja wzywa go do dziwnego morderstwa popełnionego na mafiozie i pięknej dziewczynie do towarzystwa. Ktoś wyrwał im serca i policja podejrzewa, że do popełnienia zabójstwa wykorzystano magię...
Na szczęście Harry nie jest całkowitym pechowcem i dzięki współpracy z Bobem (duchem zaklętym w czaszce) i kilkoma elfami, udaje mu się powoli poskładać w całość wszystkie elementy i rozwiązać zagadkę. Po drodze umawia się na szaloną randkę z Susan - dziennikarką, pracującą w jedynej "paranormalnej" gazecie - oj wyjdzie z tego spotkania dobra historia na pierwszą stronę...
Front Burzowy to moje nagłe odkrycie. Nie wiem jak to się stało, że nie słyszałam wcześniej o książkach Jima Butchera - ale bardzo się cieszę, że wpadły teraz w moje ręce!
Gorąco polecam! Dla mnie rewelacja!
Baza recenzji Syndykatu ZwB

Ocena: 5/5

Front Burzowy, Jim Butcher, wydawnictwo Mag, 2011

P.S. Życzę wszystkim fantastycznego sylwestra i jeszcze lepszego roku 2012! Oby nigdy nam nie brakło dobrych książek :)

czwartek, 29 grudnia 2011

Dlaczego lubię czytać kryminały?

Akurat to pytanie jest dla mnie jednym z prostszych! Dlaczego? Bo je uwielbiam!
Moje pierwsze przygody książkowe, zaraz po dziecięcych czasach Ani z Zielonego Wzgórza, Old Shatterhanda i dzielnego Tomka Wilczyńskiego, to kryminały znalezione w domu.

Pamiętam czytane z latarką pod kołdrą (!) Chemiczne przygody Sherlocka Holmesa, kolejne tomy Agathy Christie i wykradzione rodzicom książki z serii z kluczykiem. To była frajda!

Kryminały pokochałam miłością wielką, a ich lektura dawała mi olbrzymią przyjemność tropienia zagadki razem z dzielnym detektywem. Nieraz bałam się w nocy zamknąć oczu, mając wrażenie, że zaraz w moim pokoju pojawi się morderca ze stron książki. Ale oczywiście, że po takiej nocy strachu, rano szukałam kolejnego kryminału do przeczytania.

Dziś nadal uwielbiam kryminały i thrillery - po pierwsze za dreszczyk emocji, który zawsze przynosi ich lektura, ale też za możliwość ćwiczenia własnej dedukcji, zmierzenia się z zagadką stworzoną przez autora... Chyba żaden inny typ książek nie dostarcza mi aż takiej frajdy!

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Otchłań zła - Maxime Chattam

Jak Wam minęły święta? Moje cudownie - z rodziną i masą smakołyków dookoła. Nie zabrakło też książek! Ale, jak to zwykle u mnie, nie były to wcale radosne opowieści świąteczne, lecz mocne thrillery.
Niedawno u jednej z blogerek znalazłam recenzję książki Maxime Chattam, która zachęciła mnie bardzo do poznania bliżej tego autora - tym właśnie zajęłam się w święta.

Tak oto w moje ręce wpadła Otchłań zła. Muszę przyznać, że książka zrobiła na mnie spore wrażenie i z przyjemnością odkryłam fakt, że jest to pierwsza część trylogii!
W tym tomie poznajemy Joshuę Brolina - młodego policjanta, który pomimo zapowiadającej się błyskotliwie kariery odszedł z FBI i wstąpił w szeregi policji w Portland. Tym, co skłoniło go do zmiany była chęć sprawdzenia się jako profiler seryjnych morderców - a w policji szanse na to były o wiele większe.
Pierwsza duża sprawa, pierwszy zabity człowiek i piękna dziewczyna, którą Joshua ocala z rąk okrutnego "Kata z Portland" - to wszystko znajdziemy już na kilkudziesięciu stronach książki. Dalej akcja przybiera jeszcze szybsze tempo, bo nagle, rok po wypadkach opisanych w części pierwszej, w mieście pojawia się nowy morderca, którego modus operandi zadziwiająco przypomina sposób działania Kata. Śledztwo prowadzi ponownie Joshua, który bardzo szybko odkrywa, że za zbrodniami muszą stać dwie osoby - ta, która realizuje swój szalony plan i sterowany przez nią zabójca. Sprawę komplikuje fakt, że na miejscu zbrodni zostaje odnalezione DNA odpowiadające zabitemu rok wcześniej mordercy.
Jaki szalony plan realizuje zabójca i czym kieruje się przy wyborze ofiar? Na te pytania musi szybko odpowiedzieć Joshua Brolin, jeśli chce uchronić przed śmiercią kolejne osoby...
Otchłań zła to klasyczne skonstruowany thriller - nie jest skomplikowany, fabuła jest dość przewidywalna, a stały czytelnik thrillerów może całkiem szybko odgadnąć rozwiązanie zagadki. Nie umniejsza to jednak w żaden sposób tej książki. Znajdziemy w niej wszystkie wątki, które tak lubimy - pościg z czasem, powolne tropienie mordercy, uczucie rodzące się pomiędzy parą bohaterów i rozgrywkę psychologiczną między policją a zabójcą. Maxime Chattam napisał tę książkę jak człowiek, który czytał niejeden thriller i ze swoich lektur wybrał to, co najlepsze. Historia, którą nam serwuje jest makabryczna, ale jesteśmy w stanie w nią uwierzyć i razem z naszymi bohaterami zaczynamy się bać "Ducha z Portland".
Pewnym minusem jest zbytnia przewidywalność kilku scen - zwłaszcza tej w stylu amerykańskich horrorów - w której jedna z bohaterek udaje się w zakazane miejsce i spotyka tam ponownie swój koszmar...
Książkę oceniam bardzo pozytywnie - ale ze względu na drastyczność niektórych scen polecam ją przede wszystkim fanom thrillerów.
Baza recenzji Syndykatu ZwB


Ocena: 4,5/5

Otchłań zła, Maxime Chattam, wydawnictwo Sonia Draga, 2006

czwartek, 22 grudnia 2011

Dziewczyny z Hex Hall - Rachel Hawkins

Wędrując po blogach książkowych znajduję zawsze sporo książek, o których albo nigdy nie słyszałam, albo takie, które w ogóle mnie wcześniej nie zainteresowały.
Tak właśnie było z Dziewczynami z Hex Hall, które przeczytałam dopiero po zapoznaniu się z kilkoma przychylnymi recenzjami - i nie żałuję :)

Sam pomysł na książkę wydał mi się ciekawy, chociaż oczywiście nie jest to przesadnie oryginalny wątek. Tytułowe Hex Hall to specyficzny 'poprawczak', w którym spotykają się elfy, wilkołaki, czarownice, zmiennokształtni, a nawet wampir. Aby się tu znaleźć wystarczy wykorzystać magiczną moc w złym celu i narazić magiczny świat na odkrycie go przez ludzi.
Sophie, która trafia nagle do Hex Hall ma wybitny talent do trafiania w tarapaty, a jej zaklęcia niemal nigdy się nie udają. Nic dziwnego, biorąc pod uwagę, ze wychowuje się z matką, która jest człowiekiem, a jej magiczny ojciec bardzo dawno zniknął z ich życia. W szkole okazuje się, że dziewczyna musi szybko nadrobić podstawy wiedzy magicznej i jeszcze szybciej odnaleźć się w nowym świecie.
Gdy jednak dowiaduje się, że to jej ojciec jest jednym z rządzących w magicznej radzie i że to on skazał ją na naukę w Hex Hall, jest załamana.
Mimo tego bardzo dobrze odnajduje się w tym świecie - zaprzyjaźnia się z wampirzycą, zakochuje w najprzystojniejszym chłopaku w szkole i podpada najgroźniejszej nauczycielce. Innymi słowy daje z siebie wszystko, aby zapamiętano ją w Hex Hall :)
To byłaby spokojna opowieść o życiu nastolatek w dziwnej szkole, gdyby nie fala morderstw czarownic, o którą podejrzewana jest przyjaciółka Sophie. Tej jednak wydaje się, że morderstwa są wyłącznie stylizowane na atak wampira. Wkrótce poznaje w szkole nowego sprzymierzeńca i zdobywa wiedzę, o której nawet nie śniła... Wtedy właśnie wpada w prawdziwe kłopoty...
Dziewczyny z Hex Hall to lektura dla nastolatek - lekko naiwna, ale idealnie wpisująca się w swoją konwencję. Mimo, że nie mam już nastu lat czytało mi się ją bardzo przyjemnie. Rachel Hawkins stworzyła ciekawy portret Hex Hall i zamieszkujących szkołę osób. Udało się jej napisać książkę, w której wątki przygodowy i romantyczny, bardzo dobrze się uzupełniają, pozwalając czytelnikowi na stopniowe wciąganie się w całą historię. Plusem jest też duże tempo akcji, jej nieprzewidywalność i zakończenie, które sprawia, że mamy ochotę sięgnąć szybko po kolejny tom!

Ocena: 4/5

Dziewczyny z Hex Hall, Rachel Hawkins, Wydawnictwo Otwarte, 2010

Syndykat Zbrodni

Zdecydowałam się przyłączyć do bardzo ciekawej inicjatywy, czyli Syndykatu Zbrodni! Zapraszam tam wszystkich, którzy lubują się w kryminałach i thrillerach :)

wtorek, 20 grudnia 2011

Ciemne sekrety - Michael Hjorth, Hans Rosenfeldt

Nie ma to jak znaleźć nagle na półce zapomniany prezent i odkryć, że jest nim super książka. Tak właśnie jest z Ciemnymi Sekretami, które przeleżały u mnie chwilę zanim się za nie zabrałam. Zdecydowanie żałuję dziś, że zajęło to tyle czasu!

Książka jest debiutem literackim duetu Michael Hjorth i Hans Rosenfeldt. Mam wielką nadzieję, że to pierwszy tom dłuższej serii, bo jestem zachwycona ich wspólnym dziełem.
Ciemne sekrety to thriller - pasjonujący, wciągający i bardzo mroczny. Historia zaczyna się od zaginięcia nastoletniego Rogera,  który po kilku dniach zostaje znaleziony martwy w bagnisku. Niestety policja nie popisała się i przez zaniedbania detektywów, stracono aż trzy doby zanim rozpoczęły się właściwe poszukiwania. Szefowa policji w Västerås dobrze wie, jak bardzo może jej to zaszkodzić, dlatego by uratować śledztwo ściąga do udziału w nim wybitny zespół detektywów z Krajowej Policji Kryminalnej. Dzięki przyjazdowi profesjonalistów zaczyna się ono toczyć w szybszym tempie. Punktem przełomu jest pojawienie się na scenie Sebastiana Bergmana - wybitnego psychologa, który przed laty pomagał policyjnemu zespołowi. Dziś jest zgorzkniałym człowiekiem, przeżywającym nadal żałobę po tragicznej śmierci żony i córki, a do tego seksoholikiem, który potrzebę emocji w życiu zaspokaja kolejnymi podbojami.
Włączenie do zespołu Sebastiana wprowadza do niego wiele napięć, ale też pomaga pchnąć śledztwo w dobrym kierunku. Detektywi stopniowo odkrywają tajemnice zaginionego Rogera, jego matki i elitarnej szkoły, do której uczęszczał chłopak. Nie udaje się ustrzec przed kolejnymi morderstwami, intryga gmatwa się coraz bardziej, a czytelnik nie może się oderwać od książki. A przynajmniej ja siedziałam z nią do późnej nocy :) 
Ciemne sekrety to książka, która wyróżnia się na rynku księgarskim mocnym rysem psychologicznym wszystkich bohaterów - poznajemy ich pragnienia, żądze, domowe kłopoty, ukrywane problemy psychiczne. Poznajemy też tok myślenia mordercy i konfrontujemy go z chaosem w głowie Sebastiana. 
Kolejnym wyróżnikiem tej książki jest jej perfekcyjne dopracowanie - patrząc na nią, widzę fabułę stworzoną z małych elementów, które razem tworzą złożony, ale bardzo czytelny obraz. Nie ma tu miejsca na przypadek ani brawurę. 
Chciałabym zobaczyć film na bazie tej książki - myślę, że byłby świetny. I już od dziś czekam na kolejny tom!
Baza recenzji Syndykatu ZwB

Ocena: 5/5

Ciemne sekrety, Michael Hjorth, Hans Rosenfeldt, wydawnictwo Czarna Owca, 2011

sobota, 17 grudnia 2011

Syrenka – Camilla Lackberg

Wiem już od pewnego czasu, że nie ma szansy, abym nie kupiła kolejnej książki Camilli Lackberg. Podoba mi się jej styl pisania, lubię jej bohaterów. Mam zawsze tylko jeden problem – czemu te książki tak szybko się pochłania?!

Syrenka, którą niedawno przeczytałam, to jej kolejna udana książka. Tym razem historia zaczyna się od zaginięcia mężczyzny, który pewnego dnia nie dociera do pracy. Według żony i dzieci był on spokojnym, wręcz nudnym człowiekiem, który nie miał żadnych tajemnic. Gdy po 3 miesiącach zostaje jednak znalezione jego ciało, a kolejni z jego najbliższych przyjaciół otrzymują listy z pogróżkami, jasne staje się, że miał on wroga, który nagle zdecydował się na zemstę.
Co jednak mogło kogoś skłonić, do nagłego zainteresowania się człowiekiem prowadzącym od lat spokojny tryb życia? Przecież nie wydarzyło się nic specjalnego. No może poza wydaniem książki o tytule... Syrenka, której autorem jest Christian Thydell – jeden z przyjaciół zamordowanego mężczyzny. Na ile jednak fikcja literacka mogła natchnąć kogoś do rozpoczęcia wendetty? Wraz z kolejnymi morderstwami staje się jasne, że ta historia musi mieć drugie dno...
Tymczasem Erika Falck znów jest w ciąży, spodziewa się narodzin bliźniaków. Mimo ciągłego zmęczenia i opieki nad ruchliwą Mają nie przepuszcza okazji, by wetknąć nos w śledztwo prowadzone przez męża. Patrick jak zawsze doskonale radzi sobie z zarządzaniem pracą komisariatu i delikatnym kierowaniem decyzjami swojego szefa Mellberga. Jednak tym razem jest mu trudniej, bo zaczynają go trapić problemy zdrowotne, których nie powinien lekceważyć, ale niestety nie znajduje czasu, by się nimi zająć...
Syrenka to już szósty tom serii Camilli Lackberg. Po raz kolejny spotykamy się w nim z całą plejadą znanych i lubianych bohaterów. Książka jest bliźniaczo podobna do wcześniejszych części – sprawnie napisana, z ciekawie skonstruowaną historią i dobrą zagadką kryminalną.
Niestety dla mnie była dość przewidywalna. Po przeczytaniu wcześniejszych części wiem już jak Camilla Lackberg konstruuje intrygę i wcześnie zgadłam, jakie będzie rozwiązanie tej opowieści.
Trochę też szkoda, że bohaterowie jej serii prawie w ogóle się nie zmieniają – ich świat jest dość przewidywalny.
Mimo tego polecam tę książkę. To dobra propozycja na zimowy wieczór i ciekawy pomysł na prezent świąteczny!
Baza recenzji Syndykatu ZwB

Ocena: 4,5/5

Syrenka, Camilla Lackberg, wydawnictwo Czarna Owca, 2011

środa, 14 grudnia 2011

Piętno – Karin Slaughter

Piętno to już kolejna książka Karin Slaughter, w której spotykają się bohaterowie dwóch wcześniejszych serii tej autorki.

Sara Linton znana z cyklu „Georgia” wybiera się na Święto Dziękczynienia do rodziny. Nie jest to dla niej łatwa podróż, bo od czasu tragicznej śmierci męża Jeffa, stara się unikać okolic Heartsdale w okręgu Grant i ludzi, z którymi tam mieszkali i pracowali. Najbardziej jednak boi się spotkania z Leną Adams – policjantką, którą wini za śmierć męża.
Niestety Sarze nie udaje się odpocząć w trakcie tej wycieczki, bo tuż po przyjeździe do rodzinnego domu otrzymuje telefon od zdesperowanej kobiety, proszącej ją o kontakt z posterunkiem policji. Tajemnicza rozmówczyni mówi Sarze, że jej dawnego pacjenta aresztowano za zabójstwo i że wpadł on w tak silną panikę, iż tylko kontakt z Sarą może go uspokoić.
Oczywiście Sara odmawia ingerencji w sprawy posterunku, usiłując uniknąć uwikłania w lokalne problemy. Gdy jednak niewiele później dzwoni do niej Frank – szef lokalnej policji i ma tę samą prośbę, godzi się na udzielenie pomocy aresztantowi.
Na miejscu okazuje się, ze zdesperowany aresztant popełnił samobójstwo, zostawiając na ścianie dramatyczny apel „nie ja”. Gdy Sara orientuje się, ze do podcięcia sobie nadgarstków użył wkładu do długopisu, który musiała przeoczyć w jego rzeczach Lena Adams, odpowiedzialna za aresztowanie, wpada w furię i dzwoni do GBI, zgłaszając nieprawidłowości na posterunku.
Tak oto w miasteczku zjawia się Will Trent – pedantyczny detektyw, idealny obserwator zachowań ludzkich, a jednocześnie dyslektyk ukrywający swoją przypadłość przed całym światem. W Heartsdale musi zmierzyć się z wrogością policjantów, którzy usiłują ukryć prawdę i zmową milczenia, która panuje w całym miasteczku. Nie jest mu łatwo, tym bardziej, że ze względu za zamknięcie hotelu musi zatrzymać się u rodziny Sary, którą bardzo interesuje jej nowy znajomy. A tymczasem ktoś morduje kolejne osoby i okazuje się, że najprawdopodobniej pacjent Sary był faktycznie niewinny, a na wolności pozostaje prawdziwy zabójca.
Piętno to świetna książka – mocna, mroczna, trzymająca w napięciu. Karin Slaughter jest moją ulubioną autorką thrillerów, bo doskonale wie, jak poprowadzić intrygę tak, by każda strona książki była jeszcze bardziej wciągająca od poprzedniej.
Bardzo się cieszę, że w jej najświeższych książkach pojawia się zarówno Sara Linton, jak i Will Trent, Faith, Amanda Wagner, Lena Adams i cała plejada doskonale skonstruowanych postaci, które wspólne dochodzą do rozwiązania tej łamigłówki.
Postacie w książkach Karin Slaughter nie są papierowe, mimo, ze są to bohaterowie literaccy. Nie ma tu białych ani czarnych charakterów. Każda z postaci ma swoje wady, zalety, słabości i tajemnice, które ukrywa przed światem.
To pełnokrwistość stworzonych bohaterów i doskonale skonstruowana fabuła są największymi atutami tej książki. Piętno to lektura od której niełatwo się oderwać!

A kolejną książkę Karin Slaughter kupiłam w wersji angielskiej, bo nie mogę się doczekać przekładu!
Zachęcam gorąco do lektury!

Baza recenzji Syndykatu ZwB

Ocena: 5/5

Piętno, Karin Slaughter, Dom wydawniczy Rebis, 2011

czwartek, 8 grudnia 2011

Ostatnie lektury

Nie miałam ostatnio szczególnego nastroju na pisanie, nie mówiąc już o ogólnym poziomie zmęczenia.
Za to z czytaniem poradziłam sobie jak zwykle nieźle :)

W pierwszej kolejności przeczytałam - no prawie przeczytałam - Przyrzeczonych Beth Fantaskey. Naprawdę starałam się przebrnąć przez tę książkę i niemal w 100% mi się to udało, ale to po prostu nie mój typ lektury. Przejście przez te wszystkie opisy rozterek miłosnych  było dla mnie trudnie, nie mówiąc już, że do szału doprowadzało mnie totalne naiwniactwo głównej bohaterki. Jestem jednak w stanie przyznać, że to lektura dla innej grupy wiekowej i gdybym miała teraz 10 lat mniej, to kto wie - może bardzo by mi się spodobała :)

Kolejna była Syrenka Camilli Lackberg, którą przeczytałam z olbrzymią przyjemnością - chociaż rozwiązania zagadki kryminalnej domyśliłam w połowie książki. A zaraz później zabrałam się za Piętno Karin Slaughter z moim ulubionym Willem Trentem i Sarą Linton!
Recenzje obu tych książek zamieszczę w najbliższych dniach :) W tej chwili czytam Radleyów Matta Haiga - wrażenia średnie, ale jestem dopiero na początku książki.

niedziela, 27 listopada 2011

Whisper. Nawiedzony dom - Isabel Abedi

W waszych poleceniach odnośnie paranormal romance znalazła się książka Isabel Abedi. Akurat tej, która była na liście nie udało mi się wypożyczyć, za to znalazłam za grosze Whisper. Nawiedzony dom tej samej autorki.
Jestem absolutnie oczarowana tą książką!

Myślę, że nie jest to paranormal romance, chociaż pojawia się też wątek nadprzyrodzony. Natomiast książka jest interesującą historią dawnej tajemnicy, która po latach wychodzi na światło dziennie.
Historia zaczyna się od przybycia do niedużej niemieckiej wioski znanej aktorki Kat, jej córki Noi i przyjaciela aktorki Gilberta. Cała trójka przyjeżdża tam by spędzić lato w oderwaniu od miejskiego zgiełku. A dla Kat jest to też okazja do pracy nad nową rolą filmową.
Ich miejscem zamieszkania jest stary dom, w którym mieszkała lata temu inna rodzina letników. Jednak od dłuższego czasu stoi on pusty, aż do tego lata. Mimo panującej w nim dość dziwnej atmosfery, ekscentryczni mieszkańcy organizują w nim w pewien wieczór seans spirytystyczny, w którym bierze też udział David - chłopak, który pomaga im w renowacji domu. W czasie niewinnej zabawy, okazuje się, że faktycznie ktoś próbuje się z nimi skomunikować. Duch, który przybywa mówi, że ma na imię Eliza i jest wspomnieniem po dziewczynie, która została zamordowana na strychu tego domu w dniu swoich 18 urodzin.
Od tej chwili Noa i David, między którymi zaczyna się rodzić uczucie, zaczynają tropić tę zagadkę. Okazuje się jednak, że nikt w wiosce nie chce o tym rozmawiać, a wspomnienie Elizy wywołuje dziwną nerwowość u wszystkich.
Ten zagadkowy wątek jest tylko jednym z wielu w tej książce. Szczególnie interesująco pokazane są relacje między Noą i Kat. Matka i córka nie są sobie bliskie, przez wszystkie lata Kat skupiona była na swojej karierze, kolejnych kochankach i nigdy nie zdołała poznać dobrze córki. Nie wie też o ponurej tajemnicy, którą ukrywa dziewczyna. Jasnym punktem w życiu ich obu jest Gilbert, który jest właścicielem księgarni ezoterycznej i najlepszym przyjacielem Kat. Jako gej jest jedynym mężczyzną, który od tak dawna jest obecny w życiu Noi, że traktuje go jak ojca...
To lato zmieni wiele w życiu ich wszystkich. Pewne tajemnice wyjdą na jaw, pojawią się głębokie emocje i uda się odnaleźć mordercę Elizy.
Gorąco polecam tę książkę. Jest to czytadło, ale na naprawdę dobrym poziomie i bardzo, bardzo wciągające. Postacie bohaterów nakreślone są tak plastycznie, że po chwili można całkowicie zatracić się w ich historii. A nawiedzony dom... cóż, trudno o lepsze miejsce do ukrycia naprawdę mrocznych tajemnic... Whisper. Nawiedzony dom czyta się bardzo dobrze... może moje odczucia wynikają z tego, że spodziewałam się całkowitego gniota, a jestem zaskoczona na plus. Polecam na leniwe popołudnie!


Ocena: 4,5/5

Whisper. Nawiedzony dom, Isabel Abedi, wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2007

czwartek, 24 listopada 2011

Help! Prośba o polecenie książki!

Mam ochotę na odreagowanie od kryminałów i urban fantasy. Naszła mnie ochota na paranormal romance. Nie jest to mój ulubiony gatunek, ale akurat na to mnie wzięło.
Książek takich jest na rynku od groma. Nie wiem, co jest godne uwagi - i bardzo liczę na rekomendacje!
Co jest dla mnie ważne? Sensowna fabuła, książka nie może być przesłodzona i najlepiej, żeby nadawała się dla osoby, która czasy licealne ma dość dawno za sobą :) Nie musi to być nowość.
Będę wdzięczna za wskazówki!

środa, 23 listopada 2011

Na psa urok - Kevin Hearne

Napiszę dziś kilka słów o książce, która tak bardzo poprawiła mi humor, że czytając ją, chichotałam jak szalona w tramwaju, a nie zdarza mi się to wcale często.
Na psa urok, czyli pierwsza część Kronik Żelaznego Druida, autorstwa Kevina Hearne, to absolutnie jedna z najlepszych książek urban fantasy, jakie czytałam już od dawna.

Głównym bohaterem książki jest Attikus O'Sullivan, wiekowy druid, któremu doskonale żyje się w ciele irlandzkiego dwudziestolatka i który świetnie wtopił się we współczesne realia. Attikus prowadzi księgarnię ezoteryczną, czasem zaparzy dla kogoś leczniczą herbatkę, ale generalnie jego życie płynie bardzo spokojnie, a jedną z największych atrakcji dnia codziennego jest pomoc w ogródku sędziwej wdowy.
Oczywiście życie druida nie zawsze było takie sielankowe, zwłaszcza, że od wieków ściga go mściwy bóg Aenghus, który nadal pragnie odzyskać skradziony mu przez Attikusa miecz. A, że tym razem szykuje się do przewrotu w krainie bogów, to taka broń byłaby dla niego niezwykle przydatna.
I tak oto na naszego bohatera spadają wszelkie możliwe plagi - atakuje go jeden z ważniejszych bogów, ściga banda olbrzymów, spiskuje przeciwko niemu sabat czarownic z Polski (!) i oczywiście Aenghus czeka na jego każde potknięcie...
Na szczęście ma on grono wiernych przyjaciół - psa Oberona, który uważa, że jest Czyngis-chanem, prawników z watahy wilkołaków, którzy mają ghule na szybkim wybieraniu telefonu, zakumplowanego wampira no i na swój sposób stara się mu pomóc bogini Morrighan - jedna z najgroźniejszych z panteonu bogów. Gdy do tej gromadki dołącza barmanka opętana przez ducha indyjskiej czarownicy, możemy być pewni, że będzie się sporo działo. A i sam Attikus całkiem nieźle radzi sobie z magią i widać, że te 2000 lat spędzone na świecie, doskonale mu służy.
Na psa urok to książka jednocześnie wciągająca, intrygująca i szalenie zabawna. Bardzo podoba mi się wykorzystanie przez autora niemal wszystkich wierzeń i mitycznych stworzeń do wykreowania świata magicznego, który funkcjonuje tuż obok naszego, a doskonale go uzupełniając. To książka tak absurdalna, że aż na swój sposób całkiem realna.
Ma też inne zalety. Nie da się nie zakochać w Oberonie - bo kto nie chciałby mieć psiaka, z którym można komunikować się w myślach? No i ubawił mnie setnie fakt, że wszystkie magiczne stworzenia jednoczy nienawiść do Thora - chociaż nikt nie wie dlaczego. A czyta się ją tak dobrze, że poprawa humoru, nawet w czasie największej chandry jest gwarantowana!

Jeśli lubicie żonglowanie motywami, zabawne i soczyste dialogi, wartką akcję, urban fantasy w najlepszym wydaniu, to ta książka jest właśnie dla was!

Ocena: 5/5


Na psa urok, Kevin Hearne, wydawnictwo Rebis, 2011

poniedziałek, 21 listopada 2011

Sekret aneksu numer 3 – Colin Dexter

Sekret aneksu numer 3 przeleżał przez kilka tygodni w mojej bibliotece, czekając na swój moment. Pożyczyłam go w międzyczasie kilku osobom, które miały dość mieszane odczucia po lekturze tej książki. Opinie były za to bardzo konkretne – książka albo bardzo się komuś podobała, albo była opisywana jako nudna i dziwnie napisana.

W końcu i mnie zaciekawiły te recenzje znajomych i tak oto w ten weekend spędziłam kilka godzin nad książką Colina Dextera. Wygląda na to, że dołączę do grona entuzjastów tego pisarza, chociaż jedna książka to dla mnie za mało, by zdecydować na 100%, jak odbieram jego styl pisania.
Wracając do samego Sekretu aneksu numer 3 -  to czytało mi się go bardzo dobrze. Spodobała mi się postać nadinspektora Morse’a  - złośliwego, ostrego, a jednocześnie bardzo przenikliwego. Idealnie uzupełnia go spokojny i pokojowo nastawiony do świata sierżant Lewis. Z tego co słyszałam, to powstało już kilkanaście książek o tym duecie, ale dla mnie Sekret aneksu numer 3 to pierwsza okazja do spotkania z nimi.
W tej książce panowie zajmują się morderstwem popełnionym w czasie zabawy sylwestrowej w oksfordzkim hoteliku Haworth. Zabity zostaje mężczyzna, mieszkający w tytułowym aneksie numer 3 na tyłach hotelu. Niestety nie jest łatwo ustalić tożsamości ofiary, gdyż bal był imprezą przebieraną, a wszyscy sąsiedzi z okolicznych pokojów, szybko zniknęli po odnalezieniu martwego gościa hotelowego. Dlatego by wytropić mordercę, policja musi znaleźć najpierw świadków – bardzo niechętnych do podjęcia współpracy.
O zmarłym mężczyźnie wiadomo tylko, że przebrany był za rastafarianina, a dzięki świetnej stylizacji wygrał konkurs na najlepsze przebranie i że na zabawę przybył z kobietą, ubraną w czarczaf. Mimo wielu trudności, para policjantów stopniowo dociera do kolejnych świadków i odkrywa intrygę, która doprowadziła do śmierci tajemniczego mężczyzny.
Sekret aneksu numer 3 zawiera wszystko to, co dobre w kryminałach – interesującą intrygę, pełnokrwistych bohaterów i detektywów, którzy dochodzą do sukcesu dzięki własnej dedukcji i skutecznemu powiązaniu ze sobą dość odległych wątków. Książka ma „brytyjski styl” – jest elegancka, stonowana, ale nie nudna. Polecam fanom kryminałów z wyższej półki.
UWAGA - nie jest to książka dla osób, które lubią thrillery, szybką akcję i krwawe zbrodnie, chyba, że są gotowe dać szansę spokojnemu kryminałowi!
Dla mnie książka ta jest idealna na zimowe wieczory – tym bardziej, że padający w niej śnieg, okazuje się być ważnym elementem śledztwa!
Baza recenzji Syndykatu ZwB

Ocena 5/5

Sekret aneksu numer 3, Colin Dexter, wydawnictwo Funky Books, 2011

sobota, 19 listopada 2011

Wiedźma naczelna - Olga Gromyko

Po kilku ostatnich tygodniach spędzonych na lekturze lepszych i gorszych kryminałów, z przyjemnością sięgnęłam po kontynuację cyklu Olgi Gromyko, wydaną niedawno przez wydawnictwo Fabryka Słów.
Wiedźma Naczelna to kolejna książka opisująca przygody Wolhy Rednej, czyli inaczej W.Rednej - rudowłosej adeptki magii z nader rozwiniętą zdolnością do popadania we wszelakiej maści kłopoty.

Tym razem ruda wiedźma robi wszystko, by tylko uciec od... zbliżającego się wesela z Lenem, władcą Dogewy. To, że narzeczony jest czystej rasy wampirem nie jest dla niej najmniejszym kłopotem. Tym, czego się obawia są małżeńskie więzy, koniec przygód i włóczenia się po świecie...
Wolha to postać z krwi i kości - wygadana, pyskata, szukająca zawsze dziury w całym. Za to się ją lubi. W Wiedźmie Naczelnej nie jest już jednak tym samym dziewczątkiem, co we wcześniejszych częściach. Jej obawy przed zamążpójściem, to lęki młodej kobiety, która wie, że aby coś zyskać musi coś stracić... I nie jest pewna, czy jest na to gotowa.
Na szczęście dla wiedźmy jej narzeczony sam jest nie lada ziółkiem i dlatego możemy mieć nadzieję, że będzie z nich całkiem szczęśliwa para :)
Ale zanim dotrzemy do zakończenia tej historii i dowiemy się czy udało się zmusić oboje do zawarcia ślubu, ruszymy razem z Wolhą i jej przyjaciółmi tropem tajemniczego maga, który za swój cel postawił zabicie rudowłosej wiedźmy i konsekwentnie stara się ten plan wykonać.
Dlaczego Wolha stała się jego celem? Kto będzie jej sprzymierzeńcem? I czy naprawdę w zamku Zakonu Białego Kruka można czasem spotkać świętego Fenduła we własnej postaci? To nie jedyne pytania, na które znajdziemy odpowiedź w Wiedźmie Naczelnej. Akcja galopuje wraz z naszymi bohaterami, tak, że momentami trudno jest się połapać w zmianach scenerii.
Zabawa jest przednia :) Wiedźma naczelna to świetna fantastyka, dowód na to, że da się pisać o wiedźmach, wampirach, romantycznych scenach i nie słodzić na siłę!

Gorąco polecam!

Ocena: 5/5

Wiedźma naczelna, Olga Gromyko, wydawnictwo Fabryka Słów, 2011

środa, 16 listopada 2011

Wszystko w czekoladzie – Tatiana Polakowa

Moje dotychczasowe przygody z rosyjskimi kryminałami, to przede wszystkim lektura Aleksandry Marininy, Darii Donicowej i Borisa Akunina.
Muszę przyznać, że pierwsza powieść Tatiany Polekowej Wszystko w czekoladzie, którą ostatnio przeczytałam, zrobiła na mnie dość duże, chociaż mieszane wrażenie.

Główną bohaterką książki jest Olga Riazencewa, „detektyw” na usługach Dziadka, gangstera, którego była kiedyś kochanką. Olga zajmuje się w jego „firmie” wszystkimi nietypowymi sprawami, więc zostaje także zaangażowana w sprawę zabójstwa tancerki, w której domu znaleziono wizytówkę Dziadka. Zadaniem pani detektyw jest współpraca z przychylnym (kupionym) milicjantem Wołkowem, rozwiązanie zagadki morderstwa i oczywiście wytropienie, kto usiłuje zaszkodzić reputacji Dziadka tuż przed wyborami.
Okazuje się, że pierwsze morderstwo nie jest wcale ostatnim i po chwili ginie kolejna dziewczyna do towarzystwa oraz młody syn jednego z oligarchów związanych z Dziadkiem. Atmosfera robi się coraz cięższa, a do pomocy Oldze przyjeżdża tajemniczy likwidator z Moskwy.
Oczywiście zagadkę udaje się w końcu rozwiązać, chociaż trudno mówić o 100% happy endzie. Zresztą nie spodziewałam się go wcale w tej książce.
Uważam, że Wszystko w czekoladzie to bardzo sensowny kryminał z wartką akcją, niebanalną intrygą i całą plejadą ciekawych bohaterów. Urzekło mnie mocne oddanie realiów Rosji gangsterskiej – układów, pieniędzy, „ozdobnej” roli kobiet, kultu macho. To książka, którą trudno polubić, ale nie da się jej odmówić klasy. Zamiast lukru dostajemy od Polakowej wytrawny koktajl.
Niestety nie udało mi się zapałać najmniejszą nawet sympatią do któregokolwiek z bohaterów. Każdy patrzy tylko, jak oszukać innych i wyjść na swoje. A nagły romans Olgi z likwidatorem, który urządził jej najpierw seans tortur, podejrzewając ją o udział w spisku, jest dla mnie motywem z choinki. Ale może to po prostu nie moja choinka i tak dużym atutem tej książki jest właśnie to, że autorka zaprasza nas do swojego świata, a nie przychodzi pokornie do naszego.

Mimo wszystko polecam. Zwłaszcza fanom rosyjskich kryminałów.

Baza recenzji Syndykatu ZwB

Ocena 4,5/5

Wszystko w czekoladzie, Tatiana Polakowa, PWR SA, 2007

poniedziałek, 14 listopada 2011

Lilith - Olga Rudnicka

W czasie mojego ostatniego wyjazdu udało mi się przeżyć kilka przygód, poznać nowych ludzi i ostatnie na co miałam czas to siedzenie z nosem w książce, ale kilka godzin w samolotach i na lotniskach, pozwoliło mi na przeczytanie Lilith Olgi Rudnickiej.

Z autorką miałam styczność przy okazji lektury książki Natalii 5, która generalnie zrobiła na mnie dobre wrażenie. Dlatego zdecydowałam się przeczytać Lilith, o której także słyszałam sporo dobrego.
Zacznę od plusów - mało jest książek polskich autorów, które fajnie mieszają w sobie wątki kryminalne, fantastyczne i elementy horroru. Próba stworzenia takiej właśnie mieszanki wybuchowej, jest czymś, za co bardzo cenię Olgę Rudnicką. Po drugie - książka naprawdę wciąga. Czyta się ją płynnie, a fabuła robi się wraz z kolejnymi stronami coraz bardziej interesująca.
Historia małego, sennego miasteczka, które zbija fortunę na turystach zafascynowanych legendą o czarownicy i które bardzo dba, by wszystkie jego sekrety były dobrze chronione - to motyw pojawiający się nie tak rzadko w powieściach, ale trzeba docenić bardzo dobre wykorzystanie tego wątku. Autorce udało się też stworzyć całą galerię ciekawych bohaterów - naiwną do bólu Lidkę, piękną Edytę, odważnego policjanta Michała, odpychającego Chmiela, kuszącą Darię i wielu innych mieszkańców Lipniowa, którzy odgrywają w tej historii swoją rolę.
Niestety pomimo wszystkich plusów, Olga Rudnicka to nie Erica Spindler. Książce brakuje pewnej wiarygodności - historia, mimo, że ciekawa, robi sztuczne wrażenie. Nie umiem do końca nazwać tego, co dokładnie mnie raziło w Lilith, to po prostu subiektywne odczucie, że fabuła nie jest do końca dopracowana. Zabrakło "dreszczyka", który powinnam poczuć czytając taką historię.
Natomiast uważam, że Olga Rudnicka ma szanse stać się z czasem pierwszą damą polskich kryminałów, jeśli tylko popracuje nad warsztatem i będzie miała tak dobre pomysły, jak ten na Lilith.

Baza recenzji Syndykatu ZwB

Ocena: 4/5

Lilith, Olga Rudnicka, wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2010

czwartek, 3 listopada 2011

Komu w drogę...

temu biblioteczka w walizce :)

Wybywam na kilka dni z dala od komputera. Czasu na czytanie też nie będę miała za wiele, ale coś tam ze sobą zabieram, więc pewnie po powrocie uda mi się napisać, co miałam okazję przeczytać.

Pocałunki wampira. Początek - Ellen Schreiber

Książka Ellen Schriber to tak zabawny ewenement w kategorii paranormal romance, że zdecydowanie zasłużyła sobie na recenzję. Pocałunki wampira. Początek to z założenia książka dla młodzieży. Co wyróżnia ją na tyle setek podobnych pozycji, to wyjątkowa konwencja i dość szalony pomysł autorki na fabułę.

Otóż mamy małe amerykańskie miasteczko i rodzinkę. Rodzice byli kiedyś hippisami, teraz robią karierę, mają synka Billy'ego i totalnie niedostosowaną do lokalnego klimatu córkę - Raven. Dziewczyna jest gotką, kocha wszystko co związane z wampirami, namiętnie ogląda stare horrory i nigdy nie zapomina o porcji czarnej szminki przed wyjściem do szkoły. Jej jedyną i najlepszą przyjaciółką jest Becky. Poza nią, cała szkoła unika i chyba trochę boi się Raven, za to stałą grę w dokuczaniu jej prowadzi szkolny przystojniak - Trevor.
Patrząc na ten opis widzimy zwykłą książkę o nastolatce z problemami, która spotyka nagle swojego wampirzego księcia. Nic bardziej mylnego!
Raven nie jest żadną ofiarą losu, jej rodzina ją uwielbia - nawet, jeśli nie rozumie. Dokuczanie dzieciaków mieści się w jakimś bardzo rozsądnym przedziale, a Trevor najchętniej by się z nią umówił gdyby tylko mógł. Dodatkowo Raven ma dość szalone poczucie humoru i chyba też dzięki niemu doskonale sobie radzi w swoim świecie. Ale wszystko przewraca się do góry nogami, gdy do zapyziałego miasteczka wprowadza się mroczny przystojniak... którego Raven niemal rozjeżdża przypadkiem samochodem.
Czy jej największe marzenie w końcu się ziści? Czy pozna prawdziwego wampira? Czy po raz pierwszy się zakocha?
Odpowiedzi na te pytania są dość jasne. Trudniej może zgadnąć, że znajdując je w książce możemy chwilami płakać ze śmiechu :) Tak, to fajna komedia o szalonej gotce i jej mrocznym wampirze! Polecam wszystkim fankom paranormal romance, które mają dystans do tego gatunku.
Książka jest króciutka i szybko się ją czyta.

Co do oceny to trudno ją wystawić - obiektywnie, jest to totalny gniot. Subiektywnie - ma w sobie "coś" i jest solidnym rozweselaczem:)


Pocałunki wampira. Początek, Ellen Schreiber, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2011

wtorek, 1 listopada 2011

Pociąg do śmierci - J.D.Robb

Nie ma się co czarować - ten blog jest z założenia dedykowany czytadłom. Pewnie nigdzie o tym bezpośrednio nie wspominałam, ale ktokolwiek, kto poświęciłby czas na przejrzenie moich recenzji, wiedziałby od razu, że nie uświadczy się tu niczego innego ;)
Czytadło też czytadłu nierówne, więc staram się wybierać te lepsze - oczywiście dla mnie. Wielką fanką romansów nigdy nie byłam, mam sporą alergię na zbyt dużo romantyzmu, a jeszcze większą na pokrzepiające historie rodzinne. I tak dochodząc do meritum - pomimo tego, że nie jestem zagorzałą fanką romansów, zdarza mi się raz na czas przeczytać coś Nory Roberts, a najlepiej gdy jest to wydane pod pseudonimem J.D. Robb.

Pod tym nazwiskiem królowa romansów publikuje kolejne książki z cyklu dedykowanego porucznik policji Ewie Dallas, jej mężowi Roarkowi i kolejnym morderstwom, których zagadki rozwiązuje pani policjant. Ta seria ma swój czar - pewnie dlatego, że fabuła jest wciągająca, bohaterowie w miarę krwiści, a wątek miłosny podany jest w bardzo zjadliwej postaci.
W Pociągu do śmierci, który właśnie przeczytałam, Ewa Dallas rozwiązuje zagadkę morderstw powiązanych z dziwny sposób z firmami dwóch nowojorskich milionerów. Na początku wydaje się to przypadkiem, później jednak pojawiają się kolejne wątki i mimo, że trudno powiązać ze sobą śmierć właściciela wypożyczalni ekskluzywnych limuzyn, drogiej damy do towarzystwa i znanego na całym świecie kucharza, to Ewie udaje się odnaleźć punkty wspólne. A dzięki współpracy z psychologiem, trafnie odkrywa motywację zabójcy. W chwili gdy wie, kto zabił i czego dotyczy mordercza rozgrywka, musi już tylko udowodnić, że jej wnioski są słuszne. Wie, że jest to też rozgrywka z nią... w końcu morderca postarał się, aby ta sprawa trafiła właśnie do niej.
Ksiażki J.D. Robb to wybuchowa mieszanka opowieści o życiu w luksusie (Roarke jest właścicielem przynajmniej 1/3 wszechświata) z odrobiną romantyzmu, erotyki i solidną dawką policyjnej roboty. A, zapomniałam dodać, że ich akcja rozgrywa się w przyszłości - świecie pełnym androidów, autokucharzy, wahadłowców, etc.
Czyta się je dobrze, bo nie są przedobrzone. Mogą spodobać się prawdziwej fance romansów i tej zakamuflowanej, która za żadne skarby nie przyzna, że ich czytanie sprawia jej frajdę.
Pociąg do śmierci to po prostu kolejne czytadło, ale w swojej kategorii bardzo przyjemne!

Baza recenzji Syndykatu ZwB

Ocena:4/5
Pociąg do śmierci, J.D. Robb, wydawnictwo Prószyński i s-ka, 2011

niedziela, 30 października 2011

Natalii 5 - Olga Rudnicka

Czy mamy szansę spotkać swojego sobowtóra? A osobę, która nazywa się tak samo jak my? Ile takich osób może istnieć? I dlaczego wszystkie Natalie Sucharskie tego świata spotkały się w książce Natalii 5 autorstwa Olgi Rudnickiej?

Do tej pory nie czytałam żadnej książki Olgi Rudnickiej, a kojarzyłam ją wyłącznie z kilku entuzjastycznych recenzji Lilith. Wydawało mi się, że książka ta jest thrillerem, dlatego bardzo zdziwiłam się słysząc, że Natalii 5  jest bardzo w stylu Chmielewskiej.
Oczywiście efektem tego zaciekawienia była lektura, która jak to u mnie ostatnio często bywa, przypadła na czas spędzony w pociągu.
Natalii 5 to pokręcona historia pięciu przyrodnich sióstr, które o swoim istnieniu dowiadują się na spotkaniu u notariusza... po samobójczej śmierci ojca, który nie tylko przed każdą ze swoich kolejnych rodzin ukrywał istnienie poprzedniej, ale też wszystkie córki nazwał tym samym imieniem. Jego tajemnicze samobójstwo staje się obiektem policyjnego śledztwa. Ekipa zastanawia się, czy Sucharski faktycznie popełnił samobójstwo? Dlaczego scena jego śmierci została zainscenizowana?
Ale dla sióstr prawdziwą tajemnicą jest historia życia rodzinnego ich ojca. Każda z nich wychowywała się z dala od niego, niemal żadna nie spełniła jego oczekiwań. Jednak mimo tego, ojciec tuż przed śmiercią wysłał każdej z nich przelew na milion złotych, aby zabezpieczyć ich przyszłość. Zostawił im też wspólny majątek - okazałą posiadłość pod Poznaniem. Po początkowych walkach i kłótniach każda z Natalii uznaje, że jej dotychczasowe życie nie jest warte kontynuacji i przeprowadza się do wspólnego domu. Pewną zachętą jest tajemniczy zapisek z testamentu ojca i nawiązanie do jego poszukiwań unikatowej kolekcji monet, którymi zajmował się tuż przed śmiercią. Natalie podejrzewają, że ojciec zostawił im w domu ukryty spadek, a kolejne wskazówki naprowadzają je na jego trop.
W międzyczasie ktoś usiłuje włamać się do domu, a policja skutecznie utrudnia spokojne życie Natalii Sucharskich. O tym, jak daleko posuną się dziewczyny w swoich kłamstwach i czy warto było przewracać ich życia do góry nogami - przekonają się osoby, które sięgną po książkę.

Nie ukrywam, że zrobiła ona na mnie dość mieszane wrażenie. Z początku czytało mi się ją fatalnie - drażniły mnie postacie sióstr, dialogi wydawały mi się wymuszone, a sytuacje sztuczne. Po pewnym jednak czasie, albo ja przyzwyczaiłam się do maniery Olgi Rudnickiej, albo książka stała się bardziej przyjazna. Naprawdę wciągnęłam się w historię zwariowanych sióstr i odkrywanie kolejnych zagadek ich ojca oraz starego domu.
Spodobało mi się, że książka ta to nie tylko powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym, ale też przypowieść o tym, jak ważna jest rodzina i że jej odnalezienie może być ważniejsze od zdobycia najwspanialszego skarbu. To niby banał, ale tutaj został przyjemnie zaserwowany :)
Faktycznie, można w Natalii 5 można odnaleźć nawiązania do stylu Joanny Chmielewskiej - sporo jest humoru sytuacyjnego, dowcipnych dialogów i kilka bardzo denerwujących postaci. Jednak na tym podobieństwa się kończą. To przede wszystkim lekka opowieść przygodowo-rodzinna z delikatnym dreszczykiem :)

Nie każdemu się spodoba, więc polecam na własną odpowiedzialność!

Baza recenzji Syndykatu ZwB

Ocena: 4/5

Natalii 5, Olga Rudnicka, wydawnictwo Prószyński i s-ka, 2011

Konkurs

Kto nie lubi konkursów?:) Oczywiście, najlepiej się w nich wygrywa, ale moment wyczekiwania na wynik też ma swoją magię.
Zapraszam na konkurs na blogu Zaginiony Almanach! Powodzenia!

sobota, 29 października 2011

Dzień dobry, Irene

Nadeszła w końcu chwila, gdy Dzień dobry, Irene - książka Carole Nelson Douglas, dołączyła do mojej kolekcji przeczytanych. Wiem, że jest już sporo czasu po premierze, ale nie lubię się spieszyć i każda książka musi u mnie poczekać na swój moment.

Lekturę Dzień dobry, Irene starałam się maksymalnie przedłużyć, aby móc jak najdłużej się nią cieszyć! Książka ta jest kontynuacją cyklu dedykowanego postaci Irene Adler, który rozpoczęła książka "Dobranoc, Panie Holmes" - i tak, Sherlock także się w niej pojawia - jako postać drugoplanowa :)
Główną bohaterką jest Irene, tutaj nosząca już nazwisko Norton, po ślubie z Godfreyem Nortonem. Szczęśliwa para mieszka w Paryżu wspólnie z wierną Penelopą Huxleigh, papugą Casanovą i kotem Lucyferem. Niestety, ku swojemu ubolewaniu, Irene musi zachować pewną anonimowość, po tym, jak świat obiegły wieści o jej śmierci w katastrofie kolejowej. Dlatego w Paryżu lekko się nudzi, bawiąc spotkaniami ze skandalistką Sarah Bernhardt i czekając na wydarzenie, które doda jej życiu odrobiny pikanterii.
Dlatego nic dziwnego, że już na pierwszych stronach książki Irene i Nell trafiają na moment, gdy do Sekwany skacze samobójca i że od razu zaczynają się interesować jego śmiercią. Udaje im się dotrzeć do kostnicy, gdzie zauważają dziwny tatuaż na piersi martwego marynarza. Taki sam miał człowiek, którego kilka lat wcześniej Bram Stoker wyłowił z nurtów Tamizy i usiłował reanimować.
Czy to podobieństwo ma jakieś znaczenie? Irene zdobywa taką pewność, w momencie, gdy mąż wzywa ją i Penelope na pomoc do dziewczyny, którą uratował z samobójczej śmierci i która także ma tajemniczy tatuaż. Uratowana Louise, okazuje się być dziewczyną z dobrej rodziny, lecz osieroconą przez rodziców i wychowywaną przez surowego stryja. Dlatego tak bardzo boi się, że hańbiący ją tatuaż, który nagle zyskała, sprawi, że zostanie przez niego wyrzucona z domu.
Niestety Louise znika zaraz po tym, jak Nortonowie dostarczają ją do rodziny, dając dziewczynie dobre alibi. O jej morderstwo policja zaczyna podejrzewać ciotkę dziewczyny.
Tymczasem śledztwo Irene przenosi się do Monaco, gdzie w Monte Carlo popełnił lata temu samobójstwo ojciec Louise. Nasza detektyw zgaduje, że coś łączy go z tatuażami i że może tam uda się rozwikłać tę zagadkę.
Na miejscu Nortonowie i Nell poznają księżną Monaco oraz całą śmietankę towarzyską, rozwiązują liczne zagadki, a nawet... spotykają Sherlocka Holmesa.
Tę książkę czyta się z olbrzymią przyjemnością i to nie dla zagadki kryminalnej, której logika pozostawia trochę do życzenia. Jednak tym, co decyduje o wartości książki są świetnie nakreślone postacie bohaterów - nie tylko pierwszoplanowych, ale tak naprawdę każdej osoby, która pojawia się na jej kartach.
Doskonale sprawdza się duet Irene - Nell. Jedna jest wyzwolona, odważna, nastawiona na łamanie konwenansów, a druga powściągliwa, pełna respektu dla etykiety i przeświadczona o konieczności przyzwoitego zachowania. Jak one się dogadują? Okazuję się, że przyjaźń potrafi wszystko przezwyciężyć, a nawet pogodzić tak różne charaktery.
Dodatkowym atutem są drobiazgowe opisy pięknych miejsc, strojów i dekadencki styl Monte Carlo!

Baza recenzji Syndykatu ZwB

Ocena: 5/5


Dzień dobry, Irene, Carole Nelson Douglas, wydawnictwo Bukowy Las, 2011

sobota, 22 października 2011

Pensjonat z gangsterem w tle

Ostatnio wzięło mnie na czytanie polskich książek. A, że kryminały bardzo lubię, to pomimo paskudnej okładki sięgnęłam po Pensjonat z gangsterem w tle, czyli ostatnią książkę Marty Węgiel.
Jest to lekki kryminał, z wątkiem romansowym - mocno zbliżony w stylistyce do książek Joanny Chmielewskiej, ale o tym za chwilę.
Akcja Pensjonatu rozpoczyna się w dniu 2 stycznia, w chwili, gdy Agata, krakowska dziennikarka, wyrusza w trasę do Lanckorony. To ma być jej poświąteczna okazja do odpoczynku i wylizania ran po bolesnym rozstaniu z mężczyzną. W ulubionym pensjonacie Ali i Jacka spodziewa się pysznego jedzenia, długich wieczorów przy brydżu i okazji do spokojnych spacerów. Na miejscu okazje się, że na podobny pomysł wpadła nie tylko ona - spotyka tam Bożenkę i Jarka, których zna z wcześniejszych pobytów, dziennikarza Borysa, aktora Konrada i jego żonę Magdę, Andrzeja z o wiele młodszą, głupiutką Ewą, napuszoną Małgorzatę, naukowca Krzysztofia i Maksa - tajemniczego kuzyna gospodarzy z Wiednia.
Na początku jest trochę niezręcznie, ale całe towarzystwo zaczyna się poznawać. Jednym  z elektryzujących wszystkich tematów jest poszukiwanie przez policję gangstera, który ukrywa się w Lanckoronie. O swoim polowaniu na niego opowiada Borys... który wkrótce zostaje znaleziony martwy.
Kto go zabił? Czy za całą sprawą stoi gangster? I jakie tajemnice skrywają goście pensjonatu?
Na te pytania szuka odpowiedzi ekipa policyjna kierowana przez Koneckiego oraz Agata, która w całej sprawie dostrzega okazję do przygotowania materiału dziennikarskiego.
 I faktycznie, dzięki jej nagraniom z telefonu  udaje się w końcu odnaleźć mordercę. Ale kim on jest i jakie kierowały nim motywy - tego można się dowiedzieć już z lektury książki!
Pensjonat z gangsterem w tle to książka lekka, a nawet leciutka. Nie znaczy to, że jest to lektura zła. Jest napisana dobrym językiem, dialogi są dość wartkie, a akcja bardzo płynnie się rozwija. Jednak szalenie przeszkadzało mi w niej jedno. Czy to naprawdę musiała być kalka z książek Joanny Chmielewskiej? Niby to podobieństwo nie jest AŻ tak oczywiste, język trochę inny, ale jednak. Po przeczytaniu kilkudziesięciu stron miałam natychmiastowe skojarzenia z książkami mistrzyni polskiego kryminału. A nie wiedziałam jeszcze wtedy, że autorka książki jest z Chmielewską powiązana. Mnie to dosyć razi, chociaż książki nie dyskwalifikuje.
Jeśli komuś nie przeszkadza pewna wtórność, jeśli lubi Chmielewską i relaksują go lekkie kryminały to zachęcam do lektury. Proszę się nie dać odstraszyć okładce!:)

Baza recenzji Syndykatu ZwB

Ocena: 3,5/5

Pensjonat z gangsterem w tle, Marta Węgiel, wydawnictwo Klin, 2010

PS Ze względu na ograniczone walory estetyczne, zdjęcie okładki nie zostało zamieszczone.

piątek, 21 października 2011

Pamięć krwi

Książki o wampirach lubię wręcz szalenie. Ok, wszechobecne pozycje z zakresu paranormal romance, w tym literatura stricte "harlequinowa" trochę mnie od tematu odstraszyły, ale mimo wszystko się nie poddaję :)
Pamięć krwi autorstwa Izabeli Degórskiej, to jedna z tych książek, które bardzo trafiają w mój gust. Jest krwista, niezbyt polukrowana i wampiry są tutaj prawdziwymi potworami :)

Akcja książki jest dość mocno zapętlona - zdarzają się retrospekcje, wspomnienia bohaterów, które pod sam koniec Pamięci krwi pozwalają zrozumieć cały wątek.
Ale od początku - główną bohaterką książki jest Milena, dziennikarka ze Szczecina, która w trakcie przygotowywania materiału o miejskim remoncie, trafia na dziwne podziemia, ukryte w samym środku miasta. Wspólnie z Radkiem, kolegą z konkurencyjnego tytułu, schodzi do wykopu, aby sprawdzić co kryje się w "dziurze" i trafia tam na makabryczne znalezisko - but z resztkami odgryzionej nogi.
Co kryje się w bunkrze? Dlaczego w mieście giną ludzie? Wszystkie odpowiedzi zaczynają się pojawiać, gdy Milena po wizycie u swojego eks chłopaka Darka, którego odwiedza na prośbę siostry zaniepokojonej jego dziwnym zachowaniem, zauważa, że nie tylko została przez niego wykorzystana i pogryziona, ale też, że sama zaczyna się zmieniać...
Jej nowe, wampirze życie, nie jest jednak wcale łatwe. Milena odkrywa u siebie wyjątkowe zdolności, których nie posiada większość wampirów i staje się celem polowania. Dodatkowo znajduje po latach ojca, który zniknął w dzieciństwie z jej życia.
Książka Izabeli Degórskiej przypomina mi trochę Słodką jak krew i Renegata. Wielkim plusem jest dla mnie to, że jest zakorzeniona lokalnie, a świat rzeczywisty tak skutecznie przenika się w niej z fantazją, że książkowe realia uznajemy za pewnik.
Muszę przyznać, że nie mogłam się oderwać od Pamięci krwi, a po jej skończeniu od razu pomyślałam: "Ciekawe czy wyjdzie kontynuacja".
To nie jest romantyczna opowieść, a solidny kawał sensacji z wampirami w tle. Nie brakuje też namiętności i seksu, a sama czynność picia krwi opisana jest jako bardzo erotyczne przeżycie.
Jestem pod wrażeniem - brakowało mi takiej książki wśród wszystkich ugrzecznionych historii!

Ocena: 5/5

Pamięć krwi, Izabela Degórska, wydawnictwo Zysk i S-ka, 2011

środa, 19 października 2011

Słodki padalec

Niestety podróże sprzyjają czytaniu, za to pisaniu na blogu ciut mniej. A, że chwilowo mam sporo do pisania rzeczy, których nikt w czasie prywatnym nie chciałby czytać, to nie miałam okazji, aby napisać cokolwiek o lekturze Słodkiego Padalca, czyli ostatniej książki Darii Doncowej, która została wydana w Polsce.
A na pewno wspomnieć o niej chcę, bo w przeciwieństwie do Przesyłki dla kameleona, czytało się ją świetnie i nie mam się absolutnie do czego przyczepić :)

Słodki padalec to kwintesencja stylu Doncowej. Dzieje się dużo, plotki, ploteczki, tajemnicze morderstwa, gangsterzy, i tabuny zabawnych zwierzaków - tego rzecz jasna nie brakuje.
Pierwszym udanym zabiegiem autorki jest wysłanie do USA rodziny Romanowów, z którymi od pierwszego tomu poświęconego Eulampii vel Eufrozynie, mieszka ta detektyw amator. Dzięki temu zabiegowi, Lampa znów pojawia się w nowym środowisku - tym razem domu pisarza kryminałów, Konrada Razumowa. Ma zajmować się tam domem, pilnować służby i przeczekać spokojnie do powrotu rodzinki ze Stanów. Oczywiście nie układa się to tak gładko.
Już na pierwszych stronach powieści, pisarz ginie z ręki swojego małego synka, który w czasie domowej zabawy w strzelankę, trafia w ojca z prawdziwej broni, jaką ktoś mu podłożył. Policja natychmiast aresztuje jego młodą żonę Lenę, którą obciążają zeznania kochanka. Jednak Lampa nie do końca wierzy w winę kobiety i zaczyna swoje prywatne śledztwo. Jednym z tropów są powieści Konrada Razumowa, które czekają na wydanie w przyszłości, a zwłaszcza pozycja, w której zostało niemal dosłownie opisane... morderstwo popełnione na pisarzu.
W międzyczasie zajmuje się Lizą, córką Konrada z pierwszego małżeństwa, która jest dziewczynką sympatyczną, ale bardzo infantylną, gdyż pomimo kilkunastu lat uwielbia bajki, kołysanki i bawi się Barbie. Jej nagle zdobyta samodzielność bardzo służy, zmieniając ją nie do poznania, a przy okazji przemiana dziewczyny jest źródłem wielu sytuacji komicznych. Nowa rodzinka Lampy wzbogaca się też o psiaka Ramika i kota Pingwina. A do tego dochodzi jeszcze Andriej, czyli młody gangster mieszkający po sąsiedzku, który uwielbia zwierzęta i z czasem zaprzyjaźnia się z Lampą i Lizą.
Gdy jednak zaczynają ginąć coraz to kolejne osoby, Lampa zaczyna się coraz bardziej obawiać. W międzyczasie pada też propozycja wydania przez nią ukrytych przed światem, nowych powieści Konrada.
Mimo, że trup ściele się gęsto, to książka Doncowej bardziej śmieszy niż straszy. Tak, jak już wspominałam - to autorka, którą albo się kocha, albo nienawidzi. Ja ją uwielbiam!
Słodki padalec to nic więcej, tylko fajny kryminał. Ale w swojej kategorii nie ma równych. Wprowadzenie do akcji nowych bohaterów, odświeżyło fabułę... a to wszystko, co jest w niej przewidywalne, to właśnie to, na co czekamy :)
Polecam serdecznie!

Baza recenzji Syndykatu ZwB

Ocena: 5/5

Słodki Padalec, Daria Doncowa, wydawnictwo Videograf II, 2011

czwartek, 13 października 2011

Geneza

Solidny, krwisty thriller, to coś co bardzo lubię! Może nie byłam w stanie czytać takich książek przez 100% mojego czasu, ale w rozsądnych dawkach sprawiają mi wielką frajdę. Dlatego bardzo celebrowałam swój kontakt z książką Geneza, Karin Slaughter, którą udało mi się niedawno zdobyć.

Tym razem lektura przypadła głównie na czas spędzony w wannie, więc posłuchałam trochę ciepłych słów za zajmowanie łazienki
Ale wracając do samej książki – Geneza jest kontynuacją wątków rozpoczętych w jej wcześniejszych thrillerach, a na kartach książki spotykają się Sara Linton (seria hrabstwo Gent) oraz para agentów – Will Trent i Faith Mitchell (m.in. „Tryptyk”). Bardzo mnie ucieszyło, że znalazłam w niej bohaterów, których już od dawna znam i lubię.
Tym razem opisana historia zaczyna się od nocnego wypadku samochodowego. Pod samochód pary staruszków wpada naga kobieta, która wybiegła nagle z lasu. Wypadek nie jest najgorszym, co się jej przytrafiło – widać u niej ślady tortur, głodzenia i fatalnych warunków, w których przebywała. Kobiecie udało się przeżyć, ale agenci znaleźli w lesie ciało drugiej ofiary. Wygląda na to, że udało im się obu uciec z miejsca, w którym były przetrzymywane.
To właśnie szpital do którego trafia ranna jest miejscem, w którym para agentów styka się z Sarą Linton, która po tragicznej śmierci swojego męża uciekła z rodzinnych stron, zrezygnowała z praktyki kornera i rozpoczęła pracę na izbie przyjęć. Koszmarna sprawa przyciąga Sarę i pomimo oporów Faith Mitchell udaje się jej zaangażować w śledztwo.
Bardzo szybko udaje się odkryć pewien wzór, który łączy ofiary – są to bardzo piękne, szczupłe i nieprzystępne kobiety, które odniosły sukces w życiu, kosztem odseparowania się od wszystkich. Nikt po nich nie rozpacza, nikt ich nie żałuje... Niestety szybko zaczynają znikać kolejne ofiary i rozpoczyna się walka z czasem oraz próby odkrycia czynnika, który połączył ofiary z mordercą.
Jak to zawsze u Karin Slaughter – książka trzyma w napięciu, adrenalina jest stopniowana i wspólnie z bohaterami zastanawiamy się kim jest poszukiwany psychopata, odrzucając kolejne tropy. Nie brakuje też makabrycznych scen i opisów tortur. Na szczęście ciężki wątek kryminalny równoważą ciekawie poprowadzone historie prywatnego życia bohaterów – chociaż są one nie mniej wstrząsające.
Książkę skończyłam późno w nocy, mimo zaplanowanej wczesnej pobudki na następny dzień – myślę, że to najlepiej świadczy o jakości lektury!
Polecam wszystkim osobom o mocnych nerwach!

Ocena 5/5

Geneza, Karin Slaughter, wydawnictwo Rebis, 2010

poniedziałek, 10 października 2011

Hotel Transylvania

Na książkę Hotel Transylvania trafiałam już od jakiegoś czasu, ale mimo, że nie osądza się książki po obwolucie, to właśnie tym, co zniechęcało mnie w jej starym wydaniu, była paskudna okładka.
Okazało się jednak, że nową edycję wypuściło całkiem niedawno wydawnictwo Rebis i teraz Hotel Transylvania zachęcał estetycznym wydaniem. Drugim czynnikiem, który skłonił mnie do sięgnięcia po tę lekturę, było porównanie książek Chelsea Quinn Yarbro do twórczości Anne Rice. Dla mnie to chyba najlepsza rekomendacja, a przynajmniej odnośnie wampirzej tematyki.


Z racji spędzania ostatnio wielu godzin w pociągach, także i tę książkę przeczytałam w czasie podróży. Pierwsze co mogę o niej powiedzieć to - w końcu prawdziwy wampirzy arystokrata, ufff. Ale drugie - gdzie to podobieństwo do Anne Rice? 
A zaczynając od początku - Hotel Transylvania jest pierwszym tomem z serii o hrabim Saint-Germain, inaczej księciu Rakoczym, który jest żyjącym na ziemi od wieków wampirem. W swoim obecnym wcieleniu przebywa on w roku 1763 wśród paryskiej society, bardzo dobrze się w nią wtapiając. Tym, co wyróżnia hrabiego na tle Paryżan jest... jego prawość i zasady moralne, jakimi się kieruje. Mimo, że jest człowiekiem władczym i zdecydowanym, to nie brakuje mu taktu, a przede wszystkim współczucia dla innych. Saint-Germain uważany za bogatego obcokrajowca zaprzyjaźnia się w szczególności z dwiema kobietami - Lucienne Cressie oraz kontessą Claudią. Do tej ostatniej przyjeżdża w pewnym momencie z prowincji piękna bratanica Madelaine, która od pierwszych swoich chwil w Paryżu przyciąga nie tylko uwagę hrabiego, ale też... grona czcicieli szatana, którym przewodzi okrutny Saint Sebastien.
Okazuje się, że dziewczyna jest z tym kręgiem związana obietnicą, jaką przed laty złożył jej ojciec, zobowiązując się darować swoje nienarodzone jeszcze dziecko diabelskiej grupie. Teraz nadszedł czas, by upomnieli się oni o swoją daninę, a dziewczyna jest im bardzo potrzebna do dokonania obrzędów.
W książce nie brakuje zwrotów akcji, scen pościgów i pojedynków, opisów wytwornych toalet, a nawet czarowników, wytwarzających drogie kamienie.
Nie jest to jednak horror. Faktycznie, w Hotelu Transylvania znajdziemy kilka okrutnych scen, jednak sama książka jest przygodowym romansem, w którym jednym z bohaterów uczyniono wampira. Postać hrabiego Saint-Germain ma niewątpliwy urok, ale daleko mu do Lestata. Brakuje tych emocji, magnetyzmu.
Hotel Transylvania to przyjemna lektura do pociągu. Książkę czyta się szybko, akcja wciąga i nie powiem, może nawet sięgnę po kolejne książki pani Yarbro. Nie można jednak zbyt wiele od niej oczekiwać, bo liczenie na dzieło w stylu książek Anne Rice może się skończyć zawodem.

Ocena 3,5/5

Hotel Transylvania, Chelsea Quinn Yarbro, wydawnictwo Rebis, 2009

sobota, 8 października 2011

Pałac tajemnic

Pałac tajemnic Agnieszki Pietrzyk zaczęłam czytać jeszcze w pociągu, a skończyłam w domu na kanapie. O autorce wcześniej nie słyszałam ale skupił mnie opis. Młoda pisarka, która przyjeżdża do pałacyku na Mazurach, by rozwiązać zagadkę morderstwa popełnionego, na mieszkającym tam rosyjskim małżeństwie - czy to nie brzmi ciekawie?

Bardzo się cieszę, że sięgnęłam po tę książkę, bo już dawno nie czytałam klasycznego kryminału, polskiego autorstwa i było to dla mnie wielką przyjemnością. Agnieszka Pietrzyk nie tylko stworzyła ciekawą fabułę, ale też doskonale wybrała miejsce akcji swojej książki. Pałacyk w  Ponarach, w którym mieszczą się obecnie gminne mieszkania, to miejsce wręcz idealne do popełnienia zbrodni. Ciemne, zagracone korytarze, małe mieszkania ze wspólnymi łazienkami i wisząca dookoła mgła - w prosty sposób wprowadzają nas w atmosferę kryminału.
Ale samo otoczenie to nie wszystko. Liczą się przede wszystkim fabuła i bohaterowie - i oba te elementy zasługują na ciepłe słowa.
Książka rozpoczyna się od przyjazdu Alicji Prus do pałacyku, w którym wynajęła mieszkanie po zamordowanych Rosjanach, aby przez dwa miesiące poznać ich współmieszkańców i stworzyć fabułę opowieści opartej na tym makabrycznym morderstwie. Już na pierwszych stronach dowiadujemy się, że mordercą powinien być ktoś z mieszkańców, gdyż w czasie popełnienia zbrodni dom był zamknięty. Z pozoru jednak nikt nie wzbudza podejrzeń, a mamy tu pełen przekrój społeczny - od młodego gangstera z dziewczyną w ciąży, przez klasyczne polskie małżeństwo, podstarzałą arystokratkę, parę naukowców, dziwnego samotnika, po matkę z trzema córeczkami i parę alkoholików.
Kim jest morderca i jaki był motyw? Gdzie podziała się córka zamordowanych Rosjan, która zniknęła w dniu ich śmierci? Każdy z mieszkańców pałacyku w Ponarach ma swoją teorię i każdy skrywa kilka tajemnic. Alicja przedziera się przez ich opowieści, jednocześnie walcząc z własnym koszmarem, od którego próbuje uciec...
Pałac tajemnic to bardzo solidny kryminał. Wciąga, momentami zaskakuje, a rozwiązanie zagadki wcale nie jest oczywiste...
Jedne, co mogę zarzucić autorce, to skrótowo potraktowany wątek Alicji i jej własnej historii - trochę brakuje też bohaterce życia. Mam wrażenie, że wiemy o niej zbyt mało, by faktycznie ją polubić. No i książka zdecydowanie mogłaby być ciut dłuższa. A poza tym już się nie czepiam - jest dobrze!

Baza recenzji Syndykatu ZwB

Ocena: 4/5

Pałac tajemnic, Agnieszka Pietrzyk, wydawnictwo Replika, 2011

czwartek, 6 października 2011

Sezon czarownicy

Spędziłam dziś kilka godzin w pociągu więc miałam dużo czasu na czytanie. W wyniku tego przeczytałam cały Sezon Czarownicy Natashy Mostert, który na szczęście wzięłam ze sobą na drogę.Książka nie jest żadną wydawniczą świeżynką, pożyczyłam ją od koleżanki, która miała ją na półce od dłuższego czasu.
Nieopatrznie zerknęłam wczoraj na kilka recenzji książki, które były dość mało entuzjastyczne, więc obawiałam się trochę, że to będzie całkowicie stracony czas.


Tymczasem książka naprawdę mnie wciągnęła i przez czas spędzony w przedziale nie mogłam się od niej oderwać. Urzekło mnie, że jest ona przesycona magią i alchemią. Widać, że jej autorka włożyła sporo pracy w przygotowanie tła akcji.
Główna postać książki to Gabriel Blackstone, przystojny złodziej danych, który na prośbę bogatego męża swojej dawnej kochanki, decyduje się mu pomóc w poszukiwaniu zaginionego syna. Gabriel jest dalekowidzącym, co oznacza, że może odbierać ludzkie myśli, niemal wchodzić w skórę szukanych ludzi. Jednak od lat nie wykorzystuje swojej zdolności, po wypadku, który miał miejsce w czasie poszukiwań zaginionej Melissy.
Nie jest łatwo namówić go do wzięcia tego zadania, ale finalnie godzi się na to i w ten sposób trafia na dwie piękne siostry Morrighan i Minnaloushe, które są w jakiś sposób zamieszane w zaginięcie Robbiego. Przeżywa z nimi niesamowite lato, coraz bardziej zadurzając się w siostrach, a jednocześnie próbując przedrzeć się przez ich sekrety. Okazuje się, że w jednej z sióstr kryje się coś złowieszczego. Pytanie tylko, jak rozpoznać, która z nich jest tą dobrą...
Książka Natashy Morstert jest bardzo daleka od współczesnych paranormalnych opowieści. To niesamowita mieszanka kryminału, powieści gotyckiej, mrocznego romansu. Postacie sióstr odmalowane są niezwykle barwnie - kuszą, przyciągają i wciągają czytelnika w swoją pułapkę... To prawdziwe współczesne czarownice.
Sezon czarownicy napisany jest bardzo płynnie i co ważne - trzyma w napięciu. Niemal do samego końca razem z Gabrielem zastanawiamy się, która z sióstr jest morderczynią.
Jestem oczarowana tą książką i jeśli tylko pojawi się okazja do przeczytania innej książki tej autorki to na pewno z niej skorzystam.

Ocena 4,5/5

Sezon czarownicy, Natasha Mostert, wydawnictwo Albatros, 2009

środa, 5 października 2011

Przesyłka dla kameleona

Każdy ma swoją niezdrową słabość - moją są książki Darii Doncowej. Niby wiem, że naiwne, pokręcone i schematyczne, ale co z tego, jeśli taki wieczór z Doncową poprawia mi humor jak nic innego :)
Niestety miałam ostatnio kilkumiesięczną przerwę, więc na Przesyłkę dla kameleona rzuciłam się jak wygłodniała harpia.

Tym razem Eulampia Romanowa, zwana Lampą wpada na trop afery związanej ze śmiercią młodej dziewczyny, która leżąc w szpitalu ze złamaniem, skarży się, że mąż i teściowa chcą ją otruć. Po kilku dniach, faktycznie umiera, a na Lampę spada zadanie znalezienia jej brata i wręczenia mu zostawionych przez Nataszę 30 000 dolarów.
Eulampia jest stałą bohaterką nowego cyklu Darii Doncowej. Z bogatej paniusi, spędzającej czas na chorowaniu i lekturze kryminałów, zmienia się w pierwszej książce z tej serii (Manikiur dla nieboszczyka) w gospodynię sprawnie prowadzącą dom kilkuosobowej rodziny i zgrai zwierzaków, a w wolnych chwilach bawi się w detektywa amatora.
Także i w tej części, trup ściele się gęsto, Lampa odwiedza tłumy osób o skomplikowanych nazwiskach, psy szaleją, zjeżdżają nieproszeni goście, a Julka, Kiriusza i Sieroża urozmaicają życie swojej gosposi coraz to kolejnymi "wariactwami". Fajnie się to czytało, nie powiem.
Tylko, że albo ja miałam gorszy dzień, albo czegoś mi w tej książce brakło. Mam wrażenie, że działo się tyle, że postać Eulampii trochę zaginęła w gąszczu wydarzeń, a szkoda, bo to ona nadaje charakter całemu cyklowi. Wcześniej wątek kryminalny równoważyły zabawne opowieści rodzinne z domu Romanowów, tym razem było ich mniej i znacznie bardziej skrótowo zostały przedstawione.
Nie mniej jednak książkę polecam wszystkim fanom Chmielewskiej oraz osobom, które zaatakowała jesienna chandra. Przygody Eulampii i szalonej rodzinki doskonale poprawiają nastrój.
Ta książka to właśnie taki poprawiacz humoru - i jeśli tak ją potraktować - spisuje się na medal!

Baza recenzji Syndykatu ZwB

Ocena: 4/5

Przesyłka dla kameleona, Daria Doncowa, wydawnictwo Videograf II

niedziela, 2 października 2011

Biblioteka umarłych

Biblioteka umarłych Glenna Coopera, to książka, która sama nie wiem jak znalazła się w mojej bibliotece. Musiałam ją chyba od kogoś pożyczyć i natychmiast o niej zapomnieć.
Nie mniej jednak kilka dni temu wpadła mi w ręce, a że właśnie byłam wtedy na etapie poszukiwań nowej lektury, to od razu się za nią zabrałam. Skończyłam ją czytać dosłownie chwilę temu i mam bardzo mieszane odczucia.
 
Z jednej strony sam pomysł na książkę i zestawienie kilku wątków toczących się równolegle, jest naprawdę ciekawy. Momenty, gdy dowiadujemy się o kolejnych morderstwach psychopatycznego mordercy, poznajemy okoliczności narodzin dziwacznego Octavusa i wreszcie zastanawiamy się, co jest powojenną tajemnicą wyspy Wight - to chwile przemawiające na plus tej książki. Mniej więcej do połowy czyta się ją bardzo dobrze. Co więcej historia średniowiecznych skrybów, współczesny thriller i opowieść o znalezisku, które wstrząsnęły powojennym rządem Wielkiej Brytanii, wcale ze sobą nie kolidują. Każdy wątek rozwija się w swoim własnym tempie, każdy wciąga.
Później napięcie opada, rozwiązanie da się przewidzieć i fabuła zaczyna się wlec... Do zakończenia z trudem dotrwałam. Nie mniej jednak te pierwsze 50% książki, zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie - a nie przepadam za thrillerami, łączącymi w sobie wątki historyczne i współczesność.
Na pewno Glennowi Cooperowi nie można odmówić świeżego pomysłu na akcję - zamiast historyków drążących tajemnicę artefaktu, których można mieć już dość i trochę, mamy agenta FBI, kobieciarza i alkoholika, który na trop zagadki historycznej wpada mimochodem.
Książka jest dość długa, więc nie polecam jej osobom, które mają mało czasu na czytanie. Mogą być zirytowane rozciągnięciem fabuły.
Z drugiej strony, na kilka zimowych wieczorów, jest to całkiem znośna lektura dla niewymagających.

Baza recenzji Syndykatu ZwB


Ocena: 3/5

Biblioteka umarłych, Glenn Cooper, wydawnictwo Albatros, luty 2011

sobota, 1 października 2011

Powiem Wam, jak zginął

Joe Alexa przeczytałam całego, jaki wpadł mi w ręce w czasach wczesnolicealnych. Było to dość dawno temu, ale pewien sentyment mi pozostał.
Dlatego, kiedy trafiłam na Powiem Wam, jak zginął w atrakcyjnej cenie 5 zł u sprzedawcy, który w weekendy rozkłada kramik książkowy niedaleko mojego domu, nie wahałam się nawet przez chwilę. Mówiąc szczerze niezbyt lubię stare, rozpadające się książki. Moja mania higieniczna ujawnia się zawsze, gdy myślę o tym, kto miał z nimi wcześniej do czynienia :)
Tym razem machnęłam na to ręką i zabrałam się w domu za lekturę. Cóż to była za przyjemność!:) Świetny, bardzo retro klimat, zagadka i świetne postacie bohaterów.


Książka zaczyna się od pewnego nieudanego wieczoru Joe Alexa i anonimu, jaki trafia do Soctland Yardu. Potem mamy już wiejską posiadłość słynnego naukowca - Iana Drummonda, jego piękną żonę - aktorkę, znaną panią chirurg, jej męża i jeszcze kilka postaci, które znalazły się tam w tym samym czasie. Wśród nich jest ofiara i morderca, a w tle powstaje nowa książka Joe Alexa, który znajduje tam swoje lekarstwo na niemoc twórczą.
Polecam szczerze wszystkim fanom kryminałów! Jeśli jeszcze jakimś cudem Joe Alexa nie czytali, to czas to zmienić!:)

Baza recenzji Syndykatu ZwB

Ocena: 5/5

Powiem Wam, jak zginął, Joe Alex, Wydawnictwo Literackie Kraków, 1978

środa, 28 września 2011

Kolekcjoner

Po kilku ostatnich tygodniach z fantastyką w roli głównej, miałam już wielką ochotę na przeczytanie czegoś całkiem innego. I akurat w czasie kiedy siedziałam w domu zakatarzona w ręce wpadł mi Kolekcjoner Alex Kavy.

Książka okazała się być idealną literaturą na przeziębienie. Nieskomplikowana, ale wciągająca fabuła, prosty ale nie zbyt prosty język i bohaterka, którą znam z wcześniejszych książek Kavy - czyli Maggie O'Dell, to mieszanka, która w pełni mnie zadowoliła, chociaż byłam trochę zdziwiona, gdy zobaczyłam koniec książki.
Może to ja już mam wygórowane oczekiwania wobec poziomu makabry w thrillerach, ale takie "ot tak" zakończenie dosyć mnie zdziwiło. Nie ukrywam też, że było ono dość przewidywalne. A nawet psychopata wcale nie był AŻ tak przerażający. Tym razem Alex Kava bardziej skupiła się na pokazaniu, jak wiele człowiek jest w stanie zrobić dla pieniędzy niż na przerażających opisach. Na pewno nie jest to książka dla fanów mocnych wrażeń, ani dla wielbicieli książek, które zostają zagadką aż do ostatniej strony.
Za to polecam ją wiernym czytelnikom Alex Kavy i osobom, które wcześniej poznały już Maggie O'Dell. Ta książka to dobra okazja, aby odnowić tę znajomość!

Baza recenzji Syndykatu ZwB

Ocena 4/5

Kolekcjoner, Alex Kava, wydawnictwo Mira, marzec 2011

wtorek, 27 września 2011

Wanna dla książkomaniaków :)

Okazuje się, że grono fanów czytania w wannie doczekało się przygotowanego specjalnie dla nich projektu wanny, z wbudowanym schowkiem na książki! Jej autorem jest znany designer Antonio Lupi.
Cena powala - ale projekt robi wrażenie :)

http://www.trendhunter.com/trends/nerd-luxury-bathtub-with-book-storage

poniedziałek, 26 września 2011

Wilczy miot

Po niektóre książki zdarza mi się sięgnąć sporo czasu od ich debiutu rynkowego, mimo, że od samego początku mam zamiar je przeczytać. Tak właśnie było z Wilczym miotem S.A. Swann.
Nie ukrywam, że tematykę wampirów i wilkołaków bardzo lubię od lat. Bliższe są mi książki Anne Rice od współczesnych romansów z wampirami w tle, ale takie Zaćmienie przeczytałam z przyjemnością. A, że książek o wilkołakach nie jest aż tak wiele na rynku, to Wilczy miot zdobył moje zainteresowanie, już gdy trafiłam na jego pierwsze recenzje.

 
W książce urzekło mnie przede wszystkim tło historyczne i ciekawie nakreślona historia "wilczych dzieci". Dobrze było też przeczytać w końcu książkę, w której wilkołak jest bestią. Oczywiście książka ma swoje drugie dno i można dyskutować na ile potworem jest mordercza Lilia, a na ile jej treserzy, wykorzystujący zwierzęce instynkty dziewczyny do mordowania przeciwników Zakonu.
Największym atutem książki jest wszystko to, co znajduje się dookoła głównego wątku - czyli historia trzynastowiecznych Prus, dzieje Zakonu Krzyżackiego i ludzi, żyjących wtedy na pruskich ziemiach.
Książkę czyta się przyjemnie - napisana jest płynnie, bez dłużyzn, chociaż zdarzają się chwilami przydługawe opisy. Sam główny wątek, czyli historia rozwijającego się uczucia Lilii i Uldolfa, jest mocno naiwny, dlatego mam wrażenie, że książka ta kierowana jest chyba do młodszych czytelników.
Na pewno jednak wśród współcześnie powstających książkach na temat wampirów i wilkołaków, jest to całkiem dobra pozycja, po którą warto sięgnąć, jeśli lubi się taką literaturę. Sprawdzi się na jedno lub dwa jesienne popołudnia.

Ocena: 3,5/5


Wilczy miot, S.A. Swann, wydawnictwo Prószyński i S-ka, listopad 2010

czwartek, 22 września 2011

Krwawy fiolet

Załatwiaczka Mileny Wójtowicz, którą zaczęłam ostatnio czytać, okazała się być sporym rozczarowaniem :/ Niestety wygląda na to, że niepotrzebnie zasugerowałam się jej innymi książkami - Wrota i Wrota2, które czytało mi się świetnie. Niestety w Załatwiaczce poziom chaosu i nieposładania fabuły był dla mnie zbyt zniechęcający.
Trochę zirytowana sięgnęłam po Krwawy Fiolet, Dii Reaves, po którym z kolei spodziewałam się tego, co najgrosze :) Nie wiem dlaczego, ale opis książki, który przeczytałam na jej okładce, sprawił, że pomyślałam "ot, kolejna infantylna opowieść o nastolatce z problemami".

I nie mogę powiedzieć, że książka w żadnym calu infantylna nie jest. Za to czytało mi się ją wybornie. Po pierwsze ciekawa maniera językowa i bardzo świeży styl pisania. Po drugie bohaterka - trochę szalona, w pełni świadoma swoich problemów, która bynajmniej nie szuka rycerza na białym koniu. Po trzecie świetnie skonstruowane postacie drugo- i trzecioplanowe. Po czwarte całkiem nowy świat i całkiem nowy pomysł na fabułę.
Krwawy Fiolet to opowieść o Hannie, dziewczynie, która po śmierci swojego ojca, ucieka od ciotka, usiłującej zmusić ją do leczenia w szpitalu psychiatrycznym i rusza na poszukiwanie swojej matki, której nigdy nie poznała. Znajduje ją bardzo szybko i ku swojemu zdziwieniu odkrywa, że nie jest zbyt mile widzianym gościem, a matka jest osobą zimną, oschłą i bardzo zdesperowaną, aby pozbyć się córki z domu. Dodatkowo miasto, do którego przybywa, okazuje się być bardzo dziwnym miejscem. Barwna Hanna, w swoich kolorowych sukienkach jest jedynym kolorem na tle panującej wszędzie czerni i kilku zielonych akcentów. A dookoła panoszą się potwory...
Więcej nie zdradzę, ale w książce dzieje się sporo, akcja wciąga. Mnie czas spędzony przy niej w pociągu minął jak krótka chwila. Może na plus zadziałało też, że od początku miałam do tej książki spory dystans i pozytywna niespodzianka mnie bardzo ucieszyła!
Serdecznie polecam :)

Ocena: 4/5

Krwawy fiolet, Dia Reeves, wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2011

Spotkanie promocyjne

Byłam wczoraj na świetnym spotkaniu promocyjnym z autorami Klątwy Konstantyna. O książce napiszę pewnie za chwilę, gdy uda mi się ją w końcu przeczytać, ale spotkanie zrobiło mi na już nią niezły apetyt :) Tym bardziej, że jej pierwszy tom - Sekret Kroke, był świetny!